KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Zaczyna się niewinnie: dziecięce głosy, trzymanie za ręce i radosny bieg pod uniesionymi ramionami rówieśników. Słowiański folklor ma jednak to do siebie, że pod warstwą dziecięcej naiwności lubi ukrywać surową, przedchrześcijańską grozę.
Znana i popularna po dziś dzień wyliczanka „Jawor, jawor, jaworowi ludzie” to nie jest zwykła zabawa ruchowa. To fascynujący, mityczny relikt, który w swoich słowach i gestach przechowuje echa dawnych rytuałów przejścia, spraw ostatecznych i wędrówki dusz w zaświaty.
Zabawa o „jaworowych ludziach” to fenomen na skalę światową. Choć nam kojarzy się z polską wsią, w całej Europie doliczono się około 150 jej wariantów (najstarsze zapiski pochodzą z Włoch z 1328 roku), a podobne motywy badacze odnaleźli nawet w Afryce Wschodniej czy Nowej Gwinei. W polskiej kulturze gra obrosła dziesiątkami lokalnych wersji, od Śląska po Wołyń.
Doskonałym przykładem tego, jak ten rytuał wygląda w praktyce, jest tradycja Górali Babiogórskich z Zawoi. Dwójka dzieci tworzy z uniesionych rąk otwartą bramę, pod którą przebiega reszta uczestników. Wszyscy śpiewają charakterystyczne słowa:
„Jawor, jawor, jaworowi ludzie, co wy tu robicie? Budujomy mosty dla pona starosty. Tysioc koni przepuscomy, A jednego łostawiomy!”
Na ostatnie słowo ludzka brama gwałtownie opada, zatrzaskując w pułapce jednego z uczestników. Następuje krótki, rytualny dialog („Co tam wisi? – Kłobek nici”), po czym schwytane dziecko zostaje przydzielone do jednej z dwóch drużyn: „aniołków” lub „diabełków”.
Całość kończy się próbą sił w przeciąganiu liny.
Jaworowa Góra oraz samo drzewo jaworowe mają bogate znaczenie symboliczne. W słowiańskim micie legendarna Jaworowa Góra oraz rosnący na niej jawor pełniły funkcję Axis Mundi, czyli Osi Świata. Było to sakralne centrum kosmosu, miejsce styku między sferą materialną a niewidzialną, gdzie przebywały widma oraz dusze zmarłych kobiet.
Podobną funkcję według różnych wierzeń pełniły także dąb oraz góra sama w sobie. Pisałem o tym więcej w poniższych opracowaniach:
Święty Dąb w mitologii Słowian. Co symbolizowało drzewo Peruna?
Oczy zasłonięte złotem i płonące wały. Tajemnice świętych gór Słowian
Sam jawor był dla Słowian drzewem granicznym. Ponieważ jego kora z wiekiem zmienia kolor i fakturę, przypominając zrzucanie skóry, stał się symbolem głębokiej transformacji.
Towarzyszył człowiekowi w najważniejszych momentach:
Narodziny – z jego miękkiego drewna strugano pierwsze kołyski dla niemowląt.
Miłość – pod jego rozłożystą koroną zakochani składali sobie święte, nienaruszalne przysięgi.
Śmierć – to z jaworowych desek zbijano trumny, wierząc, że w pniach tych drzew uwięzione są dusze nagle i tragicznie zmarłych dziewcząt.

W wyobraźni naszych przodków tytułowi „jaworowi ludzie” nie byli żywymi sąsiadami zza miedzy. To istoty z pogranicza światów: dusze zawieszone w próżni, które opuściły już ziemię, ale nie dotarły jeszcze do ostatecznego celu, lub mroczni strażnicy pilnujący wrót zaświatów.
Samo zachowanie uczestników zabawy odnosiło się do symboliczego przedstawienia śmierci.
Podział na drużyny „aniołów i diabłów” (w wersji słowiańskiej: sił jasnych i ciemnych) oraz finałowe przeciąganie liny to nic innego jak obrazowa walka o duszę złapanego nieszczęśnika.
Zabawa w jaworowych ludzi jest przykładem mechanizmu, który folkloryści nazywają „długim trwaniem” (longue durée).
Kiedy dawne, plemienne mity, wierzenia totemiczne i śmiertelnie poważne rytuały inicjacyjne zaczęły zamierać w świecie dorosłych (głównie pod naciskiem nowej wiary), nie zniknęły całkowicie. Znalazły bezpieczne schronienie w uniwersum dziecięcych zabobonów. Dawny strach przed zaświatami, konieczność złożenia ofiary i mrok pogańskiego pogrzebu uległy uroczej transformacji.
Przetrwały do XXI wieku jako radosna piosenka, podwórkowa wyliczanka i ekscytująca ucieczka przed opadającymi ramionami kolegów z klasy.
Dla dociekliwych (źródła):