​​​​​​​

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.

KUP TERAZ

Legendy Polskie

Dawne pączki na Tłusty Czwartek nie były słodkie – nadziewano je słoniną i boczkiem, co miało zapewnić urodzaj i siłę witalną w nadchodzącym słowiańskim roku.
12 lutego 2026

Pączki ze słoniną i wódka zamiast lukru. Słowiański Tłusty Czwartek

Dziś Tłusty Czwartek kojarzy nam się z kolejkami do cukierni, pudrem na nosie i liczeniem kalorii w pączkach z różą. Albo też promocjami na słodkości w Biedronce, Lidlu i Kauflandzie, które próbują przebić się na promocje.

Jednak gdybyśmy cofnęli się w czasie o kilkaset lat i pokazali naszym przodkom dzisiejsze świętowanie, parsknęliby śmiechem. Dla dawnych Słowian ten dzień nie miał nic wspólnego z deserem.

Był to początek Zapustów (zwanych też Mięsopustem) – dzikiego, głośnego i tłustego pożegnania zimy. W świecie, gdzie przednówek (wiosenny głód) był realnym zagrożeniem, „tłustość” potraw nie była kwestią łakomstwa, lecz magią przetrwania. Każda zjedzona kropa smalcu była inwestycją.

Pączek bojowy – słonina, chleb i wódka

Zastanawiasz się, co na Tłusty Czwartek jedli Twoi przodkowie? Zapomnij o puszystym, żółciutkim cieście drożdżowym, które rozpływa się w ustach. Pierwotne słowiańskie pączki, zwane często kreplami, były potrawami konkretnymi, twardymi i ciężkimi. Smażono je na głębokim smalcu, a ich skład mógłby dzisiaj przyprawić dietetyka o zawał serca.

Czym różnił się słowiański pączek od tego z cukierni? Otóż:

  • Ciasto – było to najczęściej ciasto podobne do chleba.

  • Nadzienie – zamiast marmolady czy dżemu, do środka wkładano słoninę, wędzony boczek lub skwarki.

  • Popitka – tłustego pączka nie popijano kawą, lecz wódką („gorzałką”) lub ziołowymi naparami, które miały pomóc strawić taką bombę kaloryczną. Warto jednak dodać, że gorzałka w dawnych latach miała mniej „procentów” niż współczesna wódka.
     

Słodycz pojawiła się w nich znacznie później, i to w formie... orzecha. Czasem do jednego z pączków wkładano np. migdały czy orzechy. Ten, kto na niego trafił, nie łamał zęba, lecz zyskiwał wróżbę pomyślności i dostatku na cały nadchodzący rok.

Pojawiły się one jednak stosunkowo późno, bo ok. XVI wieku. Wcześniej Tłusty Czwartek był kojarzony przede wszystkim ze skwarkami, smalcem i boczkiem!

Dlaczego trzeba było się objeść na Tłusty Czwartek?

Słowianie wyznawali prostą zasadę magii sympatycznej: podobne przyciąga podobne. Jeśli chcesz, żeby rok był tłusty (urodzajny), sam musisz być tłusty w ten jeden, konkretny dzień. Obżarstwo w Zapusty było więc obowiązkiem religijnym i gospodarczym.

„Kto w Tłusty Czwartek nie zje pączka, temu myszy zniszczą pole.”

To stare porzekadło nie było żartem. Wierzono, że odmowa jedzenia lub, co gorsza, post w ten dzień, jest jawnym zaproszeniem nieszczęścia. Puste brzuchy domowników symbolizowały puste stodoły. Jedzenie miało też cel ochronny: tłuszcz tworzył barierę, a głośna zabawa i śpiewy miały odstraszać złe duchy zimy, które mogłyby chcieć zostać na dłużej.

Jadano więc dużo i często. Tradycja nakazywała jeść tyle razy, ile razy kogut zapieje w ciągu dnia, a stoły uginały się nie tylko od pączków, ale też od kapusty ze skwarkami, żuru na wędzonce i pieczonych mięs.

Turoń i Korowód Maszkar – by obudzić słońce

Tłusty Czwartek był sygnałem do rozpoczęcia najbardziej dzikiej części Zapustów. Gdy brzuchy były już pełne, we wsiach pojawiał się Korowód Maszkar. Nie była to jednak zwykła zabawa w przebieranki, lecz prastary rytuał magii wegetacyjnej.

Centralną postacią korowodu był Turoń – rogata, kudłata bestia z kłapiącą, drewnianą szczęką. W wierzeniach przedchrześcijańskich postać ta nawiązywała do wymarłego potężnego tura, będącego dla Słowian emblematem Słońca i siły. Jego pojawienie się w okolicach przesilenia i Zapustów miało na celu „przekazanie” domownikom energii witalnej. Turoń bodł kobiety rogami (na płodność), hałasował i skakał, by stymulować ziemię do rodzenia plonów.

Kluczowym momentem wizyty było rytualne omdlenie bestii. Turoń upadał na ziemię, udając martwego, a gospodarze musieli go cucić – dmuchaniem, masażem, a najczęściej wódką wlewaną w drewnianą paszczę. Jego powrót do żywych symbolizował koniec martwej zimy i nieuchronne odrodzenie się przyrody na wiosnę.

Turoniowi często towarzyszyły inne postacie, jak słomiany niedźwiedź, symbolizujący nieokiełznaną siłę natury (także utożsamiany z Welesem), czy koza, która była znakiem witalności i urodzaju. Cała ta hałaśliwa gromada miała jeden cel: tupaniem, dzwonkami i krzykiem przepędzić zimę i zapewnić, że nadchodzący rok będzie równie tłusty, co czwartkowe pączki.

Radosne obrzędy Słowian na Tłusty Czwartek obejmowały korowody z Turoniem, Kozą i Niedźwiedziem. Zabawa, tańce i obfite jedzenie miały na celu obudzenie przyrody i zapewnienie pomyślności.

Babski Comber – dzień, w którym rządy przejmowały kobiety

Tłusty Czwartek i całe Zapusty to czas karnawałowej inwersji – świat stawał na głowie. Najlepszym tego przykładem był zwyczaj zwany Babskim Combrem, popularny zwłaszcza na południu Polski. Był to dzień absolutnej dominacji kobiet. Stateczne mężatki i panny formowały barwne, hałaśliwe korowody i ruszały na wieś lub do miasta z konkretnym celem: upolować mężczyzn.

  • Polowanie na kawalerów – mężczyźni, którzy zwlekali z ożenkiem, byli głównym celem. Zmuszano ich do ciągnięcia wielkiej kłody drewna, symbolizującej „ciężar” samotności.

  • Wykupne – aby uwolnić się od kobiet, mężczyzna musiał się wykupić: najczęściej wódką, jedzeniem lub monetą. Jeśli odmówił, mógł zostać publicznie wyśmiany, obdarty z ubrania wierzchniego lub wytarzany w śniegu (czy błocie).

  • Tańce na „wysoki len” – kobiety tańczyły w ten dzień, wyjątkowo wysoko skacząc. Wierzono, że im wyższe podskoki podczas tańca, tym wyższe wyrosną len i konopie w nadchodzącym sezonie.

 

Co istotne: Comber to przypuszczalnie tradycja, która przybyła do Polski z osadnikami niemieckimi. Nie jest to stary, słowiański obyczaj. Niemniej jednak warto o nim wspomnieć!

Śmierć Zimy w oparach smalcu

Ostatki, które zaczynały się w Tłusty Czwartek, kończyły się we wtorek o północy, tuż przed Środą Popielcową. Często o tej godzinie do karczmy wnoszono szkielet śledzia (zrobiony z papieru lub ości) i wieszano go u powały, co symbolizowało nadejście postu i koniec tłustego jedzenia.

Dziś, stojąc w kolejce po pączka z różą, warto pamiętać, że wykonujemy prastary, pogański rytuał. Choć zmienił się smak (ze słonego na słodki) i forma, intencja pozostała ta sama: zaklinamy rzeczywistość, by nadchodzący czas był dla nas łaskawy, syty i „tłusty”.

Smacznego – i pamiętaj, by zjeść chociaż jednego pączka. Sława!