Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
KUP TERAZ
Dla współczesnego człowieka jezioro to miejsce relaksu. Dla naszych przodków była to granica światów, za którą rządy sprawowała istota potężna, kapryśna i śmiertelnie niebezpieczna. Jeśli myślisz, że „utopiec” i „wodnik” to ta sama postać, jesteś w błędzie. Podczas gdy ten pierwszy był zaledwie złośliwym demonem niskiej rangi, Wodnik był prawdziwym arystokratą głębin – panem wód, a zdaniem badaczy, być może nawet zdegradowanym, prastarym bóstwem.
Kim był ten tajemniczy lokator stawów i rzek, który potrafił ugościć rybaka w karczmie, by chwilę później wciągnąć go w muliste odmęty?
Wodnik (znany też jako hastrman lub vodylnik) to istota wyższego rzędu w słowiańskiej demonologii. Ludowe podania czasem sugerują, że mógł powstać z duszy samobójcy lub nieochrzczonego dziecka czy też płodów przeklętych przez matki.
Jednak niektóre przekazy odrzucały takie teorie, zostawiając je „niższym biesom”. Według niektórych wodnik był pierwotnym duchem wody, który nie potrzebował ludzkiej ingerencji, aby się narodzić.
Jego wygląd był fascynującym połączeniem ludzkiej formy z cechami drapieżnika. Słowianie opisywali go zazwyczaj jako niskiego starca o nienaturalnie dużej głowie i siwych lub zielonych włosach, w które wiecznie wplecione były wodorosty. Gdy jednak przyjrzeć mu się bliżej, prawda wychodziła na jaw – zielonkawa, śliska skóra, wyłupiaste, rubinowe oczy i błony pławne między palcami zdradzały jego naturę, upodabniając go do żaby lub ryby.
Co ciekawe: Wodnik nie był demonem, który by gardził ludzką cywilizacją. A skąd! Był wręcz istotą, która lubowała się w modzie. Wodnik uwielbiał kolor czerwony i zielony, często nosząc jaskrawe spodnie i frak. Istniał jeden, niezawodny sposób, by rozpoznać go w tłumie ludzi: z jego ubrania (zazwyczaj z lewej poły fraka) nieustannie kapała woda.
W ten sposób nawet w najbardziej upalny dzień miejsce, w którym siedział, stawało się mokre.
Natura Wodnika była wybitnie ambiwalentna. Z jednej strony potrafił być towarzyski, a nawet pomocny, z drugiej – przejawiał mroczną pasję kolekcjonerską. Wierzono, że Wodnik dąży do uwięzienia dusz ludzi, którzy utonęli w jego królestwie.
Zamykał te dusze w specjalnych, glinianych garnuszkach pod wodą. Im więcej „naczyń” posiadał, tym większa była jego potęga i prestiż w podwodnym świecie. Aby zdobyć nowy okaz do kolekcji, Wodnik używał podstępnych zdolności zmiany kształtu. Przybierał formę:
Każdy, kto skuszony wizją zysku lub ciekawością wchodził do wody, ryzykował, że jego dusza spędzi wieczność w garnku na dnie jeziora. Wodnik atakował osoby kąpiące się nocą lub przed symbolicznym oczyszczeniem w Noc Kupały. Bywał także mściwy za zakłócanie jego spokoju lub odmowę pomocy.
Mimo morderczych instynktów, Wodnik posiadał też ludzkie oblicze, szczególnie silnie zakorzenione w tradycji śląskiej. Bywał tam postacią niemal swojską. Rybacy, którzy żyli z nim w zgodzie, mogli liczyć na obfite połowy i ostrzeżenia przed nadchodzącymi burzami. Rolnikom z kolei pomagał przy sianiu.
Wodnik potrafił pojawiać się na jarmarkach i w karczmach, gdzie pił piwo z miejscowymi (zostawiając pod sobą kałużę wody). Zdarzały się przypadki, gdy demon zostawał ojcem chrzestnym wiejskich dzieci lub pożyczał ludziom pieniądze. Ta dwoistość sprawiała, że Słowianie traktowali go z ogromnym szacunkiem – jak surowego, ale sprawiedliwego zarządcę terenu.
W swojej ambiwalentnej naturze był nieco podobny do Leszego, pana lasów. To również był bies, który mógł zarówno przekląć całą osadę, jak i być największym przyjacielem naszych ojców.
Życie obok Wodnika wymagało przestrzegania surowych zasad. Najważniejszą z nich był całkowity zakaz kąpieli przed 24 czerwca. Wierzono, że do tego czasu woda jest „nieochrzczona”, a Wodnik wyjątkowo agresywny. Dopiero symboliczne święcenie wody pozwalało na bezpieczne pluskanie się w jeziorach.
Jeśli jednak ktoś chciał sobie zapewnić szczególną przychylność demona, musiał sięgnąć po ofiary, takie jak:
W przypadku bezpośredniego spotkania skuteczną obroną było uderzenie Wodnika kijem z drewna lipowego lub użycie ziół takich jak dziewięćsił czy kłokoczka. Istniał też metafizyczny sposób na ratunek: zadanie demonowi pytania o jego potrzeby. Spełnienie prośby Wodnika mogło sprawić, że ten z wdzięczności uwalniał uwięzioną duszę i odchodził w pokoju.
Wodnik przypomina nam o czasach, gdy natura nie była tylko tłem do zdjęć, ale potężnym żywiołem posiadającym własną, niepokojącą inteligencję. Czy odważysz się wejść do wody, widząc na brzegu nieznajomego w czerwonej czapce, z którego ubrania leniwie ścieka woda?