KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
Zapomnij o różowych, pachnących truskawkami eliksirach miłosnych z hollywoodzkich filmów. Kiedy na dawnej, słowiańskiej wsi dziewczyna (lub chłopak) zakochiwała się bez wzajemności, nie było czasu na subtelne zaloty. Sięgano po gusła: magię miłosną, która była fascynująca, praktyczna, a niekiedy...
...cóż, z mojej perspektywy nieco obrzydliwa!
Dla naszych przodków uczucia nie były czymś abstrakcyjnym i wyłącznie mentalnym. Emocje były siłą, którą można było fizycznie spętać, wymusić lub ukraść za pomocą odpowiednich ziół, zwierzęcych kości i ludzkich wydzielin. Czy było to moralne?
A to już inna sprawa...
Zioła stanowiły fundament ludowych zabiegów miłosnych, ale ich siła nie tkwiła tylko w soku czy zapachu. Magia wymagała odpowiedniego, często ekstremalnego rytuału zbierania. To właśnie połączenie rytuałów z danymi ziołami sprawiało, że zaklęcie miało szansę zadziałać.
Nasi słowiańscy przodkowie stosowali m.in.:
Nasięźrzał (nago o północy) – ten niepozorny liść uważano za najpotężniejszy afrodyzjak. Aby zadziałał, dziewuszka musiała iść po niego o północy, wchodząc na polanę tyłem i całkowicie nago. Rwąc ziele, wypowiadała zaklęcie z prośbą, by „chłopcy za nią gonili”.
Lubczyk i „szósta dłoń” – najpopularniejsze słowiańskie ziele miłości. By napój z lubczyku i dziewanny zyskał moc, roślinę należało zerwać o północy, podczas pełni księżyca. Co więcej, rwało się go specjalnym chwytem zwanym „szóstą dłonią” (obejmując całą dłonią wszystkimi pięcioma palcami).
Wigilijna leszczyna i dzika róża – wierzono, że kto zdobędzie kwiaty leszczyny, rzekomo zakwitającej tylko w magiczną, wigilijną noc, zyska władzę nad sercem każdego człowieka.
Dzika róża – miała podwójne zastosowanie. Według ludowej wiary Słowian kąpiel w wodzie różanej miała budzić pożądanie. Z kolei noszenie owoców dzikiej róży na szyi działało jak feromony przyciągające pożądanie.
Nie tylko rośliny miały potężną moc magiczną. Magia opierała się także na zasadzie: część zastępuje całość. Co to oznaczało w praktyce?
Manipulacja rzeczą należącą do danej osoby pozwalała na nią wpływać. Tego typu zaklęcia słowiańskie mogły być zarówno niewinnymi psotami, jak i niepokojącymi rytuałami.
Popiół spod pachy – zamiast uśmiechać się do wybranka podczas zabawy na festiwalu, dziewczyna wolała podać mu herbatę zaprawioną… popiołem ze spalonych włosów z własnej pachy. Wierzono, że fizyczna cząstka nadawcy dosłownie wymusi miłość w ciele ofiary.
Kradzież włosów i kurzu – zakochanym zależało na kradzieży pasma włosów wybranka (koniecznie bez jego wiedzy!). Zaszywano je następnie w błękitnym woreczku, który noszono przy lewej ręce. Inna metoda polegała na oblepianiu włosów wybranka z woskiem. Wrzucano je następnie do ognia, aby jego serce „topniało” tak jak woskowa kulka.
Namiętna czerwień – ciekawe praktyki znane są również z terenów dzisiejszej Ukrainy. Ukraińskie panny posuwały się do wyrywania czerwonych nitek z ubrania chłopców lub zeskrobywania kurzu z ich butów. Spalenie tych zdobyczy z odpowiednim zaklęciem miało wywołać u ofiary potężną tęsknotę.
Sznur wisielca – kiedy wszystko inne zawiodło, sięgano po ostateczność. Zdobycie nitki ze sznura, na którym ktoś się powiesił, i wrzucenie jej do napoju ofiary uważano za najmroczniejszy, ale gwarantowany sposób na wieczne, nierozerwalne związanie ze sobą dwójki ludzi.
Jak widzisz, niektóre metody były nieco ekstremalne, ale czego nie robi się dla miłości, prawda?
Zwierzęta w słowiańskiej magii miłosnej rzadko kończyły dobrze. Ich cierpienie lub specyficzne narządy miały pełnić funkcję potężnych, magicznych przekaźników.
Jedną z bardziej skomplikowanych praktyk było wykorzystywanie kości nietoperza. Złapane zwierzę żywcem zakopywano w mrowisku. Kiedy mrówki objadły go do kości, szukano w szkielecie dwóch specyficznych elementów. Kostki w kształcie widełek (haczyka) używano do „zaczepiania” miłości. Należało ją ukradkiem wszyć w ubranie wybranka. Z kolei kostka w kształcie grabek służyła do odpychania i „odgrabiania” niechcianych zalotników.
Istniały także rytuały związane z żabami. Przebicie igłą parzących się żab nadawało tej igle magiczną moc. Jeśli taką igłą zszyto ubranie chłopca z suknią dziewczyny, miało to wywołać między nimi nieodwracalną miłość.
Wykorzystywano również serca jaskółek lub głowy jastrzębi jako rekwizyty mające zjednać uczucia wybranej osoby.

Słowiańska magia nie działała w próżni. Była niemalże jak nauka, uzależniona od kalendarza i faz księżyca.
Większość rytuałów odprawiano podczas pełni lub gdy księżyca przybywało, co symbolizowało wzrost uczucia. Wierzono też w specyficzną numerologię. W lutym na przykład idealnymi dniami na rzucanie uroków były 7, 8 i 18, ale należało unikać dnia 5. i 9.
Do tego dochodziła potężna moc słowa. Zamowy i spiski (szepty) uderzały w brutalne, obrazowe porównania. Dziewczyna nie prosiła o miłość wierszem; zaklinała chłopaka formułą przypominającą klątwę:
„Jak zając nie może żyć bez serca i wątroby, tak ty nie będziesz mógł żyć beze mnie”.
W niektórych rytuałach pomagały również szeptuchy. Ich rola była różna: od prostych uroków, mających zwiększyć atrakcyjność młodej panny, po potężne zaklęcia.
Kto wie? Może Twoi przodkowie również zostali niegdyś omotani zaklęciem miłosny?
Dla dociekliwych (źródła):