KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
Kiedy w domu dochodzi do zgonu, często pierwszą czynnością, jaką wykonuje pogrążona w żałobie rodzina, jest narzucenie ciemnego materiału na wszystkie lustra, a współcześnie nawet na ekrany telewizorów i monitorów. Ten głęboko zakorzeniony obyczaj przetrwał na wielu polskich wsiach do dziś. Choć obecnie tłumaczy się go szacunkiem dla zmarłego, jego prawdziwa, słowiańska geneza jest znacznie mroczniejsza.
Uroczystości pogrzebowe miały różne cele: pożegnać zmarłego, ułatwić mu przejście do zaświatów, czy także pozwolić rodzinie i bliskim okazać żal i pożegnać się na dobre. Jednak zasłanianie lustro miało zupełnie inny cel. Nasi przodkowie robili to ze strachu przed tym, co mogło z niego wyjść...
...lub co mogło w nim na zawsze utknąć.
Aby zrozumieć ten fenomen, musimy cofnąć się do archaicznego postrzegania rzeczywistości. W dawnych wierzeniach słowiańskich, a także ogólnoeuropejskich, lustro nie było po prostu taflą szkła pokrytą srebrem. Traktowano je jako niezwykle kruchą granicę, portal łączący świat żywych ze sferą duchów.
U podstaw tego myślenia leżało przekonanie, które opisywali wybitni polscy etnografowie, tacy jak Adam Fischer, iż „cień, obraz odbijający się czy to w zwierciadle czy w wodzie należy utożsamiać z duszą ludzką”. Lustro miało magiczną właściwość przechowywania tego odbicia. Z tego samego powodu wierzono, że rozbicie zwierciadła nie jest zwykłą niezdarnością, lecz fizycznym zniszczeniem portalu, które wpływa na przeznaczenie człowieka i ściąga na niego lata nieszczęść.
Co więcej: z uwagi na to, iż lustro przechowuje dusze, to w obliczu śmierci stawało się niebezpiecznym przedmiotem. Zarówno dla żyjących, jak i dla samego zmarłego.
Zgodnie z wiarą dawnych Słowian, śmierć nie była procesem natychmiastowym. Zgon był zaledwie początkiem. Wierzono, że dusza nie opuszcza ciała i domostwa od razu, lecz krąży w jego pobliżu aż do zakończenia całego obrzędu przejścia, a czasem nawet aż do stypy.
Był to czas chaosu, w którym surowo przestrzegano trzech kluczowych zakazów związanych z lustrami:
Pułapka dla zdezorientowanej duszy – po opuszczeniu ciała dusza była zagubiona. Gdyby w tym stanie spojrzała w niezastawione lustro i zobaczyła swoje odbicie, mogłaby zostać w nim uwięziona. Zwierciadło przywiązałoby ją do ziemskiego padołu, uniemożliwiając odejście w zaświaty i zmieniając zmarłego w błąkającego się demona. Co ciekawe: współcześnie przeszło to także na ekrany takie jak telewizory.
Klątwa dwóch nieboszczyków – to jedno z najbardziej złowrogich wierzeń. Jeśli zwłoki leżące w izbie odbiją się w lustrze, dojdzie do magicznego powielenia śmierci. Oznaczało to, że w owym domu kostucha upomni się o kolejnego członka rodziny.
Zabójcze wypatrzenie – w kulturze ludowej panował ogromny lęk przed wzrokiem trupa. Wierzono, że zmarły może „wypatrzyć” kogoś z żyjących, pociągając go za sobą do grobu. Dlatego zmarłym skrupulatnie zamykano oczy (często obciążając powieki ciężkimi monetami, co wiązało się także z wierzeniami o konieczność zapłaty w zaświatach za przewóz duszy). Odbicie spojrzenia zmarłego w lustrzanej tafli mogło błyskawicznie przenieść tę klątwę na każdego, kto znalazł się w pomieszczeniu.
Zasłanianie luster było tylko jednym z wielu apotropeicznych (odstraszających zło) zabiegów. Słowiańska tradycja ludowa charakteryzowała się potężnym dysonansem – zmarłym oddawano głęboką cześć, ale jednocześnie bano się ich powrotu pod postacią upiorów, wampirów czy strzyg.
Co ciekawe: wierzono, że słowiańskie wampiry nie odbijają się w lustrach właśnie dlatego, że po śmierci zostały pozbawione duszy.
Aby uchronić się przed zemstą zmarłego, w domach natychmiast wprowadzano czas zawieszony (stan liminalny), m.in. poprzez:
Zatrzymywanie wszystkich zegarów, co symbolizowało, że ziemski czas gospodarza ostatecznie dobiegł końca.
Po wyniesieniu trumny natychmiast wywracano stołki i ławy do góry nogami. Miało to zapobiec sytuacji, w której zmęczona dusza mogłaby na nich przysiąść i odmówić opuszczenia izby.
Kiedy wynoszono ciało, stukano trumną o próg domu. Ten rytuał zmuszał zmarłego do ostatecznego pożegnania się z domostwem i odcinał mu drogę powrotu.
Otwierano szeroko wrota i drzwi, by nieboszczyk mógł spojrzeć po raz ostatni na swój inwentarz. W przeciwnym razie jego ukochane zwierzęta mogłyby wymrzeć z tęsknoty i dołączyć do niego w zaświatach.

Zdumiewające jest to, jak niesamowitą siłę ma ten prasłowiański zwyczaj. Przesąd ten oparł się wiekom chrystianizacji, postępowi medycyny i powstaniu nowoczesnych, sterylnych zakładów pogrzebowych.
Tradycja ta jest wciąż żywa m.in. na Kaszubach, Śląsku, w Borach Tucholskich, na Mazowszu czy w regionie świętokrzyskim. Zasłonięte lustro w domu żałoby to jeden z ostatnich, namacalnych dowodów na to, jak głęboko w naszej świadomości zakorzeniony jest strach przed tym, co niewidzialne. A także wiara w magiczną moc naszego własnego odbicia.
Dla dociekliwych (źródła):