KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W 'Legendach Polskich' dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w 'Opowieściach Ku' – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
Masz przed oczami epickie starcie. Widzisz każdy obrót, każdą paradę, każdy błysk stali i magicznej energii. Siadasz do klawiatury, przelewasz to wszystko na papier i nagle magia pryska. Czytasz swój tekst, a on brzmi jak instrukcja obsługi pralki albo protokół sądowy. Zamiast czuć pot na karku, czytelnik ziewa.
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ początkujący autorzy próbują opisać walkę jako precyzyjną, matematyczną choreografię. A prawdziwa walka to nie taniec z gwiazdami. To chaos, strach, ból i instynkt.
Oto trzy kowalskie zasady, które zamienią Twoje papierowe potyczki w prawdziwą rzeźnię, w której stal ma swój ciężar, a magia łamie kości.
Największym błędem jest opisywanie każdego ruchu bohatera krok po kroku.
„Wojmir zrobił krok w lewo, uniósł miecz pod kątem czterdziestu pięciu stopni, sparował cios wroga z góry, a następnie wyprowadził szybkie pchnięcie w brzuch”.
Takie zdania są martwe. Ludzkie oko i mózg w ułamku sekundy, pod wpływem ogromnego stresu i adrenaliny, nie rejestrują kątów natarcia. Rejestrują błyski, dźwięki i uderzenia.
Zamiast pisać precyzyjną choreografię, wejdź w ciało bohatera (pamiętasz naszą zasadę perspektywy narratora Kameleona z poprzednich artykułów?) i skup się na tzw. widzeniu tunelowym. W walce o życie świat kurczy się do twarzy przeciwnika, świstu ostrza i uciekającego tchu.
Zły opis walki (instrukcja z IKEA):
Najemnik zamachnął się toporem z prawej strony. Wojmir zablokował cios swoim mieczem, a potem kopnął przeciwnika w kolano. Kiedy tamten się zachwiał, Wojmir uderzył go głowicą miecza w nos. Najemnik upadł na plecy, trzymając się za twarz.
Dobry opis walki (chaos i zmysły):
Błysk stali z prawej. Wojmir rzucił się w bok, wzdrygając się, gdy ostrze topora ze świstem przecięło powietrze tuż nad jego uchem. Zderzyli się twardo. Smród kwaśnego potu i zepsutego wina uderzył go w nozdrza. Wojmir uderzył na oślep, wbijając kolano w coś twardego. Chrupnęło aż miło. Wielki najemnik ryknął i zwalił się w błoto, plując krwią i zębami.
Zauważ różnicę: nie wiemy dokładnie, jak stały ich stopy. Jednak czujemy smród wina, słyszymy chrupnięcie i świst ostrza. Wykorzystaj zmysły: smak krwi w ustach, dym szczypiący w oczy, szorstkość piasku pod oślizgniętym butem.
To one wciągają czytelnika w środek bitwy.
Kiedy piszesz spokojną rozmowę przy ognisku, Twoje zdania mogą być długie, rozbudowane i pełne kwiecistych opisów. Płyną powoli niczym leniwa rzeka, meandrując wśród kwietnych łąk, a unoszą się nad nią niskie, urocze na swój własny sposób mosty, na których wylegują się leniwie koty w słoneczne dni.
Jednak kiedy wyciągnięty zostaje miecz, składnia musi ulec drastycznej zmianie. Krótkie zdania przyspieszają tempo czytania. Bardzo krótkie zdania. Takie jak to. Szarpane. Oddające bicie serca i brak tchu.
Walkę pisze się rytmem. Kiedy akcja jest błyskawiczna, tnij tekst na małe kawałki. Kiedy bohater łapie oddech między starciami, wydłuż zdanie, pozwalając czytelnikowi również na chwilę wytchnienia. Zobacz ten rytm:
Cios za ciosem. Ostrze dzwoniło o ostrze. Iskry sypały się w mrok. Wojmir cofał się, desperacko szukając oparcia dla stóp na śliskich kamieniach dziedzińca, gdy nagle wróg opuścił gardę, próbując złapać oddech w gęstym, duszącym dymie. To była jego szansa. Pchnął bez zastanowienia. Prosto w gardło.
Widzisz to? Krótkie cięcia na początku (akcja), jedno długie zdanie w środku (obserwacja i szukanie szansy) i dwa uderzenia na koniec. Ty rządzisz tempem. Ty decydujesz, kiedy czytelnik mruga.
Niesamowicie trudnym elementem literatury fantasy są walki magiczne. Wielu twórców, nawet tych doświadczonych, popada w pułapkę kolorowych zaklęć i iskrzących światełek. Z różdżek i dłoni wylatują zielone, czerwone i niebieskie promienie, uderzają w tarcze i... nic z tego nie wynika.
Dobra magia w scenie walki musi mieć ciężar, cenę i ogromny wpływ na otoczenie fizyczne. Zaklęcie nie jest tylko „błyskiem światła”. To uwolnienie potężnej energii.
Jeśli chcesz napisać genialny pojedynek magów, trzymaj się tych trzech kowalskich reguł:
Magia zyskuje na wartości podczas walki wtedy, gdy czytelnik widzi, ile kosztuje jej użycie. Krwawiące dziąsła, pękające naczynka w oczach, drżenie mięśni, a nawet utrata przytomności – to nadaje magicznym starciom dramatyzmu i realizmu.
Co jednak istotne: nie musisz przekładać tych zasad na wszystkie opisy wykorzystania magii czy bitew. Zachowaj je na te starcia, które mają trzymać czytelnika w napięciu przy każdym zdaniu.
Walka to brutalny żywioł. Kiedy następnym razem poślesz swoich bohaterów w bój, weź czerwony długopis i wykreśl wszystkie zdania, w których tłumaczysz kąty nachylenia miecza i dokładne ustawienie stóp. Zastąp je swędem palonych włosów, trzaskiem pękających żeber i zdaniami tak krótkimi, jak ostatni wydech przed ostatecznym ciosem.
Pokaż czytelnikowi, że w Twoim świecie za błąd płaci się krwią, a nie tylko punktami życia niczym z gier RPG.