KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
Kiedy wykuwasz w swojej powieści system magiczny, tworzysz coś znacznie więcej niż tylko zbiór widowiskowych zaklęć do scen walki. Wprowadzasz do swojego świata element, który zmienia strukturę społeczną.
Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli po brukowanych ulicach Twojego miasta chodzą ludzie umiejący zrównać z ziemią twierdzę ruchem dłoni lub jednym dotykiem wyleczyć śmiertelną zarazę, nie mogą oni po prostu płacić podatków i grzecznie stać w kolejce po chleb. Potęga o takiej skali natychmiast weryfikuje układ sił.
Magowie stają się żywą anomalią, z którą cywilizacja musi sobie jakoś poradzić: wchłonąć ich w państwowe tryby, spróbować zniszczyć lub całkowicie się im podporządkować.
Każde rozbudowane społeczeństwo opiera się o jakiś ład i porządek. Niektórzy odpowiadają za produkcję dóbr (rolnicy, rzemieślnicy), inni za transport (kupcy), kolejni za prawo (urzędnicy, władza), a także ochronę całego systemu przed siłami zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi (wojsko).
Tak to przynajmniej działa w naszym świecie i w wielu światach fantasy. Dlatego też magia powinna wpływać na cały ten system. W końcu czy król, który opiera swoją władzę na lojalności rycerzy oraz sile swojego wojska, może się przeciwstawić magom, którzy potrafią kontrolować myśli oraz władają ognistymi burzami?
Być może tak, ale potrzebuje do tego odpowiednich narzędzi. W tym narzędzi wpływu społecznego.
Zależnie od tego, jak rzadki i potężny jest to dar, społeczeństwo wykształci wobec magów konkretną politykę. W uproszczeniu możemy podzielić te reakcje na dwie główne drogi: pierwszą, w której magia budzi czysty, paraliżujący strach, oraz drugą, w której zostaje sprawnie wprzęgnięta w tryby państwowej machiny.
Oczywiście: użytkowanie magii też może wiązać się ze straszliwymi kosztami. Na przykład w Twojej książce fantasy magia może wymagać składania ofiar z plonów, zwierząt, a także... ludzi. To naturalnie wpływa na całe społeczeństwo. Więcej o kosztach magii dowiesz się z tego poradnika:
Cena Potęgi w fantasy. Jak sprawić, aby magia bolała bohatera i czytelnika?
Kiedy dar magiczny jest potężny, nieprzewidywalny, a do tego rzadki, zwykli ludzie reagują najstarszym instynktem: paniką. W takich światach magowie nie mogą ot tak chodzić po ulicach miast i wypiekać chleb (chyba że pracują pod przykrywką). Ich moc musi wpływać na cały świat fantastyczny.
Pamiętaj przy tym, że poniższe motywy fantasy możesz mieszać. Nie musisz się dopasowywać tylko pod jeden z nich.
Jeśli magów nie da się kontrolować, to oni przejmują kontrolę. Stają się boskimi imperatorami, nietykalną kastą wyższą, przed którą zwykli śmiertelnicy padają na kolana. Nie potrzebują armii, bo sami nią są. Prawo jest pisane pod nich, a brak zdolności magicznych automatycznie spycha obywatela do roli służącego, niewolnika lub zasobu. Jeśli piszesz brutalne fantasy, to motyw magów-tyranów świetnie się sprawdzi w Twojej książce.
Odwrotność poprzedniego punktu. Społeczeństwo, przerażone anomalią, postanawia ją zneutralizować w zarodku. Powstają inkwizycje, łowcy czarownic i fanatyczne zakony. Magia staje się najcięższym przestępstwem. Dzieci zdradzające talent są odbierane rodzicom, a ukrywający się czarodzieje żyją w ciągłej paranoi, wiedząc, że jeden błąd na ulicy oznacza stos lub stryczek.
Podobny do poprzednie, ale państwo nie zabija magów, tylko ich zniewala. Czarodziejom zakłada się pęta i obroże (dosłownie lub metaforycznie) i traktowani jak cenny sprzęt wojskowy. Nie mają praw obywatelskich, własności ani wolnej woli. Są wyprowadzani z cel tylko wtedy, gdy trzeba rozbić wrogą piechotę lub zburzyć mury twierdzy, po czym wracają do klatek.
Kiedy magia jest nielegalna lub wysoce ryzykowna, schodzi do rynsztoka. Magowie stają się częścią przestępczego półświatka. Za odpowiednią opłatą rzucają uroki dla gildii złodziei, pomagają w morderstwach lub fałszują kruszce. Ich potęga jest brudna, ukryta w cieniach zaułków, a oni sami funkcjonują jak dilerzy niebezpiecznego, zakazanego towaru.
Drugie oblicze magicznego worldbuildingu zakłada, że magia jest lepiej poznana, bardziej zrozumiała i ujęta w przewidywalne ramy. W takich realiach państwo nie walczy z potęgą, lecz integruje ją z własną ekonomią i polityką, tworząc z magów pożytecznych trybików systemu.
Magowie nie siedzą na tronie, ale to oni szepczą do ucha władcy. Służą jako nadworni doradcy, szpiedzy i dyplomaci. Wykorzystują swoje zdolności do podsłuchiwania wrogów, sprawdzania jedzenia pod kątem trucizn lub gwarantowania magicznych paktów. Są szanowani, bajecznie bogaci i pociągają za sznurki z bezpiecznego cienia, nie narażając się na gniew ludu.
Magia traci swój bitewny charakter i staje się narzędziem gospodarki. Czarodzieje zrzeszają się w cechy i gildie rzemieślnicze. Magowie ziemi pomagają w rolnictwie lub wznoszą mury miast szybciej niż jakakolwiek ekipa budowlana. Magowie wody napędzają młyny podczas suszy. Taki system czyni z nich pożądaną, dobrze opłacaną klasę średnią i wyższą, bez której ekonomia by upadła... a przynajmniej mocno ucierpiała.
Magowie pełnią istotną funkcję w społeczeństwie, ale pod pewnym kontraktem społecznym. Ograniczenia mogą mieć przeróżne formy, takie jak:
Oczywiście, taki kontrakt społeczny w Twojej książce fantasy może mieszać powyższe formy. Przykładowo: w Twoim świecie magowie rodzą się raz na dziesięć tysięcy, ich moc nie jest na tyle potężna, aby jeden czarodziej mógł walczyć z więcej niż tuzinem wyszkolonych wojowników, a do tego da się ich neutralizować przy pomocy run.
Magia traktowana jest jak najdroższe, najbardziej elitarne wykształcenie. By zostać magiem, trzeba skończyć rygorystyczną akademię, na którą stać tylko arystokrację. Dar staje się powodem do dumy i biletem na salony. Magowie przypominają tu wysoce wyspecjalizowanych naukowców i geniuszy. Otacza ich szacunek, a ich status społeczny wynika z wiedzy i dyplomu, a nie z samego strachu.
Magia zostaje w pełni zmonopolizowana przez religię. Czarodzieje są jednocześnie kapłanami, a ich moc tłumaczy się jako dowód na łaskę bogów. Dzięki temu społeczeństwo akceptuje ich potęgę. Kapłani leczą, błogosławią plony i chronią przed złem, a ich pozycja jest nienaruszalna, ponieważ wystąpienie przeciwko magowi oznacza wystąpienie przeciwko samemu bóstwu.
Najlepsi Kowale Opowieści wiedzą, że nie muszą ograniczać się do jednego rozwiązania. Prawdziwe, iskrzące napięciem konflikty rodzą się na styku różnych kultur.
Wyobraź sobie mapę, na której Cesarstwo Północy stosuje doktrynę żywej broni na smyczy. Tam magowie to zakuci w żelazo niewolnicy bojowi. Jedynie część z nich dostaje się wyżej, ale to tylko nieliczne jednostki, służące bezpośrednio pod cesarzem. Ród cesarski to nie magowie, a ich najgorszy wróg: osoby, które są niemal całkowicie odporne na działanie magii. Władcy i ich rodzina bezpośrednio szkolą elitarny Żelazny Zakon, który dzierży bat nad magami.
Tuż obok leży Republika Handlowa, gdzie potęga służy ekonomii, a gildie czarodziejów zasiadają w radach nadzorczych. Magowie są rzadcy, ale też cenieni. Szkolą się przez wiele lat, aby stać się cennym dodatkiem dla społeczeństwa. Niektórzy z nich wręcz zasiadają wśród najbogatszych patrycjuszy.
Pomiędzy nimi znajduje się Święte Królestwo, które każdą formę magii spoza własnej świątyni uznaje za herezję i spala na stosach. Jedynie ci, którzy używają Magii Świętego Płomienia, są uznawani za godnych. Tych wręcz traktuje się jako wybrańców, od dziecka indoktrynując, że muszą służyć Świętej Rodzinie.
Wprowadzenie bohatera-maga w takie realia natychmiast generuje fabułę. Kiedy ucieka on z Cesarstwa, w Republice musi uczyć się biznesu, a w Świętym Królestwie walczyć o przetrwanie. Zderzenie tych socjologicznych skrajności sprawia, że świat ożywa, a magia zyskuje głęboki, polityczny wymiar.
Społeczeństwo nigdy nie jest głuche na potęgę. Zanim napiszesz pierwszą scenę z udziałem magii, zadaj sobie pytanie: jak reaguje na to zwykły piekarz i z czego ta reakcja wynika? Wykuj odpowiednie struktury, a magia przestanie być tylko rzucaniem czarów, stając się fundamentem najciekawszych konfliktów w powieści.
Zobaczmy to na przykładzie. Poniżej napisałem dwa fragmenty. W obu mag Sambor tłumaczy Wojmirowi politykę państwa, do którego przybyli.
Zły rodzaj worldbuildingu (płaski zakaz, brak społecznej przyczyny):
„– Musimy uważać w tym mieście, Wojmirze – powiedział Sambor, naciągając kaptur głębiej na czoło. – W Cesarstwie magia jest po prostu nielegalna. Prawo surowo zabrania jej używania, bo ludzie się nas boją, a król nienawidzi czarodziejów. Jeśli strażnicy zobaczą, że czaruję, od razu mnie aresztują i wrzucą do lochu za łamanie prawa. Dlatego będę musiał ukrywać swoje moce.
Przeczytałeś? Czujesz, że to Cesarstwo to żyjący organizm? A może raczej to wydmuszka, w której po prostu zarzuciłem Cię ekspozycją i połączyłem to z leniwym świato-tworzeniem?
Spójrzmy na drugi przykład!
Dobry rodzaj worldbuildingu (logiczny zakaz, uwarunkowania społeczno-polityczne):
„Sambor zatrzymał konia tuż przed linią drzew. Naciągnął skórzane rękawice tak wysoko, by całkowicie zakryć sine tatuaże wolnej gildii na nadgarstkach.
– Schowaj ten swój uśmieszek, Wojmirze – warknął czarodziej. – Pięćdziesiąt lat temu magowie ognia spalili tu pół stolicy, walcząc między sobą o bzdury. O ile dobrze pamiętam, zarzewiem całego konfliktu były cła portowe na runiczną stal. Od tamtej pory korona całkowicie zmonopolizowała potęgę. Dla tutejszej straży nie jestem obywatelem. Jestem niezarejestrowaną artylerią, chodzącą kontrabandą. Prawo do czarowania mają tu wyłącznie obrożowani niewolnicy cesarza, więc każdy wolny mag to w ich oczach kradzież państwowego monopolu.
– Nie może być aż tak źle– odparł Wojmir, chociaż widząc strach, jak i złość na obliczu towarzysza, przeczuwał, że ten mówi prawdę.
– Oczywiście, że nie jest. Jest jeszcze gorzej. – Sambor wziął głęboki oddech, po czym spojrzał przenikliwym wzrokiem na wojownika. – Jeśli zobaczysz, że ktoś pluje na mnie przed karczmą, nie sięgaj po miecz. Jak ktoś mnie potrąci na ulicy, zignoruj to. Tutaj władza nad magią należy tylko do cesarza”.
Trochę lepiej, nie sądzisz? W tym fragmencie jako czytelnik dostajesz:
A w bonusie otrzymałeś także informacje o samym Samborze, który nawet, jeśli jest potężnym magiem, to jest na tyle wyedukowany i rozsądny, aby wiedizeć, żeby w Cesarstwie nie afiszować się ze swoją mocą.
Tak więc, Kowalu Opowieści, teraz wykuj takie społeczeństwo w którym magia nie jest obok, a pełni w nim kluczową funkcję. Dobrą, zła, czy neutralną – to już zależy tylko od Ciebie!