KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Wraz z nadejściem chrześcijaństwa nasi rodzimi bogowie wcale nie zniknęli. Po prostu skryli się pod różnymi mianami i postaciami. Ich funkcje zostały często rozdzielone pomiędzy świętych. Zdarzało się jednak również, że niektóre co bardziej złowrogie oblicza bóstw zostały przypisane diabłu.
Tak właśnie stało się z Welesem, władcą Świata Podziemnego. Świetnym tego przykładem jest historyczna anegdota z Czech, gdzie mąż wysyłał żonę ku Welesowi jako przekleństwo.
W mitologii Słowian motyw dualizmu był niezwykle silny. Czołowym tego przykładem jest relacja dwójki suwerenów naszego rodzimego panteonu, czyli Peruna i Welesa. Ten pierwszy władał Koroną Drzewa Astralnego, a jego żywiołem był ogień w postaci błyskawicy. Ten drugi zaś objął panowanie nad Korzeniami Drzewa Życia, jego domeną zaś była woda.
Z czasem Weles, wskutek chrześcijaństwa, uległ degradacji i został zrównany z chrześcijańskim diabłem. Nie oznacza to jednak, że całkowicie zniknął ze zbiorowej świadomości naszych przodków. Choć z oficjalnego kultu zniknął, jego imię przetrwało w potocznym języku i literaturze jako synonim mrocznego demona, kusiciela i władcy piekieł.
Fascynującym tego przykładem jest postać Welesa w starych, czeskich tekstach.
W późnośredniowiecznych Czechach, między XIV a XVI wiekiem, Weles został właściwie zrównany z diabłem.
W starych czeskich tekstach, takich jak piętnastowieczny utwór Tkacz (znany też jako Tkadleczek), Weles występuje ramię w ramię z czartami i smokami w zwrotach takich jak: „ki czart, albo ki weles, albo ki smok wzbudził ciebie przeciw mnie”. Kaznodzieje wzywali, by „porzucić u welesa te grzechy”, a w ludowych przysłowiach ostrzegano przed tym, „ki weles im naszepce” (jakie licho ich kusi).
To właśnie w tym schrystianizowanym, potocznym kontekście pojawia się nieco komiczna anegdota o uciążliwej żonie zamienianej w gęś. Została ona zanotowana w 1561 roku przez Tomasza Reszela, tłumacza biblijnej Księgi Syracha. W jednej z budujących opowieści nieszczęśliwy w pożyciu mąż śni (lub życzy sobie), aby jego żona-sekutnica zmieniła się w dziką gęś i uleciała „za morze ku Welesu”, by nigdy już stamtąd nie wrócić.
Co ciekawe: inny tłumacz przełożył ten sam fragment po prostu jako lot „k diasu”, czyli do diabła, co potwierdza ówczesny demoniczny status Welesa.
Mimo komicznego i potocznego charakteru tego przekleństwa wyraźnie widać w w nim niezwykle słowiański rdzeń mitologiczny. Ukazuje on nam pierwotną funkcję Welesa jako władcy zaświatów. Wysłanie kogoś „za morze ku Welesu” doskonale pokrywa się ze słowiańską kosmologią, według której królestwo zmarłych (Nawia) znajdowało się właśnie na krańcach świata, za wielką wodą.
Weles, zasiadając na złotym tronie na środku podziemnego morza, pełnił tam rolę słowiańskiego władcy zaświatów i pasterza dusz.
Z kolei sama metamorfoza w ptaka (w tym przypadku w dziką gęś) wpisuje się w słowiańską antropologię, według której dusze zmarłych przybierały formę ptasią, ulatując do Wyraju lub Nawi. Zatem mąż z czeskiej anegdoty, wyklinając swoją żonę-sekutnicę, zapewne zupełnie nieświadomie odtwarzał pradawny mityczny scenariusz: odsyłał jej duszę w ptasiej postaci przez kosmiczne wody prosto przed oblicze Welesa.
O samym Welesie więcej przeczytasz tutaj: