Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
KUP TERAZ
Wielu autorów popełnia ten sam grzech: traktują złoczyńcę jak przeszkodę do ominięcia, a nie jak pełnoprawnego bohatera. Jeśli Twój antagonista jest „zły, bo tak”, „bo chce władzy” albo „bo lubi patrzeć, jak świat płonie”, to stworzyłeś kartonową wycinankę, a nie postać. Prawdziwe napięcie rodzi się wtedy, gdy czytelnik, patrząc na czyny złoczyńcy, czuje niepokojący dreszcz, bo w głębi duszy rozumie jego argumenty.
Dobry antagonista to nie tylko ktoś, kto rzuca kłody pod nogi protagoniście. To postać, która nadaje tempo i niekiedy sens całej opowieści. Bez Jokera, Batman jest tylko bogaczem w przebraniu; bez Dartha Vadera, Luke Skywalker nie ma czego przezwyciężać.
Wykucie ikonicznego złoczyńcy wymaga zrozumienia, że zło rzadko kiedy rodzi się z chęci bycia złym – ono zazwyczaj rodzi się z desperacji, błędnie pojętej sprawiedliwości lub traumy.
Złoczyńca, który rano wstaje i myśli: „Dziś zrobię coś potwornego”, nie istnieje w rzeczywistości. Prawdziwy antagonista wstaje i myśli: „Dziś zrobię to, co konieczne, by uratować ten świat”. Ta zmiana perspektywy jest kluczowa. Najlepsi złoczyńcy w historii kina i literatury to tacy, którzy uważają się za jedynych sprawiedliwych w świecie pełnym hipokryzji.
Doskonałym przykładem jest Amon z pierwszego sezonu „Legendy Korry”. Jego walka nie wzięła się z próżni. On dostrzegł realną niesprawiedliwość – świat, w którym ludzie władający żywiołami (magowie) dominują nad zwykłymi obywatelami. Amon był głosem uciśnionych. Jego tragedia polegała na tym, że aby wyrównać szanse, postanowił brutalnie odebrać ludziom ich tożsamość. To właśnie czyni go genialnym: Amon miał rację co do problemu, ale jego rozwiązanie było nieludzkie.
Warto przy tym zaznaczyć, że antagonista wcale nie musi mieć wielkiego celu. Może to być również zemsta, chęć zdobycia władzy celem wynagrodzenia dawnych krzywd, czy ochrona rodzimej wioski. Amon ponownie może być dobrym przykładem. On przejął motywację swego ojca, żeby pokonać awatara.
Kiedy złoczyńca operuje logiką, której nie da się łatwo obalić, staje się przerażający. Jeśli jego cel jest szlachetny, a jedynie środki są potworne, czytelnik wpada w pułapkę moralnego dysonansu. To jest moment, w którym antagonista przestaje być tylko wrogiem, a staje się wyzwaniem dla światopoglądu bohatera.
Thanos (MCU) – jego plan wymazania połowy życia we wszechświecie nie wynikał z nienawiści. To był radykalny utylitaryzm. Thanos widział światy ginące z przeludnienia i głodu. W swojej głowie był jedynym, który miał odwagę podjąć „najtrudniejszą decyzję”, by reszta mogła przetrwać.
Magneto (X-Men) – jako ocalały z Holokaustu, nie wierzy w pokojową koegzystencję ludzi i mutantów. Jego działania to nie agresja, lecz prewencyjna obrona własnego gatunku przed powtórką historii.
Jeśli Twój złoczyńca dąży do celu, który sam w sobie jest zrozumiały (bezpieczeństwo, pokój, sprawiedliwość), walka z nim przestaje być prostym starciem „dobra ze złem”, a staje się tragedią dwóch ścierających się racji. Czyż nie jest to o wiele bardziej intrygujące?
Najlepsze starcia to te, które są osobiste. Antagonista powinien być „lustrzanym odbiciem” protagonisty – mieć podobne cechy, wrodzone zdolności, a przy tym wychowanie bądź pochodzenie. Jednocześnie mimo podobieństw dążą do innych celów i wyciągają z tych samych zdarzeń zupełnie inne wioski.
Po angielsku takie postacie nazywa się „foil” – postać, która poprzez kontrast uwypukla cechy głównego bohatera.
Świetnym przykładem są tutaj Paul Atreides i Feyd-Rautha z Diuny Herberta. Oboje mają podobne pochodzenie (wysokie rody szlacheckie), są wynikiem eugenicznego planu Bene Gesserit, są dziedzicami swoich rodów, a także mają podobne umiejętności walki. Jednocześnie jednak Paul tak długo, jak może odwleka wizję nieuniknionej wojny i próbuje zrobić wszystko, żeby nie doszło do dżihadu. Feyd-Rautha z kolei nie waha się przed niczym, aby osiągnąć swój cel.
Antagonista-lustro to taka postać, która reprezentuje „mroczną” ścieżkę, którą bohater sam mógłby kroczyć. I byłoby to uzasadnione.
Nic tak nie zabija powagi opowieści jak niekompetentny złoczyńca. Jeśli Twój antagonista popełnia głupie błędy, daje się łatwo oszukać albo wygłasza długie monologi, gdy powinien pociągnąć za spust, czytelnik przestaje się bać. Aby zwycięstwo bohatera miało znaczenie, przeciwnik musi być groźny, inteligentny i skuteczny.
Skuteczny złoczyńca to ten, który:
Działa proaktywnie – to on narzuca tempo, a bohater musi reagować.
Ma plan awaryjny – nie daje się zaskoczyć pierwszej lepszej sztuczce.
Wygrywa (przynajmniej na początku) – czytelnik musi uwierzyć, że bohater naprawdę może przegrać.
Jeśli Twój antagonista budzi szacunek swoją kompetencją, każda rana, którą zada bohaterowi, będzie bolała bardziej. Zwycięstwo nad potężnym, logicznym umysłem smakuje lepiej niż pokonanie szaleńca, który sam doprowadził się do upadku.
Największym błędem jest odbieranie złoczyńcy ludzkich odruchów. Nawet najmroczniejsza postać potrzebuje punktu pęknięcia – czegoś, co kocha, czego się boi lub co sprawia, że przez ułamek sekundy wahamy się w naszej ocenie. Złoczyńca bez słabości to maszyna, a maszyny rzadko bywają fascynujące w literaturze.
Unikaj „zła absolutnego” bez wyjaśnienia. Jeśli Twój czarny charakter niszczy wioski, niech robi to z konkretnego powodu, a nie dlatego, że cieszy go widok dymu. Pamiętaj, że ekspozycja jego motywacji nie powinna odbywać się poprzez monolog do związanej ofiary. Niech czytelnik odkrywa powody złoczyńcy poprzez jego czyny, przez strzępki historii i przez ból, który ten po sobie zostawia.
Dobry złoczyńca to taki, który po zakończeniu lektury sprawia, że czytelnik zadaje sobie pytanie: „A co ja bym zrobił na jego miejscu?”.
Pamiętaj jednocześnie, żeby Twój złoczyńca mimo wszystko... pozostał złoczyńcą. Wyposaż go w odpowiednią motywację, sposób działania oraz wszelkie przymioty, które sprawią, że będzie godnym wyzwaniem dla protagonisty. Nie zapomnij jednak pokazać wyraźnie, jak bardzo cele antagonisty stoją w sprzeczności z celami bohatera głównego, oraz dlaczego są one niemoralne.
Wspomniałem o tym, aby unikać zła absolutnego. Jest jednak parę dzieł, gdzie tacy antagoniści funkcjonują. Czołowym tego przykładem jest oczywiście Władca Pierścieni.
Tutaj jednak sprawa jest bardziej skomplikowana. Uniwersum Tolkiena nie rządzi się takimi prawami jak większość książek. Nie jest to bezpośrednia alegoria Biblii, lecz sam autor pisał, że to dzieło „fundamentalnie religijne i katolickie”.
W takim wypadku zasady gry się nieco zmieniają. Jeśli masz zamiar napisać książkę, będącą alegorią świętych opowieści, wówczas istnienie absolutnego zła oraz absolutnego dobra jest jak najbardziej wskazane.
Jak więc napisać takiego antagonistę? To temat na inny poradnik...