KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Zima wreszcie ustępowała, a na pastwiska wracało życie. Dla słowiańskiej wsi bujna zieleń trawy oznaczała jedno: krowy znów zaczną ponownie dawać tłuste mleko. Ten wyczekiwany moment gospodarczego oddechu był jednak natychmiast mącony przez magiczne siły. Tam, gdzie pojawiał się cenny, mleczny surowiec, budziły się do życia istoty, żerujące na cudzej pracy.
W słowiańskiej mitologii świata kradzież mleka i rytualny wyrób masła nie były traktowane jako zwykłe sąsiedzkie przewinienie. Stanowiły akt mrocznej magii, bezpośrednie zagrożenie dla przetrwania rodziny i dowód na paktowanie z demonami.
W polskim folklorze czarownica rzadko przypominała baśniową staruchę latającą na miotle w świetle księżyca. Była to zazwyczaj wyrachowana kobieta z sąsiedztwa, która zamiast warzyć eliksiry, uprawiała złowrogą magię.
Na wiosnę zaś jej głównym celem było mleko.
Co ciekawe, dawne czarownice wcale nie musiały zakradać się nocą do cudzej obory, by fizycznie podoić krowę. Używały mechanizmów magii sympatycznej, opartej na działaniu na odległość. Wczesnym, wiosennym rankiem, gdy słońce jeszcze nie wzeszło, czarownice wychodziły na łąki. Włóczyły po wysokiej trawie grube powrozy, zbierając z niej chłodną rosę. Wierzono, że ten z pozoru absurdalny akt potrafi zdalnie „wyssać” mleko z wymion krów pasących się na tym terenie i w magiczny sposób przenieść je do wiader złodziejki.
Jeszcze bardziej niepokojący był sam proces pozyskiwania gotowego surowca. Czarownica potrafiła usiąść w swojej chałupie i „doić” przedmioty całkowicie martwe. Wbijała kołek w ścianę, łapała za skórzaną uzdę, drewnianą klamkę czy trzonek miotły, a z tych wyschniętych przedmiotów zaczynała płynąć biała ciecz, z której następnie ubijano masło.
Masło powstałe w ten sposób z „mleka, które nie jest mlekiem”, stanowiło substancję wynaturzoną. Ponieważ wyrabiano je z materii nieożywionej, łamało podstawowe prawa natury. Z perspektywy słowiańskich wierzeń nie nadawało się ono do jedzenia dla ludzi: uznawano je za pokarm istot z zaświatów.
Co ciekawe: to nie jest wierzenie ograniczone tylko i wyłącznie dla Słowian. Motyw ten ma głębokie korzenie w mitologii indoeuropejskiej, również celtyckiej i germańskiej. Masło fascynowało naszych przodków, ponieważ znajdowało się w permanentnym stanie przejściowym. Mogło się topić i jełczeć, ale uformowane w osełkę wydawało się statyczne i uśpione.
W dawnych legendach nierzadko pojawia się motyw istoty demonicznej lub zaczarowanej królewny, która przebywa w domku z masła. Ten specyficzny budulec nie był wymysłem kulinarnym, lecz symbolem. Oznaczał stan zawieszenia, głębokiej hibernacji. Domek z masła reprezentował egzystencję w szczelinie między wymiarami: sytuację pomiędzy życiem a śmiercią, czyli idealnie odzwierciedlającą status demonów i potępionych dusz.
Masło stanowiło więc „akumulator” uwięzionej energii. Według indyjskiej Rig Wedy cel masła realizuje się dopiero „wśród pocałunków ognia”, co podkreśla jego surowy, niegotowy charakter przed obróbką.
Czarownice nie działały w próżni. W polskiej tradycji ludowej zachowało się bardzo konkretne porzekadło, które określało moment ich największej aktywności. Jak pisał Teofil Lenart:
„Deszczyk pada, słońce świeci, czarownica masło kleci”
Ten rym to nie tylko dziecięca wyliczanka. Jednoczesny opad deszczu i ostre słońce uchodziły na dawnej wsi za pogodową anomalię, wyłom w naturalnym porządku. Zjawisko to symbolizowało stan mediacyjny, moment przejścia. To właśnie wtedy, gdy zacierała się wyraźna granica między dniem a nocą, między pogodą a niepogodą, zasłona oddzielająca świat ludzi od świata duchów stawała się najcieńsza.
W takich warunkach demony i czarownice mogły operować z maksymalną skutecznością, bezkarnie ubijając swój kradziony pożytek.
Zagrożenie było realne, więc wieś nie pozostawała bierna. Aby obronić stada i zablokować czarownicom dostęp do obór, stosowano brutalne i bezwzględne metody prewencyjne:
Bariera z żelaza – w progi obór wbijano od dołu ostre noże, siekiery lub widły. Zimne żelazo miało fizycznie przeciąć niewidzialne nici magii sympatycznej i zranić czarownicę, która próbowała zdalnie sięgnąć po mleko.
Matematyczna pułapka – progi i parapety zasypywano drobnym makiem pospolitym. Według dawnych prawideł demon lub czarownica cierpieli na przymus liczenia. Zanim złodziejka zdążyła policzyć wszystkie ziarenka, by przekroczyć próg, zazwyczaj wstawało słońce i niszczyło jej urok.
Okadzanie ziołami – wymiona krów regularnie przemywano wywarami z ziół o ostrym zapachu, by „oślepić” zmysły demonów.
W tym miejscu muszę zaznaczyć jedną rzecz: trudno obecnie określić, które wierzenia w mitologii Słowian dotyczyły pierwotnie naszych rodzimych wiedźm, a które czarownic. Obu tych pojęć nie należy ze sobą utożsamiać. Zwłaszcza jeśli nie chcesz narazić się na gniew wiedźmy!
Czarownica i wiedźma są często używane zamiennie, jednak historycznie i etymologicznie mają różne źródła. Wiedźma to pierwotnie „ta, która posiada wiedzę” (mądra baba, zielarka), podczas gdy czarownica to pojęcie późniejsze, kojarzone z magią, urokiem i paktem z diabłem. Wiedźmy były kojarzone m.in. z Welesem, Panem Magii oraz Zaświatów. Stąd być może ich późniejsze zohydzenie przez Kościół i powiązanie z czarownicami.
Jeszcze oddzielną kategorią były szeptuchy. Pisałem o nich szerzej w tym tekście:
Słowo, które zmusza świat do uległości. Kim były strażniczki najstarszego tabu?
Czy więc pierwotnie nasi przodkowie obawiali się kradzieży mleka przez wiedźmy? A może były to inne istoty, które później „zlały się” wraz z wiedźmami w postać czarownicy?
Dla dociekliwych (źródła):