Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
KUP TERAZ
Słowiańska noc nie była dla naszych przodków jedynie czasem regeneracji. Gdy słońce znikało za horyzontem, granica między światem żywych a krainą duchów stawała się niebezpiecznie cienka. Współcześnie demonem, którego utożsamiamy z nocą, jest północnica – symetryczne odbicie południcy.
Jednak dla naszych przodków prawdziwym źródłem była nocnica. Był to bies nieuchwytny, złośliwy i wyspecjalizowany w jednym: kradzieży spokoju tam, gdzie rodzina była najbardziej bezbronna – przy kołysce dziecka.
Nocnica to demon, który występował na terenie całej Słowiańszczyzny. Znano ją pod wieloma nazwami, zależnie od regionu, między innymi:
W Polsce – nocnica lub dosadniej: płaczka.
U Słowian wschodnich – kriksy i plaksy (od krzyku i płaczu), nocne panny, płaczki czy płaksiwicy.
Na Bałkanach – Serbia znała je jako babice, szumska majka czy Noćnice, natomiast w Bułgarii funkcjonowały pod nazwą Gorska Majka (Matka Leśna) lub noszno.
Szczególnie fascynujący jest przypadek bułgarskiej „Matki Leśnej”. Był to eufemizm – pochlebstwo rzucone w mrok. Słowianie w tamtym regionie wierzyli, że demony mają tendencję do pojawiania się tam, gdzie wymienia się ich „złe” imiona.
Nazywanie przerażającego biesa„matką” miało go udobruchać i sprawić, by poczuł się gościem, a nie agresorem.
Nocnice były złośliwymi duchami, które dręczą ludzi. Widziano je wręcz jako demony koszmaru, które nocną porą nawiedzają dzieci i nie pozwalają im na odpoczynek.
Dziatki (czyli dzieci) były według wierzeń przodków szczególnie narażone na ataki nocnicy. Sądzono, iż jeśli dziecko nie chce przestać płakać w nocy, winę za to ponosi właśnie nocnica. Ich alternatywne nazwy (kriksy, plaksy) bezpośrednio odnoszą się do wywoływania płaczu i krzyku u niemowląt.
W świecie przed nowoczesną medycyną każdy niewytłumaczalny atak nocnego płaczu, kolka czy nagła gorączka, która mijała wraz z nadejściem świtu, miały swoje nadprzyrodzone wyjaśnienie.
Nocnice były również traktowane nie jako fizyczne potwory, a personifikacja bezsenności i chorób dziecięcych. Wierzono, że te „nocne panny” nachodzą dziecko, szczypią je, drażnią i nie pozwalają mu zasnąć, karmiąc się niepokojem i wyczerpaniem rodziców.
Były to demony koszmaru, które wyrywały ze snu i wprowadzały do izby chaos.
Nasi przodkowie nie ograniczali się do modlitw. Ich arsenał ochrony magicznej, zwanej apotropeiczną, był niezwykle konkretny i opierał się na przedmiotach codziennego użytku, którym przypisywano nadprzyrodzone właściwości:
Użycie żelaza – aby „odciąć” nocnicy drogę do dziecka, w kołysce, pod poduszką lub na progu domostwa kładziono noże, igły, siekiery czy nożyce. Żelazo, jako produkt ognia i kowalskiego kunsztu, postrzegano jako materię, której demon nie był w stanie dotknąć.
Bariera światła – nocnice były istotami mroku. Wierzono, że boją się jasności, dlatego w domach, gdzie dziecko męczyły nocne panny, palono świece przez całą noc, by oślepić demona i odebrać mu możliwość podejścia do łóżka.
Rytualne oczyszczenie – stosowano specjalne kąpiele, które miały „zmyć” urok. Kluczowe było przy tym zakończenie rytuału. Wodę po obmyciu dziecka wylewano w określone miejsca: pod kółka wozu (by zło „odjechało”) lub pod krzaki czarnego bzu (wierząc, że roślina ta ma moc wiązania złych energii).
Ofiara i Przekupstwo – na terenach dzisiejszej Bułgarii wierzono w „dyplomację”. Nocnice (jak już wspomniałem) nazywano matkami leśnymi i zostawiało im się ofiary, np. w postaci chleba z miodem.
Choć nocnice skupiały się na kradzieży snu i wywoływaniu płaczu, słowiańska demonologia znała postać jeszcze groźniejszą, która często pojawiała się w ich towarzystwie. Mowa o morze, zwanej też zmorą. Podczas gdy nocnice były ulotnymi duchami bezsenności, mora była brutalnym biesem.
To właśnie o niej krążyły najbardziej mroczne legendy – opowieści o ludziach ze złączonymi w jedną linię brwiami, których duchowa połowa nocą opuszczała ciało. To mora była tym demonem, który nie tylko dusił ludzi, odbierając im dech, ale podlegał tak silnemu przymusowi „gniecenia”, że w przypływie mrocznego głodu dusiła nawet drzewa cierniowe i wodę w jeziorach.