​​​​​​​

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.

KUP TERAZ

Legendy Polskie

Magiczny próg starej słowiańskiej chaty emanujący złotym blaskiem, z małym duchem opiekuńczym (kłobukiem) siedzącym na stopniu.
22 lutego 2026

Krew i łzy pod progiem chaty. Demon, który nie mógł odejść w zaświaty

Kiedy myślimy dzisiaj o Porońcu, wielu z nas ma przed oczami makabryczny, krwawy płód z Wiedźmina 3, z którym musiał zmierzyć się Krwawy Baron. Twórcy ze studia CD Projekt RED odwalili kawał świetnej roboty, przenosząc ten mit na ekrany, ale prawda o tym demonie jest nieco bardziej rozbudowana.

Poroniec to nie tylko potwór. To uosobienie ogromnej, ludzkiej tragedii, poczucia winy i desperackiej próby odzyskania spokoju przez naszych przodków.

Kim więc naprawdę była ta istota i dlaczego Słowianie grzebali zmarłe dzieci pod własnym progiem?

Zamknięte bramy Nawii – dlaczego dziecko stawało się demonem?

W późniejszych, ludowych podaniach, ukształtowanych już przez Kościół, wierzono, że Poroniec powstaje z duszy dziecka, które zmarło przed przyjęciem chrztu (najczęściej na skutek poronienia, celowego spędzenia płodu lub cichego dzieciobójstwa). Jednak demon ten istniał na naszych ziemiach na długo przed tym, zanim ktokolwiek usłyszał o chrzcie wodą święconą.

W czasach przedchrześcijańskich problem polegał na braku tożsamości. Aby dusza mogła po śmierci trafić do Nawii (słowiańskich zaświatów, którymi władał Weles), człowiek musiał być pełnoprawnym członkiem rodu. Nowo narodzone dziecko zyskiwało ten status dopiero podczas obrzędów nadania imienia i włączenia do wspólnoty (czego echem były późniejsze postrzyżyny).

Dziecko zmarłe przedwcześnie nie miało imienia, nie miało statusu i nie należało do rodu. Bramy Nawii były dla niego zamknięte na głucho. Taka uwięziona w zawieszeniu dusza musiała pokutować na ziemi. Był to demon, który powstawał z człowieka, w przeciwieństwie do istot takich jak Leszy.

Płacz w zaroślach i czarne koguty – jak objawiał się Poroniec?

Historyczny Poroniec rzadko kiedy był krwiożerczą bestią, która rzucała się ludziom do gardeł. Nie wyrządzał bezpośredniej, fizycznej krzywdy (jak robił to Bies), lecz atakował psychikę, zakłócając spokój i wzbudzając potężne wyrzuty sumienia. Pojawiał się najczęściej w miejscach potajemnego pochówku: w ciemnych zaroślach, lasach czy nad brzegami rzek.

Według ludowych podań obecność tego demona objawiała się w kilku konkretnych formach:

  • Płacz niemowlęcia w mroku – to była najczęstsza i najbardziej dręcząca manifestacja. Nocami zza okien lub z głębi lasu dobiegał szloch dziecka, który doprowadzał winnych do obłędu.

  • Zwierzęca metamorfoza – na Warmii i Mazurach wierzono, że istota ta potrafi ukazywać się pod postacią zmokłej, czarnej kury, czarnego koguta, a czasem nawet leśnego puszczyka.

  • Błędne ogniki na bagnach – błąkające się, niechciane dusze często przybierały formę zwodniczych świateł na mokradłach, które myliły drogę wędrowcom.

  • Mroczne sny i klęski żywiołowe – demon mógł nawiedzać matkę w koszmarach pod postacią dziecka o smoliście czarnym ciele. W niektórych regionach wierzono również, że ukryta zbrodnia dzieciobójstwa sprowadza na wieś ulewne deszcze, które nie ustaną, dopóki woda nie wymyje ukrytych w ziemi zwłok.

Magia progu, czyli jak z demona zrobić stróża domu

Nasi przodkowie, rzecz jasna, znali sposób na ten mroczny problem pragmatycznego rozwiązania. Zamiast walczyć z demonem, postanowili go oswoić. I to właśnie ten wątek został tak wspaniale wykorzystany we wspomnianym Wiedźminie.

Aby uwolnić duszę Porońca, należało nadać mu tożsamość, której zabrakło za życia. W czasach chrześcijańskich robiono to, kropiąc miejsce płaczu wodą święconą i nadając symboliczne, warunkowe imię, np. wykrzykując: „Jeśliś synek to Józek, a jeżeś dziewczynka to Anna!”.

Dawniej rytuał ten był znacznie bardziej fizyczny i intymny. Ciało martwego noworodka chowano dokładnie pod progiem własnej chaty. Próg był w wierzeniach Słowian miejscem granicznym, magiczną barierą oddzielającą bezpieczny dom od niebezpiecznego świata zewnętrznego. Pogrzebane tam i nazwane imieniem dziecko zostawało włączone do rodziny.

Przestawało być błąkającym się Porońcem. Zamiast tego transformowało w domowego ducha opiekuńczego. Na Warmii i Mazurach nazywano go Kłobukiem. W niektórych regionach znany był jako Uboże. Taki „oswojony” duszek dbał o dostatek gospodarza, chronił dobytek, a czasem bywał psotny, kradnąc ziarno lub drobiazgi od sąsiadów, by przynieść je swojemu domostwu.

Zamglone słowiańskie mokradła nocą z pojedynczym, bladoniebieskim błędnym ognikiem unoszącym się nad wodą, symbolizującym zagubioną duszę porońca.

Poroniec jako oswojenie traumy

Mit o Porońcu to doskonały przykład na to, jak mitologia Słowian włączała śmierć w codzienne życie. Była to opowieść, która pomagała radzić sobie z traumą poronienia i stratą, pozwalając rodzicom wierzyć, że ich utracone dziecko wciąż z nimi jest, strzegąc domowego ogniska.

Oczywiście nie chcę mówić, że była to forma terapii, ale w pewnym sensie taki rytuał spełniał podobne funkcje w dawnych latach. Dawał nadzieję, iż dusza dziecka nie jest stracona, a wręcz przeciwnie: jest cały czas częścią rodu, nawet jeśli nie dożyło ceremonii nadania imienia.