KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
Święto plonów w kulturze słowiańskiej kulminowało się wokół jednego, kluczowego przedmiotu: obżynka.
Ten potężny wieniec dożynkowy nie był tylko dziękczynną wiązanką, lecz skomplikowanym narzędziem magii agrarnej. Według wierzeń naszych przodków to właśnie w nim zamykano całą siłę witalną ściętego pola, aby ocalić ją przed nadchodzącą zimą i bezpiecznie przenieść plony na kolejne lata.
Zbudowanie tej rytualnej konstrukcji wymagało przestrzegania zasad. Od usankcjonowanej kradzieży najdorodniejszych kłosów, przez ścisłą hierarchię podczas uroczystego pochodu, aż po magiczne polewanie wieńca wodą w intencji sprowadzenia deszczu.
Pod warstwą pieśni i obrzędów krył się prastary hołd oddawany płodnej ziemi, potencjalnie związany z kultem potężnej słowiańskiej bogini Mokoszy.
Wieniec dożynkowy, zwany obżynkiem, stanowił kulminację święta plonów i bezpośrednią kontynuację magii agrarnej związanej z przepiórką. Nie był on zwykłą dziękczynną wiązanką, lecz skomplikowaną strukturą obrzędową, uosabiającą zebrane plony i przyszły urodzaj.
Prace nad wieńcem rozpoczynały się w ostatnią niedzielę przed świętem Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia). Schodzili się wówczas „wieńcarze” (parobkowie) oraz „wieńcule” (dziewczęta pracujące we dworze), aby razem pracować nad obżynkiem.
Wybór materiałów nie był przypadkowy, a w ludowej tradycji Słowian ogromną rolę odgrywało rytualne zdobywanie plonów:
Zboże – wieńcarze musieli zebrać na polach najdorodniejsze kłosy. Jeśli właściciel pola nie wyraził zgody na ich zabranie, kłosy te były kradzione. Kradzież ta miała wymiar w pełni obrzędowy. Pozyskiwano w ten sposób obcą siłę witalną dla własnego wieńca.
Owoce – tradycja nakazywała, aby szczyt konstrukcji zdobiły jabłka. Według dawnych przekazów, owoce te miały największą moc, gdy zostały ukradzione z plebańskiego sadu.
„W ostatnią niedzielę przed Matką Boską Zielną do dworu schodziły się wieńcule, czyli dziewczęta parobkujące we dworze i wieńcarze parobki i rozpoczynają wicie wieńców dożynkowych. Wieńcarze zbierali i przynosili dorodne kłosy, a wieńcule składały je w kiście i wiły wieńce do wcześniej przygotowanej podstawy wieńca.
W Rzepienniku Biskupim istniał także zwyczaj wicia wieńców do wystroju Kościoła. Wieńce takie wije się z ziół i kwiatów zebranych z pól. Gotowe wieńce są bardzo długie i zawiesza się je w kościele. Zwyczaj tem przetrwał do dziś”
– napisało Stowarzyszenie Rzepiennik Jutra.
Obżynek z biegiem lat ewoluował z prostego koła (nawiązującego do przepiórki) do formy potężnej korony lub tzw. plonu. Jego budowa była oparta na specjalnym przyrządzie:
Szkielet – podstawę tworzyły dwa drążki ułożone równolegle lub w kształcie litery X, spięte trzecim, mocnym drążkiem zwanym „snozą”. Na tym stawiano gruby, graniasty słupek.
Łuki – u spodu słupka wbijano silne pręty, które następnie zginano i mocowano u samego wierzchołka, tworząc charakterystyczne łuki.
Wypełnienie i zdobienie – pomiędzy łukami wbijano patyki, na których wieńcule mocowały grube kiście kłosów. Konstrukcję strojono kolorowymi wstążkami oraz polnymi kwiatami, wśród których dominowały dalie. Szczyt wieńczyła ozdobna wiecha i jabłka.
Oczywiście obżynek mógł się różnić między poszczególnymi regionami. Wiele zależało od tego, co było ważne dla danej wsi, a także co sam wieniec miał symbolizować.
Moment niesienia wieńca był niezwykle podniosły, ale co ciekawe: podlegał hierarchizacji. Nie mógł go nieść każdy. Obżynek niosła Przodownica, czyli najlepsza żniwiarka. Początkowo przypuszczalnie noszony był na głowie lub w wyciągniętych rekach, lecz z upływem dekad, gdy wieńce z czasem stawały się coraz cięższe, w niesieniu pomagali jej parobkowie.
Za Przodownicą postępował orszak odświętnie ubranych żniwiarzy. Czterech z nich niosło równianki (czyli ozdobny splot w postaci zwieszającego się półwieńca z liści, kwiatów, owoców), a reszta trzymała wyczyszczone, przybrane kwiatami sierpy i kosy. Wieniec niesiono najpierw do świątyni w celu poświęcenia, a następnie, przy śpiewie pieśni, udawano się do gospodarza.
Kluczowym momentem pochodu było rytualne polewanie wieńca wodą. Ten gest z zakresu magii sympatycznej miał potężne znaczenie. Oblany wodą obżynek miał zabezpieczyć przyszłe plony przed suszą i sprowadzić życiodajny deszcz w kolejnym sezonie.
Wieniec dożynkowy nie służył tylko do jednodniowej ozdoby. Po uroczystościach przechowywano go starannie w stodole aż do kolejnego roku. Przed nowym siewem uroczyście wykruszano z niego ziarna, które następnie obowiązkowo wsypywano do worków z ziarnem siewnym.
Zabieg ten miał zagwarantować ciągłość płodności ziemi i przenieść uśpioną w wieńcu siłę na nowe zbiory.
Dzisiaj zwyczaj ten powiązany jest z Matką Boską Zielną, aczkolwiek podobnie jak w przypadku przepiórki, kusi analogia do Mokoszy – słowiańskiej Bogini Matki. To ona, w mitologii Słowian, była personifikacją płodnej, urodzajnej ziemi, którą należy hołubić i oddawać cześć. Była także silnie powiązana z żywiołem wody: zwano ją Matką Wilgnej Ziemi.
W obrzędach ludowych bogowie naszych przodków często przeżyli pod wieloma postaciami. Może i tak było w przypadku obżynka?
Dla dociekliwych (źródła):