Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
KUP TERAZ
Większość z nas instynktownie kojarzy strach z mrokiem i głęboką nocą, ale dla naszych przodków najbardziej mordercza godzina wybijała w pełnym słońcu. Gdy żar lał się z nieba, a powietrze nad łanami zbóż zaczynało drgać od upału, słowiańskie pola przestawały być bezpiecznym miejscem pracy. To właśnie o południu, gdy cienie stawały się najkrótsze, granica między światami zacierała się, ustępując miejsca istocie, która rzucała wyzwanie samemu słońcu.
Południca nie była łagodną nimfą, lecz bezlitosnym demonem ubranym w śnieżnobiałą suknię, który uosabiał niszczycielską potęgę letniego przesilenia. Uzbrojona w srebrny sierp i zestaw morderczych zagadek, polowała na każdego, kto nie usłuchał dawnych tabu i pozostał na otwartej przestrzeni w czasie największego skwaru.
Historia „białej damy” to opowieść o lęku, którego nie rozprasza światło, oraz o brutalnej cenie, jaką płacili żniwiarze za jedną chwilę nieuwagi w samym sercu dnia.
Jak wiele słowiańskich biesów południca była mistrzynią makabrycznego kamuflażu. W ludowych wyobrażeniach jej postać była niezwykle plastyczna, co tylko potęgowało przed nią lęk – nigdy nie było wiadomo, w jakiej formie uderzy.
Piękność i szkielet – mogła objawić się jako młoda dziewczyna w śnieżnobiałej sukni z wiankiem na głowie, ale równie często przybierała formę chudego jak szkielet upiora z rozwianymi włosami lub przygarbionej staruchy odzianej w brudne łachmany.
Bestialskie detale – pod białą tkaniną kryły się szponiaste łapy, a w ustach połyskiwały ostre, żelazne kły, którymi potrafiła rozszarpać ofiarę. Jej włosy nie przypominały ludzkich splotów. Były splątane, sztywne, do złudzenia przypominające wysuszone chwasty lub kłosy zboża.
Atrybuty śmierci: – w dłoni niemal zawsze dzierżyła srebrny sierp. Ścinała nim zarówno dorodniejsze zboża, jak i atakowała ludzi.
Według niektórych źródeł południca była również uzbrojona w... długi, gruby kij. Atakowała nim tych rolników, którzy urządzali sobie zbyt długie przerwy.
Południca nie zawsze atakowała od razu. Była istotą podstępną, która najpierw odbierała ofierze zmysły. Wśród naszych przodków panowało przekonanie, że demonica posługiwała się śpiewem usypiającym. Jej głos, piękny i kojący, sprawiał, że zmęczeni rolnicy zapadali w głęboki letarg.
To wtedy bies przystępował do dzieła.
Okrucieństwo południcy nie znało granic. Dorosłym łamała ręce i nogi, dusiła ich lub okaleczała. Potrafiła użyć magii, by ścisnąć serce nieszczęśnika tak mocno, aż przestawało bić. Szczególną nienawiść żywiła jednak do dzieci. Wierzono, że porywa je do wielkich worków i wynosi w najdalsze zakątki pól, by tam pastwić się nad nimi w odosobnieniu.
O jej obecności świadczyła sama przyroda. Gdy przy bezwietrznej pogodzie zboże nagle zaczynało gwałtownie falować, a na drodze pojawiały się nagłe wiry powietrzne, wiadomo było, że południca odprawia swój taniec. Pozostawiała po sobie wygniecione kręgi w zbożu, które dla Słowian były jasnym ostrzeżeniem: tu grasował demon.
Spotkanie z południcą oko w oko było okrutnym wyzwaniem i nierzadko kończyło się śmiercią. Niemniej jednak nasi przodkowie znali kilka sposobów na to, jak sobie poradzić z demonicą.
Wśród nich warto wskazać:
Gra w zagadki – był to jedyny sposób, aby przetrwać bezpośrednie spotkanie. Południca bowiem uwielbiała zagadki. Jeśli ofiara potrafiła wciągnąć ją w grę, zadając pytania lub odpowiadając na jej zagadki, mogła doczekać momentu, aż upał zelżeje. Wraz z przesunięciem się słońca, demon tracił swoją moc.
Miedza – granica pola była dla południcy nie do przejścia. Skok na drugą stronę dawał natychmiastowe bezpieczeństwo... o ile zdążyło się go wykonać.
Woda – rozlanie wody wokół siebie tworzyło barierę, której demon się bał i nie był w stanie pokonać. Biada jednak temu, kto owej wody miał za mało w wiadrze.
Schronienie w lesie – było najpewniejszą metodą obrony przed południcą. Ucieczka z pola przed dwunastą i skrycie się w cieniu drzew gwarantowało ochronę przed biesem.
Interesująca jest ewolucja postaci południcy. Możliwe, iż pierwotnie były to demony opiekuńcze dla zbóż. Wbrew powszechnemu przekonaniu określenia „bies” i „demon” nie zawsze były pejoratywne dla naszych przodków. Wiele istot było przychylnych ludziom i możliwe, że tak samo było z południcami.
Dopiero wpływ chrześcijaństwa zmienił południce z opiekunek pół na złowrogie bestie.
Wiara w południce była rozpowszechniona na terenie całej Słowiańszczyzny. Znano je także jako wiły. Niekiedy też dopatrywano się w nich siostrzanego odbicia północnic, które szerzej były znane jako nocnice. Uzupełniałoby to dualistyczne postrzeganie świata w mitologii Słowian, aczkolwiek przestrzegam: nie zawsze taka interpretacja jest uznawana za prawidłową. Więcej o nocnicy może przeczytać o tutaj:
Nazywali ją „Matką Leśną”, by uniknąć nieszczęścia. Słowiański koszmar, który kradł sen
Dziś nauka patrzy na południcę przez pryzmat medycyny. Jej ataki to nic innego jak ludowe wyjaśnienie udarów słonecznych i zawałów serca, które często dotykały żniwiarzy pracujących w morderczym upale bez odpowiedniego nawodnienia.
Kto jednak wie, czy gdzieś po słowiańskich polach wciąż nie spaceruje w samo południe demon. Biały cień z sierpem w dłoni, który kryje się w złotym, zbożowym morzu...