Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
KUP TERAZ
W powszechnej wyobraźni, skażonej wiekami chrześcijańskiej narracji, słowiański świat dzieli się na „dobro” z niebios i „zło” z podziemi. I trudno się dziwić. W końcu w zbiorowej świadomości chrześcijaństwo to również dobry Bóg i zły Szatan.
Jednak przenoszenie tego na naszą rodzimą wiarę to duży błąd. Wiara przodków nie znała pojęcia absolutnego zła w postaci szatana. Zamiast tego istniała równowaga sił. Jednym z najważniejszych filarów tego ładu był Weles (zwany też Wołosem) – bóg, który dziś budzi lęk swoimi rogami, a który przez wieki był najbliższym sojusznikiem każdego, kto dotrzymywał przysiąg. Takim to ludziom Weles błogosławił pełnym brzuchem, udanymi podróżami handlowymi i pękającym w szwach portfelu – czy raczej sakiewce.
Czas przywrócić Welesowi jego prawdziwe oblicze: boga dobrobytu, patrona kupców i strażnika najświętszych przysiąg.
Zacznijmy od określenia, które w źródłach pojawia się przy imieniu Welesa: skotij bog – „bydlęcy bóg”.
Współcześnie brzmi to niemal jak obelga, nieprawdaż? Jednak dla dawnego Słowianina było to uznanie potęgi. Bydło było bowiem symbolem dobrobytu. Kto posiadał zdrowe, dojne krowy i dorodne byki mógł cieszyć się dostatkiem. W dawnym społeczeństwie to nie cyfry na koncie, a inwentarz decydował o przeżyciu. Bydło było walutą, kapitałem i dowodem na status społeczny.
Słowo skot (bydło) było tak silnie powiązane z pieniądzem, że słowo skotnica oznaczało zarówno wspólne pastwisko za wsią, drogę dla bydła, jak i skarbiec.
Weles, jako patron zwierząt hodowlanych, był więc słowiańskim bogiem dobrobytu. To on sprawiał, że stada były liczne, a handel wymienny przynosił zysk. Nie był to jednak bóg „rozdający prezenty” za darmo. Weles reprezentował naturę w jej surowym wydaniu – ziemię, która karmi, ale wymaga szacunku.
Najbardziej fascynującym dowodem na etyczną rolę Welesa jest jego obecność w traktatach politycznych i handlowych. Kiedy ruscy książęta zawierali umowy z Cesarstwem Bizantyńskim w X wieku, przysięgi składano na Peruna i Welesa.
„Klęli się na swoje miecze i na Peruna swojego boga, i na Wołosa boga bydlęcego, i tak został utwierdzony pokój”.
Z czasem przysięgi składano na dwa sposoby. Elita wojenna, książę i jego drużyna przysięgali na Peruna. Jednak cała reszta – kupcy, rzemieślnicy i wolni ludzie, czyli „wszystka Ruś” – kładli rękę na imieniu Welesa.
Dlaczego? Ponieważ Perun był bogiem wojny, a także władzy najwyższej, lecz to Weles był gwarantem zwany Dawcą Przysiąg. To on pilnował, by kupiec nie oszukał kupca, by waga była rzetelna, a dane słowo święte. Przysięga na Welesa była wiążąca dla każdego.
Kara za krzywoprzysięstwo była przerażająca i bardzo „cielesna”. Gieysztor wspomina o groźbie, że łamiący słowo „wyzłoci się jak świnia” lub „pozłocieje jak złoto”.
Wbrew pozorom nie chodziło o bogactwo. „Pozłocenie” interpretuje się jako żółtaczkę lub gnicie ciała za życia. Weles, bóg sfery materialnej, karał w sposób materialny – odbierając zdrowie i sprawiając, że nagromadzone bogactwo stawało się przekleństwem. W końcu Pan Podziemi był także władcą magii i to on zsyłał na ludzi klątwy, gdy ich życie było pełne kłamstwa, oszczerstw i nieszczerych obietnic.
Weles nie ograniczał się jednak tylko do „pilnowania krów”. Był tzw. bóstwem chtonicznym, czyli związanym z ziemią, światem podziemnym oraz zmarłymi. Jednocześnie jego atrybutem był żywioł wody, antagonistycznie do Peruna, który reprezentował ogień (poprzez błyskawicę). Jako pan sfery dolnej władał też magią i natchnieniem. To tutaj pojawia się postać legendarnego wieszcza Bojana ze „Słowa o wyprawie Igora”, który nazywany jest „wnukiem Welesowym”.
Weles był patronem magów (wołchwów) i muzyków. Dlaczego? Bo muzyka i magia to siły płynące z „wnętrza”, z głębi ziemi i duszy. Weles reprezentował intuicję i kreatywność. Jego rogi, które później stały się dla chrześcijan dowodem na powiązanie z diabłem, w rzeczywistości były symbolem potęgi natury – nawiązywały do niedźwiedzia lub tura, najsilniejszych zwierząt słowiańskiej puszczy.
Niedźwiedź był zresztą ziemskim wcieleniem Welesa. To uosobienie siły i natury tego bóstwa. Futro niedźwiedzie było symbolem bogactwa i dobrobytu, bezpośrednio wiązanym z Welesem.
Kiedy na ziemie słowiańskie wkroczyło chrześcijaństwo, Weles stał się dla nowej religii wielkim wyzwaniem. Był zbyt potężny i zbyt głęboko zakorzeniony w codziennym życiu (zwłaszcza gospodarczym), by można go było po prostu zignorować.
Jego natura została w pewien sposób „podzielona” i proces zanikania bóstwa przebiegał dwutorowo.
Pierwszym z zabiegów, aby Welesa zapomniano, było uczynienie z niego Szatana czy diabła. Dobrze zresztą to pasowało do mitu o stworzeniu świata, w którym Perun i Weles tworzą razem naszą Matkę Ziemię. W tej historii Perun został „mianowany” Bogiem, Weles zaś – Szatanem.
Atrybuty Welesa idealnie nadawały się do przypisania mu cech diabelskich:
Rogi i kopyta – symbole zwierzęcej potęgi i płodności Welesa stały się w ikonografii chrześcijańskiej znakami rozpoznawczymi diabła.
Lokalizacja – zamieszkiwanie dolnych partii świata (ziemi, źródeł wód) zinterpretowano jako panowanie w piekle. Niestety w ten sposób też Nawię, czyli słowiańskie „zaświaty dolne” utożsamiono z Piekłem, co jest olbrzymim błędem.
Złoto i bogactwo – opieka nad majątkiem została uznana za kuszenie do grzechu chciwości. Bóg, który uczył uczciwości w handlu, stał się tym, który „kupuje dusze”.
Kościół jednak wiedział, że rolnik nie przestanie modlić się o swoje bydło tylko dlatego, że jego bóg został ogłoszony demonem. Dlatego kompetencje Welesa rozdzielono między świętych. Św. Błażej przejął jego funkcję jako patron bydła, zwłaszcza na Rusi. Na zachodzie zaś utożsamiano Welesa głównie z diabłem, ale patronat nad bydłem przejął św. Mikołaj.
Co ciekawe jednocześnie: w prawosławnej kulturze ludowej św. Mikołaj trzyma klucze do raju zamiast św. Piotra. To z kolei oznacza również przejęcie przez tego świętego funkcji Pana Zaświatów.
Mimo wieków zapomnienia Weles wciąż jest obecny w naszej zbiorowej, słowiańskiej świadomości. To jemu zawdzięczamy „diabła”, który w polskich bajkach ludowych rzadko jest czystym złem – częściej to postać rogata, nieco naiwna, ale honorowa, pilnująca skarbów i ukrytych w ziemi dóbr.
To właśnie Welesowe echo.
Kiedy mówisz, że coś „jest warte tyle, co skot” (pieniądz), albo gdy czujesz podświadomy szacunek do potęgi dzikiej przyrody, dotykasz sfery Pana Podziemi. Weles przypomina nam o ważnej lekcji: bogactwo bez etyki jest przekleństwem, a siła nie pochodzi tylko z nieba, ale także z ziemi, po której stąpamy.
Pamiętaj o tym, kiedy następnym razem spojrzysz na swoje finanse. W dawnym świecie to Weles był tym, który sprawdzał, czy Twój zysk został okupiony krzywdą, czy rzetelną pracą. Twoje złoto należy do niego nie dlatego, że chce Ci je odebrać, ale dlatego, że to on ustanowił zasady, dzięki którym to złoto w ogóle ma jakąkolwiek wartość.