KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Wiosenne roztopy odsłaniały ziemię, a wraz z pierwszymi promieniami słońca pojawiała się młoda, zielona flora. Dla słowiańskiej wsi nie był to jednak dodatek do posiłków, czy pasza dla zwierząt. Budząca się do życia flora stanowiła potężny arsenał magiczny.
Zioła zwiastujące wiosnę, na czele z młodą pokrzywą, traktowano jako źródło sił witalnych, które miały błyskawicznie zregenerować organizmy po miesiącach zimowego głodu. Jednak pozyskanie roślin o prawdziwej, magicznej mocy nie miało nic wspólnego ze zwykłym spacerem po łące.
Wymagało twardego trzymania się surowych reguł i wejścia w strefę magicznego tabu.
Nie każdy mógł po prostu wyjść w pole i zerwać leczniczą roślinę. Prawo do pozyskiwania najsilniejszych ziół było ściśle koncesjonowane i opierało się na dychotomicznym postrzeganiu biologii.
Zbieraniem zajmowały się wyłącznie kobiety, ale tylko te znajdujące się poza okresem rozrodczym: małe dziewczynki przed dojrzewaniem oraz starsze kobiety po menopauzie. Swoją drogą: podobne obostrzenia dotyczyły słowiańskich szeptuch. Według wierzeń naszych przodków to właśnie brak aktywności reprodukcyjnej dawał im czysty, niezakłócony dostęp do obcowania z siłami magicznymi.
Sam proces zbioru był formą rytuału. Wymagał on fizycznego kontaktu z naturą i odrzucenia cywilizacji. Obowiązywały zasady takie jak:
Brak obuwia i milczenie – zioła zrywano boso, by zachować bezpośredni przepływ energii z ziemi, a cały proces musiał przebiegać w absolutnej ciszy.
Tabu żelaza – do ścinania łodyg nie wolno było używać noży, sierpów ani żadnych żelaznych narzędzi. Zimny metal natychmiast uśmiercał magiczny potencjał rośliny.
Fizyczny kierunek – znaczenie miał nawet ruch dłoni. Jeśli liście zrywano z góry na dół, roślina miała wywołać efekt przeczyszczający. Zerwanie ich z dołu do góry gwarantowało działanie wymiotne.
Zioła o największej mocy nie rosły wszędzie, a ich potencjał uaktywniał się tylko w konkretnych oknach czasowych. Zbiory odbywały się najczęściej pod osłoną mroku. Podejmowano się tego po północy, ale zawsze przed wschodem słońca. Zbiory odbywały się tylko w pogodne dni, po obeschnięciu porannej rosy.
Dla słowiańskich zielarek niebo było precyzyjnym zegarem. Zwracano szczególną uwagę na fazy Księżyca. Największą siłę sprawczą miały rośliny pozyskiwane w pierwszej kwadrze aż do pełni. Zignorowanie tego kalendarza i zebranie ziół w niewłaściwej fazie mogło sprawić, że lekarstwo zamieniało się w truciznę.
Na koncentrację właściwości roślin wpływał również układ gwiazd i planet.
Momentem kumulacji tej mocy były noce przesileń, na czele ze słowiańską Nocą Kupały. To wtedy soki roślinne miały nabierać szczególnie potężnej mocy.
Teren poszukiwań również podlegał selekcji. Ziół szukano na miedzach i granicach pól, czyli w tak zwanych w przestrzeniach liminalnych, które w kulturze tradycyjnej zawsze uchodziły za miejsca magiczne. Jednocześnie obowiązywał bezwzględny zakaz zrywania czegokolwiek w strefach obciążonych negatywną energią.
Roślina rosnąca pod drzewem, w które uderzył piorun, lub w miejscu, gdzie doszło do samobójstwa, była traktowana jak skażona. Tabu dotyczące samobójców było wśród Słowian bardzo silne.
Wyrwanie korzenia z ziemi to tylko połowa sukcesu. W dawnych wierzeniach słowo miało fizyczny ciężar i moc sprawczą. Zbiory były wspomagane sformalizowanymi zaklęciami, które budziły właściwości rośliny.
Warto tutaj jednak dodać, że trudno określić, które z obrzędów były pierwotnie słowiańskie, a które przywędrowały do nas z innych kręgów kulturowych. Przykładowo: powszechne było przekonanie, że zaklęcia trzeba wymawiać w niezmienionym brzmieniu i zgodnie z zasadą trzykrotności. Czyli każdą formułę należało wymówić trzykrotnie.
Gaius Plinius Secundus, rzymski kronikarz, podał przykład takiej formuły:
„Reseda morbos, Reseda, scisne, scisne, quis hic pullos egerit, nec pedes, nec caput habeant”.
Jakie formuły pierwotnie stosowano na terenach słowiańskich? Trudno orzec. Jednak tabu językowe wśród Słowian, jak i Prasłowian było bardzo silne, czego dowodzi np. tabu dotyczące niedźwiedzia. Można więc po tym wnioskować, iż nasi przodkowie również posiadali swoje zaklęcia, używane do zbierania ziół.
Oprócz tego stosowano technikę zaklinania. Szeptuchy i znachorki nie traktowały choroby jako defektu organizmu, lecz jako obcy byt (demona lub zjawę), który opanował ciało. Regułki słowne kierowano prosto do siły nieczystej, rozkazując jej opuszczenie żywiciela. Setki lat później ta pogańska, surowa praktyka stała się solą w oku chrześcijańskich moralizatorów.
Autorzy renesansowych zielników, tacy jak Szymon Syreniusz, zaciekle potępiali te obrzędy, nazywając ludowe zaklęcia „wypowiadaniem nikczemnych słów”.
Po co tak ryzykować i przestrzegać dziesiątek zakazów? Zebrane w ten sposób zioła stawały się uniwersalnym narzędziem, które łączyło medycynę z twardą magią. Wykorzystywano je w trzech głównych obszarach:
Ochrona przed złem – zioła pełniły funkcje apotropaiczne. Zawieszane w oknach i progach miały fizycznie blokować dostęp do domostw i obór zmorom, boginkom i demonom. Chroniły także przed złymi urokami, nawet tymi rzucanymi omyłkowo.
Magia miłosna – użycie lubczyku czy rozmarynu rzadko miało w sobie coś z romantyzmu. Było to brutalne ingerowanie w wolę drugiego człowieka. Zioła służyły do wzbudzania agresywnego pożądania, leczenia bezpłodności, a nawet prób determinowania płci przyszłego potomka poprzez odpowiednią dietę.
Mutacje i cechy nadludzkie – wierzono, że wyciągi z konkretnych roślin, poddane odpowiednim rytuałom, potrafią zmienić parametry ludzkiego ciała. Miały uodparniać skórę na działanie ognia i rozżarzonego żelaza, dawać siłę do walki z mitycznymi bestiami, a nawet magicznie modyfikować osobowość, wyciszając agresję lub wymuszając skromność.
Dla dociekliwych (źródła):