Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
KUP TERAZ
Słowiańska mapa świata nie kończyła się na miedzach uprawnych pól. Tam, gdzie kończył się zasięg ludzkiego głosu, a słońce z trudem przebijało się przez gęstwinę liści, zaczynało się
Wśród nich naczelne miejsce zajmował Leszy – uosobienie samej siły natury. Potężnej, pierwotnej i rzadko wybaczającej błędy.
Wierzono, że to właśnie on, znany jako Boruta czy Leśny Dziad, jest sędzią i katem wewnątrz zielonych murów puszczy. Niekiedy sugeruje się nawet, że Leszy mógł być jednym ze wcieleń boga Welesa – Pana Zaświatów, który przybierał tę formę, by pilnować granic między tym, co ludzkie, a tym, co dzikie i nieprzeniknione.
Leszy, podobnie jak inne potężne biesy, dorobił się dziesiątek imion, którymi starano się go udobruchać lub opisać jego zmienną naturę. Każdy region Słowiańszczyzny miał swój sposób na nazwanie Pana Lasu:
W Polsce – najczęściej Boruta, Borowy czy właśnie Leszy.
U Słowian wschodnich – Lesowik lub Ljeschi, a także intrygujące określenie Mishko Velnias.
W tradycji ogólnosłowiańskiej – jego różne miana można by przełożyć na dzisiaj jako po prostu „Starzec Lasu”. Podkreślało to jego pradawną naturę i mądrość, która wykraczała poza ludzkie pojmowanie czasu.
Podobnie jak w przypadku nocnicy, rzadko wymawiano jego prawdziwe imię wewnątrz puszczy. Obawiano się, że samo przywołanie bóstwa sprowadzi na intruza jego gniewną uwagę. Wolano mówić o nim „Gospodarz”, wierząc, że szacunek wobec Leszego jest najlepszym sposobem na bezpieczny powrót do domu.
Leszy był mistrzem kamuflażu i zmiennokształtności. Choć potrafił przybrać postać dowolnego zwierzęcia – od niedźwiedzia po wilka – to jego ludzka manifestacja była kopalnią cech, które przyprawiały o dreszcz grozy. Gdy przybierał formę starca, zdradzały go detale, których nie dało się ukryć pod znoszoną sukmaną.
Nasi przodkowie opisywali go jako mężczyznę o spiczastej głowie, pozbawionego brwi, rzęs oraz – co najbardziej charakterystyczne – prawego ucha. Jego skóra nie miała zdrowego, rumianego koloru; była sina, niemal błękitna. Słowianie wierzyli bowiem, że w żyłach strażnika płynie błękitna, chłodna krew, która czyni go odpornym na mróz i upływ lat. W jego oczach nie było źrenic, lecz migoczące gwiazdy, a on sam nigdy nie rzucał cienia, co było ostatecznym stygmatem jego demonicznego pochodzenia.
Co ciekawe: Leszy nie nosił czapki ani pasa, a buty często miał założone na niewłaściwe stopy. Władca Lasów nie rzucał także cienia.
Dodatkowo Leszy miał niezwykłą zdolność manipulacji własnym rozmiarem. Wewnątrz kniei potrafił wyrosnąć ponad najwyższe sosny, by móc jednym spojrzeniem ogarnąć całe swoje królestwo. Jednak gdy tylko zbliżał się do skraju lasu i ludzkich pól, kurczył się błyskawicznie, stając się mniejszym od źdźbła trawy. Ta „dynamiczna skala” czyniła go niemal nieuchwytnym – mógł być jednocześnie gigantem na horyzoncie i szelestem w mchu pod Twoimi stopami.
Warto przy tym dodać, że oblicza Leszego różniły się w zależności od regionu. Kto wie? Być może w okolicy Twej osady Borowy przyjmował zgoła odmienną postać, niźli w moich regionach?
Życie Leszego było nierozerwalnie złączone z kołem roku. Jego zachowanie zmieniało się wraz z porami roku, zapachem lasu i barwą liści, tworząc własny kalendarz.
Wiosenny amok – wiosną całe plemiona Leszych wpadały w szał. Biegali po lasach, krzycząc i wywołując chaos, co było sygnałem, że natura budzi się do życia w sposób gwałtowny i nieobliczalny.
Letnie figle – latem Pan Lasu uspokajał się, przyjmując rolę „szelmowskiego” bóstwa . Płatał figle ludziom, gasił ogniska, wodził na manowce wędrowców, ale rzadko dążył do rozlewu krwi.
Jesienna walka – to był czas najgroźniejszy. Przed zapadnięciem w sen zimowy Leszy stawał się kłótliwy i agresywny. Wówczas toczył bitwy i straszył ludzi oraz zwierzęta domowe i gospodarskie, chroniąc te, które żyły w puszczy.
Zimowe odrętwienie – gdy ostatnie liście opadły, a ziemię ściął lód, Leszy znikał, zapadając w głęboki sen, z którego budziło go dopiero marcowe słońce.
Istotną rolą bóstwa była funkcja Wilczego Pasterza. Wierzono, że to on włada watahami, zarządza ich głodem i trasami polowań. Mógł złośliwie napuścić wilki na wieś, jeśli poczuł się urażony, lub przeciwnie – trzymać je z dala od stad tych, którzy znali zasady paktu.
Stąd też powiązanie Borowego z Welesem, który również mógł przyjmować postać wilka bądź niedźwiedzia.
Leszy bywał niebezpieczny i jako jeden z najpotężniejszych biesów w demonologii Słowian, nierzadko okazywał swoje rozgniewanie. Potrafił porywać niemowlęta – po chrystianizacji wierzono, że dzieje się tak w przypadku dzieci nieochrzczonych. W czasach rodzimych mogło to być związane z innymi ceremoniami, takimi jak rytualne obrzędy ochronne czy nadanie imienia.
Leszy przywłaszczał także dziatki, które wchodziły do lasu na ryby i jagody bez jego zgody. Nasi przodkowie znali historie o tym, jak Borowy, pod ludzką postacią, wstępował wraz ze świtą wilków do przydrożnych karczm, gdzie na raz wypijał wiadro wódki. Po zaspokojeniu pragnienia wyprowadzał watahę z powrotem do lasu.
Gniewem Leszego mogła być objęta nie tylko jedna osoba, lecz cała osada. Wówczas zwierzyna była płocha i agresywna, runo leśne ubogie, a nocami lasy stawały się istnym labiryntem. Zagubionych wędrowców odnajdywała wówczas dopiero rodzina następnego dnia – o ile w ogóle takowy podróżnik dawał się znaleźć.
Jednocześnie Leszy sprzyjał tym, którzy szanowali las i jego dobrodziejstwa. O ile ludzie dbali o nowe nasadzenia, nie polowali nazbyt dużo, oraz nie przynosili ognia do lasu, Borowy sprzyjał mieszkańcom wsi. Wówczas to sprawiał, że zwierzyna leśna była obfita, a dziatki mogły zbierać maliny, jagody, poziomki i jeżyny. Jesienią lasy obfitowały w jadalne grzyby, których smak i aromat nie miał sobie równych.
Zadowolony Leszy sprzyjał także wędrowcom. To on ich wyprowadzał z lasów i przykazywał wilkom, aby nie atakowały karawan. Z daleka obserwował każdego, kto przekracza leśną knieję, aby w razie potrzeby udzielić mu pomocy. Czynił to jednak tak, iż sam wędrowiec nigdy nie był w stanie ujrzeć twarzy Pana Lasów.

Wkraczanie do lasu wymagało od naszych przodków znajomości swoistej etykiety. Nie było mowy o darmowej eksploatacji zasobów. Za każdego grzyba, każdą zwierzynę i każde ścięte drzewo należało się Leszemu wynagrodzenie. Wszystko, co zabrane, należało w jakiejś formie zwrócić.
To wyjaśnia, czemu nasi przodkowie tak wielkim szacunkiem darzyli Naturę.
Aby zyskać przychylność Borowego, składano mu ofiary, które często miały charakter sezonowy. Najpopularniejszą była ofiara z pierwocin – pierwszy znaleziony w sezonie grzyb czy jagoda musiały zostać na pniu, jako własność gospodarza. Bardziej sformalizowane dary, jak chleb z solą, kasza czy bliny, zawijano w czystą szmatkę, przewiązywano czerwoną wstążką i zostawiano na rozstajach dróg. Częstym darem były też pisanki, czyli malowane jajka, symbolizujące życie i odrodzenie, które miały przebłagać Leszego.
Największym zagrożeniem ze strony Borowego było zagubienie się w leśnych odstępach. Demon potrafił zamienić znane ścieżki w labirynt bez wyjścia. Gdy ktoś zgubił się w lesie lub czuł, że Leszy go mami, stosował specyficzne metody ratunku:
Odwrócenie tożsamości – należało zdjąć ubranie i założyć je tył na przód (lewą stroną na wierzch), a buty zamienić nogami (lewy na prawą, prawy na lewą).
Śmiech jako broń – Leszy był demonem, które uwielbiało być rozśmieszane. Szczery, głośny śmiech w obliczu zagrożenia potrafił rozbroić gniew Boruty i sprawić, że odpuszczał swojej ofierze.
Sól, ogień i modlitwa – dla tych, którzy nie ufali fortelom, pozostawały tradycyjne metody odpędzania złego: sypanie soli za siebie, rozpalanie ognia (którego Leszy nie znosił) oraz modlitwy przeplatane... soczystymi przekleństwami, które miały budować aurę siły wokół człowieka. Co jednak istotne: metody te mogły chronić, lecz równocześnie wzbudzały gniew w Borowym.
Zależnie od regionu Słowiańszczyzny, Leszego utożsamiano z samotnym Panem Lasów lub zgoła odwrotnie: jako władcą, który w puszczy ma swój własny dwór.
Wierzono, że w głębi niedostępnych borów, w pałacu utkanym z mchu i mgły, żyje wraz z żoną – Leszczachichą. Była to często postać tragiczna: przeklęta lub upadła ludzka kobieta, która z własnej woli lub przymusu porzuciła wieś, by stać się panią dziczy. Wspólnie wychowywali dzieci – zarówno własne, o błękitnej krwi, jak i te „pobrane” od ludzi, czyli porwane niemowlęta lub dzieci zaginione podczas zbierania jagód.
Tworzyło to obraz lasu jako równoległej cywilizacji, która nie potrzebuje człowieka do istnienia.
Leszy nie był demonem, który czynił zło, bo taka była jego natura. Uczył naszych przodków czegoś, o czym współczesny świat zapomniał: natura rządzi się sama, a my, wchodząc między drzewa, zawsze jesteśmy tylko gośćmi.
Nie oznacza to, iż z darów lasu nie należy korzystać. Wprost przeciwnie. Borowy sprzyjał drwalom i myśliwym, o ile ci pamiętali o zasadach. Wycięte drzewa należało zasadzić ponownie, upolowaną zwierzynę zabić szybko oraz bez zadawania zbędnego cierpienia. Jeśli Słowianin oddawał lasom i Leszemu należny szacunek, to i one traktowały go tak samo.
Warto tutaj też wspomnieć o wizerunku Leszego z gry Wiedźmin 3: Dziki Gon. Podobnie jak w demonologii Słowian, zamieszkuje on leśne gęstwiny, atakuje zbłąkanych wędrowców, włada magią, potrafi zmieniać kształt, a jego zwierzęciem są wilki. Jednak w świecie gry Leszy jest potworem, z którym nie sposób się porozumieć. Jedynym sposobem na jego pokonanie jest wygnanie (bądź zabicie) osoby oznaczonej przez Borowego, a następnie walka z samym demonem.
Tymczasem nasi przodkowie wierzyli, iż tak długo, jak składasz Leszemu ofiary oraz szanujesz jego lasy, tak długo bies nie tylko nie będzie agresywny, a wręcz życzliwy. Nic więc dziwnego, że Słowianie oddawali lasom tak wielki szacunek.
Pamiętaj o tym, kiedy następnym razem usłyszysz w kniei gwizd, który nie należy do żadnego ptaka. Może to właśnie Pan Boru sprawdza, czy przybywasz jako wróg, czy przyjaciel.