KUP TERAZ

Legendy Polskie

O AUTORZE

Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.

Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.


​​​​​​​

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.

Zbliżenie na spoconą, napiętą twarz zestresowanego łotrzyka ukrywającego się w mrokach zamkowego korytarza w książce fantasy.
24 lutego 2026

Cisza jak napięta cięciwa. Jak pisać sceny skradania, by czytelnik sam wstrzymał oddech

Otwarte starcie to chaos, dynamika i krew (o czym pisałem w tym artykule: Taniec ostrzy i zapach ozonu. W ten sposób sprawisz, że czytelnik poczuje ból walki). Walka wymaga szybkiego tempa i brutalności. Jednak co się dzieje, gdy bohater za wszelką cenę chce uniknąć konfrontacji? Kiedy chowa ostrze głęboko pod płaszczem, a jedno skrzypnięcie dębowej deski pod butem oznacza wyrok śmierci?

Sytuacja jest podobna jak w przypadku scen walki: łatwo popaść tutaj w opisywanie skradania oraz infiltracji jako suchego raportu. „Wojmir przekradł się przez obóz. Uważał na strażników i cicho wszedł do namiotu dowódcy” – taki opis całkowicie zabija napięcie.

Skradanie się na terytorium wroga to nie jest zwykłe przemieszczanie się z punktu A do punktu B. To psychologiczna tortura i wyczerpująca gra nerwów.

Oto cztery rzemieślnicze zasady, które zamienią Twoje sceny włamań i skradania w tykającą bombę.

1. Cisza to nie brak dźwięku – zwłaszcza podczas „skradanek”

Dużym błędem jest pisanie, że dookoła bohatera panowała absolutna cisza. W prawdziwym świecie, a zwłaszcza w nocy, absolutna cisza nie istnieje. Kiedy bohater się skrada, jego zmysły są wyostrzone do granic możliwości. Brak głośnych hałasów sprawia, że najdrobniejsze, codzienne mikrodźwięki urastają do rangi trzęsienia ziemi.

Zamiast pisać, że „było cicho”, pokaż, jak głośne stają się nagle rzeczy, na które w dzień nikt nie zwraca uwagi.

„Korytarz tonął w mroku. Szuranie wełnianego płaszcza o kamienną ścianę brzmiało w uszach Wojmira jak darcie grubego płótna. Postawił ostrożnie stopę. Chrupnięcie drobiny piasku pod podeszwą wystrzeliło w ciemności niczym trzask łamanej kości. Zamarł. Zza zakrętu dobiegło miarowe, metaliczne pobrzękiwanie kolczugi. Strażnik”.

Używaj dźwięków otoczenia: szurania materiału, chrzęstu piasku, brzęczenia ogniw kolczugi, aby zbudować namacalną grozę. W scenie skradania każdy, nawet najmniejszy dźwięk, jest wrogiem.

Oczywiście od tej zasady istnieją wyjątki. Twój bohater może np. znajdować się w magicznej próżni, gdzie istnieje coś takiego jak absolutna cisza. Jednak w zamkniętym, obskurnym lochu dźwięki rozchodzą się daleko: od zawodzenia więźniów, przez popiskiwanie szczurów po krople wody, przeciekające przez dziurawy dach.

2. Zdrada własnego ciała

Kiedy stoisz w cieniu, a dwa metry od ciebie przechodzi wrogi patrol, najgorszym przeciwnikiem wcale nie jest strażnik. Jest nim twoje własne ciało.

Adrenalina pompuje krew, mięśnie domagają się ruchu, a płuca tlenu. Bohater nie może po prostu „stać w bezruchu”. Bezruch boli. Pokaż pot, który spływa po czole i zaczyna wręcz piec na skórze, a bohater nie może podnieść ręki, by go zetrzeć, bo najmniejszy ruch zdradzi jego pozycję. Pokaż palące płuca, gdy wstrzymuje oddech.

„Wcisnął się w wąską szczelinę między beczkami, gdy światło pochodni śliznęło się po ścianie. Kropla słonego potu wpadła mu prosto w prawe oko, paląc żywym ogniem. Zacisnął powieki, modląc się, by nie drgnąć. Mięsień w udzie, napięty od nienaturalnej pozycji, zaczął niebezpiecznie drżeć. Jeszcze chwila, a noga sama się wyprostuje, przewracając puste wiadro. Odejdźcie – błagał w myślach”.

Czytelnik musi odczuwać ten sam fizyczny dyskomfort co bohater. Im bardziej ciało odmawia posłuszeństwa, tym większe napięcie budujesz.

3. Zarządzanie światłem i przestrzenią – śmiertelna szachownica

W otwartej bitwie przestrzeń to miejsce do robienia uników, znajdowania pola do walki, wymanewrowania przeciwnika. Podczas infiltracji przestrzeń to szachownica, na której jedno złe stąpnięcie oznacza dekapitację. Zanim bohater wejdzie do pomieszczenia, musi je przeanalizować.

Zwróć uwagę na detale oświetlenia. Księżyc, który nagle wychodzi zza chmur, to śmiertelne zagrożenie. Słabo zamocowana deska w podłodze to mina pułapka. Pokaż, jak bohater kalkuluje ryzyko w głowie:

„Księżyc wyjrzał zza chmur, zalewając dziedziniec srebrnym światłem. Został mu tylko wąski pas cienia rzucany przez mur stajni. Żeby dotrzeć do drzwi, musiał pokonać dziesięć kroków po ubitym żwirze, omijając leżące grabie i ostre światło padające z okna kordegardy. Jeśli ktokolwiek spojrzy teraz przez to okno, zobaczy go jak na dłoni”.

Taki opis rysuje kolejny problem, który pojawi się przed bohaterem – albo też może się pojawić w najmniej dogodnym momencie. Czytelnik już wie, co może pójść nie tak, i z przerażeniem czeka, aż bohater wykona pierwszy krok.

4. Fałszywy alarm, czyli test zszarganych nerwów

Czwarty, absolutnie kluczowy element to moment załamania. Kiedy napięcie sięga zenitu, musisz pociągnąć za strunę tak mocno, by prawie pękła, a potem... nagle ją poluzować. To technika fałszywego alarmu.

„Strażnik podszedł prosto do sterty worków, za którymi kucał Wojmir. Wyciągnął przed siebie pochodnię. Jej blask omiótł czubki butów najemnika. Wojmir bezgłośnie wysunął sztylet z pochwy, gotów wbić go w gardło wroga. Strażnik chrząknął głośno, splunął gęstą śliną dosłownie centymetr od dłoni Wojmira, po czym odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę bramy, mrucząc pod nosem przekleństwa na nocną wartę”.

Bohater ukryty w cieniu jest pewien, że został zdemaskowany. Strażnik zatrzymuje się, patrzy prosto na niego, mruży oczy, a jego dłoń wędruje do rękojeści miecza. Twój bohater też zaciska dłoń na sztylecie. Czytelnik wstrzymuje oddech, przygotowując się na rzeź. I wtedy następuje zwrot.

Zafunduj czytelnikowi taką mini-zawałową sytuację. Pozwól mu poczuć ulgę. Kiedy napięcie opada, czytelnik bierze głęboki oddech – i to jest dowód na to, że scena skradania została napisana po mistrzowsku.

Zakapturzona postać przemykająca ostrożnie w wąskim pasie cienia na zalanym światłem księżyca średniowiecznym dziedzińcu.

Podsumowanie Kowala Opowieści – cisza, która dzwoni w uszach

Scena włamania, śledzenia czy cichej ucieczki to dla pisarza prawdziwy test cierpliwości. Zdejmij nogę z gazu. Rozciągaj sekundy w nieskończoność. Niech pokonanie głupich trzech metrów korytarza zajmie cały, soczysty akapit, wypełniony zapachem kurzu, piekącym okiem, kalkulacją każdego kroku i widmem demaskacji. Dobrze napisane skradanie uderza w czytelnika mocniej niż wybuch beczki z prochem.

Abyś dobrze zrozumiał, jak te cztery zasady działają w praktyce, spójrzmy na dwa przykłady dokładnie tej samej sytuacji, o bardzo zbliżonej długości.

Zły przykład – suche relacjonowanie faktów, które zabija napięcie:

„Wojmir cicho wszedł do komnaty. Zauważył, że przez duże okno wpada jasne światło księżyca, które mocno oświetla środek dywanu. Wiedział, że musi uważać, więc postanowił iść bardzo ostrożnie wzdłuż ściany.

Nagle usłyszał, że ktoś nadchodzi z korytarza. To był strażnik z pochodnią. Wojmir szybko schował się za rzędem ozdobnych zbroi i czekał w napięciu. Strażnik wszedł do pomieszczenia i popatrzył dokładnie w stronę, gdzie ukrywał się bohater. Przez chwilę wydawało się, że go zauważył, bo jego ręka powędrowała do pasa. Jednak strażnik po prostu podrapał się po brzuchu, ziewnął i poszedł z powrotem na schody.

Wojmir odetchnął z ulgą”.

Opis nie jest krótki, ale... czy czujesz, żebym włożył w tę scenę emocje? A może po prostu czytasz i nie czujesz absolutnie nic? Zero zagrożenia, zero emocji?

A teraz przekujmy to samo wydarzenie, używając naszych czterech filarów.

Dobry przykład – nieustanna gra nerwów:

„Wojmir wsunął się do komnaty. Księżyc rzucał przez okno długi, srebrny snop światła prosto na środek dywanu. Aby dotrzeć do drzwi, musiał ominąć tę świetlistą pułapkę i przecisnąć się wąskim pasem cienia za rzędem ozdobnych zbroi (Zasada 3: Szachownica i światło). Krok. Pół kroku. Nagle skórzana podeszwa otarła się o obluzowaną deskę. W grobowej ciszy dźwięk tarcia przypominał trzask łamanego karku (Zasada 1: Cisza to nie brak dźwięku).

Wojmir zamarł z uniesioną stopą, rozglądając się nerwowo dookoła. Udo zapiekło od nienaturalnego napięcia, a w ściśniętych płucach zaczęło brakować powietrza. Słona kropla potu spłynęła po nosie, drażniąc skórę, ale wojownik wiedział, że nie może poruszyć się choćby o pół cala (Zasada 2: Zdrada własnego ciała).

Z korytarza wyłonił się strażnik z pochodnią. Blask ognia omiótł zbroje. Mężczyzna zatrzymał się, zmrużył oczy i wbił wzrok prosto w mrok, w którym kucał Wojmir. Jego dłoń powędrowała do pasa... po czym leniwie podrapała się po brzuchu. Strażnik ziewnął potężnie, odwrócił się na pięcie i powlókł z powrotem na schody (Zasada 4: Fałszywy alarm).

Wojmir odetchnął z ulgą”.

Trochę lepiej, nie sądzisz? Oczywiście to tylko prosty przykład, bo przyznam szczerze: nie jestem znawcą infiltracji średniowiecznych zamków. Jednak te 4 zasady pomogą Ci napisać scenę szpiegowską, skryte polowanie czy potajemną ucieczkę tak, że czytelnik będzie obgryzał paznokcie przy każdym akapicie.

Pamiętaj też, że nie musisz zawsze stosować wszystkich 4 zasad. Użyj jednej albo dwóch, a Twój tekst i tak na tym skorzysta.

Twoje kowalskie zadanie

Wyciągnij z szuflady dowolną scenę, w której Twój bohater przekrada się z punktu A do punktu B. Wykreśl natychmiast zdanie: „przeszedł bezszelestnie” lub „cicho przemknął w cieniu”.

Zamiast tego zmuś go do zatrzymania się w pół kroku. Rzuć mu pod nogi jeden cichy dźwięk otoczenia, który w jego uszach zabrzmi jak grzmot pioruna. Opisz fizyczny ból jego własnego ciała: drżącą ze zmęczenia łydkę albo kroplę potu zalewającą oko. Przeciągnij ten moment w nieskończoność, wrzuć fałszywy alarm i spraw, by czytelnik dosłownie błagał, żeby bohater mógł wreszcie bezpiecznie wypuścić powietrze z płuc.