KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Wyobraź sobie świat pozbawiony piekła, w którym siły niebiańskie i mroczne potęgi podziemi nie toczą ze sobą nieustannej moralnej wojny o duszę człowieka. Tak właśnie wyglądała przedchrześcijańska słowiańszczyzna. Nasi przodkowie nie znali koncepcji Absolutnego Zła ani kosmicznego dualizmu na wzór religii perskich czy chrześcijańskich.
Słynna para „Białobóg i Czarnobóg” z rzekomej mitologii Słowian to w istocie wytwór średniowiecznej interpretatio Christiana, pomyłek kronikarskich i romantycznych mistyfikacji. Jak to się stało, że uwierzyliśmy w słowiańskiego diabła?
Cała koncepcja słowiańskiego dualizmu opiera się niemal wyłącznie na jednym, historycznym źródle: pochodzącej z XII wieku Kronice Słowian (Chronica Slavorum) saskiego księdza Helmolda z Bozowa.
Opisując ludy połabskie (Wagrów i Obodrytów), Helmold odnotował nietypowy rytuał. Zauważył on, że podczas biesiad Słowianie obnoszą czaszę w kręgu, wypowiadając nad nią słowa brzmiące jak przekleństwo, odwołując się do bogów dobra i zła. Wierząc, że ich los leży w rękach dobrych i złych bóstw, mieli określać tego złego mianem Diabol lub Zcerneboch (Czarnobóg).
Co jednak umyka w całości tej opowieści?
Brak Białoboga – w oryginalnym tekście Helmolda w ogóle nie występuje imię Białobóg. Zostało ono wymyślone wieki później przez niemieckich antykwariuszy, którzy uznali, że skoro jest „czarny bóg”, musi być i „biały”.
Wpływ misjonarzy – samo określenie „Diabol” użyte przez Helmolda zdradza łacińskie korzenie (diabolus). To chrześcijańscy misjonarze, malujący diabła w czarnych barwach, zasiali w Słowianach tę nową, czarną ikonografię.
Słowiańska trapeza – Helmold błędnie zinterpretował zwykłą „trapezę”, czyli obrzęd picia toastu (zdrawicy), mający na celu obłaskawienie ślepego losu, a nie ofiarowanie duszy złemu bóstwu.
Nie oznacza to, że dzieło Helmolda jest bezwartościowe. Wprost przeciwnie. Kronika Słowian jest ważnym źródłem, które zawiera wiele ciekawych obserwacji.
Najwybitniejsi znawcy mitologii Słowian, jak Aleksander Brückner, Aleksander Gieysztor czy Henryk Łowmiański, jednoznacznie odrzucili tezę o dualizmie mitologii Słowian.
Pojęcie dwóch przeciwstawnych, walczących potęg było całkowicie obce przedchrześcijańskiej Słowiańszczyźnie. Białobóg po prostu nie istniał. Średniowieczni duchowni cierpieli na syndrom interpretatio Christiana. Z racji swojego wykształcenia próbowali wtłoczyć każdy pogański rytuał w sztywne, czarno-białe ramy walki Boga z Szatanem.
W pierwotnej mitologii Słowian przeciwstawne siły miały zupełnie inny wymiar niż prosta walka Dobro – Zło.
Zamiast moralnej walki dobra i zła, słowiański światopogląd opierał się na nieustannej harmonizacji Porządku (Kosmosu) z Chaosem. Była to wielka siatka przeciwstawnych sił, które się uzupełniały:
Niebo – Ziemia/Podziemia.
Ogień – Woda.
Swojski – Obcy.
Góra – Dół.
W tym systemie żaden biegun nie był moralnie "zły" ani "dobry". Oba były po prostu konieczne do istnienia świata.
Klasycznym przykładem jest relacja między gromowładnym Perunem (Niebo) a bogiem magii i podziemi, Welesem. Choć reprezentowali odrębne, sprzeczne żywioły i walczyli ze sobą, nie byli swoimi wrogami w sensie religijnym. Weles, stróż nawi (świata zmarłych) i przysiąg, nie był odpowiednikiem Szatana. Dopiero nowa wiara ogołociła go z dawnej boskości, spychając do roli pospolitego diabła.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o prawdziwych słowiańskich suwerenach, przeczytasz o nich tutaj:
Perun Gromowładny. Dlaczego słowiański bóg o wielu obliczach musiał stworzyć świat z diabłem?
Pasterz dusz na zielonych łąkach. Dlaczego słowiańskiego Welesa zamieniono w diabła?
Jeśli koncepcja Dobra i Zła nie ma słowiańskich korzeni, dlaczego tak często pojawia się w rosyjskich i południowosłowiańskich baśniach? Współczesne religioznawstwo wyjaśnia tę zagadkę, wskazując na tak zwany Mit wyłowienia ziemi, gdzie Bóg płynie w łodzi, a Diabeł nurkuje w praoceanie, aby wydobyć piasek na ulepienie świata.
Pochodzenie Euroazjatyckie – mit ten wywodzi się z wierzeń ugrofińskich i ałtajskich, przenikając na ziemie słowiańskie we wczesnym średniowieczu.
Wpływ Bogomilców – W ludowych podaniach utrwalił się dzięki wpływom gnostyckiej sekty bogomilców, propagującej kult Boga i Satanaela.
Słowiański Henoteizm – jak wskazał bizantyjski historyk z VI wieku, Prokopiusz z Cezarei, Słowianie wierzyli w jednego głównego stwórcę gromu, czyli Peruna, nie znając koncepcji kosmicznego Zła czy potężnego Diabła.
W ocenie Aleksandra Gieysztora Bogiem w łodzi był po prostu Perun, a Diabłem Weles. Dopiero wiara chrześcijańska przekształciła nasze rodzime wierzenia.
Dla dociekliwych (źródła):