KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
W dawnej słowiańszczyźnie pszczoła nie była tylko częścią inwentarza. Była istotą graniczną, mediatorką zawieszoną między niebem a ziemią, przynależącą do strefy sacrum i profanum jednocześnie. Powszechnie nazywano je „bożymi robakami” lub „świętymi pracownicami”. Wierzono, że to małe stworzenie ma wiedzę niedostępną ludziom i potrafi wyczuć moralną zgniliznę tam, gdzie ludzkie oko widzi tylko pozory.
Słowiańska rodzima wiara splatała pochodzenie pszczół z najwyższymi siłami wszechświata. W mitach kosmogonicznych to sam Perun powołał je do życia, by pomogły mu w tworzeniu świata i sprawiły, że ziemia zaczęła rodzić kwiaty. W pieśniach obrzędowych pszczoły często zamieszkują pnie Kosmicznego Drzewa, krążąc między koroną (niebem) a korzeniami (podziemiem).
Wraz z nadejściem nowej wiary, dawne mity uległy chrystianizacji:
Pochodzenie z rany – wierzono, że pszczoły zrodziły się z ran Chrystusa lub apostołów (stąd przysłowie: „pszczoła pochodzi z Bożego czoła”).
Walka z diabłem – jedna z legend mówi, że pszczoła była wysłanniczką Boga do piekła. Diabeł, złapawszy ją na podsłuchiwaniu, ścisnął ją w pasie (stąd jej charakterystyczna budowa) i przeklął, aby jadła własne odchody. Jednak Bóg odwrócił tę klątwę, sprawiając, że pszczoły zaczęły produkować miód, będący pokarmem niebian.
Obecnie trudno jednoznacznie ustalić, które podania wywodzą się z mitologii Słowian i zostały zaadaptowane przez chrześcijaństwo, a które przyszły do nas z innych kręgów kulturowych. Niemniej jednak pszczoły od dawna otaczano szczególną czcią na terenie słowiańszczyzny.
Wyjątkowość pszczoły najlepiej oddaje język. To jedyna istota poza człowiekiem, o której w tradycji ludowej mówiło się, że „umiera”, a nie „zdycha”. To zrównanie z ludzkim losem nie było przypadkowe.
Słowianie wierzyli, że dusza ludzka podczas transu lub głębokiego snu może przybrać postać pszczoły i opuścić ciało. Owady te pełniły też rolę psychopompów, czyli przewodników, którzy przeprowadzali dusze zmarłych w zaświaty. Pod tym względem pełniły zatem funkcję podobną do Welesa.
Być może zatem w dawnej mitologii słowiańskiej Pan Podziemi był powiązany z pszczołami? Byłoby to całkiem ciekawe powiązanie, jako że Weles odpowiadał za dobrobyt jako bóg bydlęcy. A jeśli pszczołom dobrze się wiodło, to był znak, że całemu gospodarstwu będzie się wieść dobrze.
Pszczoły uznawano za strażniczki czystości. W ich obecności nie wolno było przeklinać, krzyczeć ani kłamać. Istniało także surowe tabu dotyczące tego, co można robić z pszczołami.
Zabicie pszczoły – traktowano niemal na równi z zabiciem człowieka i uważano za ciężki grzech.
Kradzież miodu / zniszczenie ula – traktowano jako świętokradztwo. W dawnym prawodawstwie bartnym karano niezwykle surowo, włącznie z karą śmierci czy wywlekaniem jelit.
Złe sumienie gospodarza – u ludzi złych i amoralnych pasieka nigdy się nie darzyła. Jeśli więc pszczoły wymierały u kogoś bez powodu, uznawano, iż dany bartnik ma coś na sumieniu.
Przysięgi – dawniej składano przysięgi na pszczoły, a ich złamanie groziło wymarciem całych rojów.
Tym samym bycie bartnikiem wiązało się nie tylko z opieką nad pszczołami, ale także byciem dobrym człowiekiem. Inaczej pszczoły szybko wyczuwały, że ich gospodarz nie jest godny zaufania.
Pszczoły traktowano niemal jak pełnoprawnych członków rodziny, o czym świadczył obowiązek informowania ich o wszystkich kluczowych wydarzeniach: narodzinach, ślubach i pogrzebach.
Najważniejszy był rytuał zawiadamiania o śmierci. Gdy pszczelarz umierał, należało zapukać do uli i obwieścić owadom odejście właściciela, jednocześnie wskazując nowego pana. Wierzono, że bez tego aktu pszczoły umrą z żalu lub po prostu odlecą w ślad za duszą zmarłego.
Równie ważne były obrzędy świąteczne:
Wigilia – pszczelarze po Pasterce chuchali w wylotki uli, pozdrawiając je radosnym: „Chrystus nam się narodził”. Na czas Pasterki ule były także obwiązywane poświęconą nicią.
Dary – do uli wkładano fragmenty opłatka, wigilijnej kutii lub okruchy ze świecy, by zapewnić dobrobyt całemu rojowi.

Mimo boskiego charakteru pszczół pszczelarstwo miało też swoją mroczną, demoniczną stronę. Aby pasieka była potężna, niektórzy gospodarze uciekali się do pomocy istot nie z tego świata.
Rojnica – demoniczny wąż (żmija) gnieżdżący się pod ulem. Jeśli gospodarz karmił ją mlekiem i bułką, pasieka rosła w niesamowitym tempie.
Diabeł Pasiecznik – domowy demon ubrany na czarno, skaczący po dachach uli. Chronił pasiekę przed złodziejami, ale w zamian żądał ofiar – zazwyczaj regularnie znoszonej na strych niesolonej kaszy jaglanej. Mawiano wręcz: „Każdy pszczelarz ma swojego diabła”.
Pszczelarz musiał stale dbać o czystość rytualną. Nie wolno mu było dotykać zwłok ani ściągać skóry ze zwierząt. Zetknięcie profanum śmierci z pszczelim sacrum oznaczało natychmiastową zgubę dla pasieki.
Dla dociekliwych (źródła):