KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Drzewa w wierzeniach ludowych miały wiele oblicz oraz znaczeń. Jednym z oczywistych tego przykładów jest dąb jako symbol Peruna Gromowładnego.
Jednak w gęstych borach i na wiejskich miedzach dawnej Słowiańszczyzny niewiele roślin budziło tak skrajne emocje, jak topola osika. Wówczas to lud nazywał ją osicą lub osiną. Jej rola w wierzeniach była niejednoznaczna i zależała od kontekstu całej sytuacji.
Z jednej strony przypisywano jej głębokie związki z siłami nieczystymi i omijano szerokim łukiem. Z drugiej uważano ją za najskuteczniejszy oręż w walce z demonami, upiorami i niszczycielskimi epidemiami.
Najbardziej charakterystyczną cechą osiki jest to, że jej liście poruszają się i szeleszczą nawet przy całkowicie bezwietrznej pogodzie. Dla ludu nie było to zjawisko naturalne, lecz dowód na ciążącą na roślinie straszliwą klątwę.
Wraz z nadejściem chrześcijaństwa to atawistyczne przekonanie ubrano w szaty krwawych, apokryficznych legend:
Drzewo samobójców – najpowszechniejsze wierzenie głosiło, że to właśnie na osice powiesił się Judasz. Od tamtej pory drzewo nieustannie drży z przerażenia i wstydu. W innej wersji osika z obrzydzeniem odrzuciła zdrajcę (przez co musiał powiesić się na jarzębinie), ale paraliżujący lęk pozostał w jej gałęziach do dziś.
Odmowa schronienia – inna ludowa legenda tłumaczyła, że osika jako jedyne drzewo w lesie odmówiła ukrycia w swoich konarach Matki Boskiej i Dzieciątka Jezus podczas ich dramatycznej ucieczki do Egiptu, za co spotkała ją wieczna kara.
Świadek ukrzyżowania – wierzono również, że liście osiki trzęsą się na pamiątkę potwornego lęku Chrystusa w Ogrójcu, bądź dlatego, że jako jedyna roślina na świecie osika nie ugięła się i nie ucichła w chwili Jego śmierci na krzyżu.
Nie oznacza to jednak, że wcześniej nie uważano osiki za specjalne, magiczne drzewo. Wprost przeciwnie: cechowała się ona niesamowitymi właściwościami.

To właśnie to „wyklęcie” osiki paradoksalnie sprawiało, że demony panicznie się jej bały. W ludowej magii apotropaicznej (ochronnej) drewno to nie miało sobie równych.
Osikowy kołek nie jest wyłącznie wymysłem popkultury i hollywoodzkich filmów o Draculi. Na dawnej wsi było to podstawowe narzędzie do walki ze zmarłymi, których podejrzewano o to, że stali się wąpierzami lub strzygami. Zanim taki zmarły zdążył wyjść z grobu, by ssać krew swoich krewnych, przebijano mu osikowym kołkiem serce, gardło, a często wręcz przybijano nim głowę zmarłego do dna trumny.
Jej moc działała także na inne byty:
Unieruchamianie wiedźm – w noc świętojańską zatykano gałązki osiki w strzechy chat, by zablokować wiedźmom dostęp do domostwa. Jeśli chłopu udało się dogonić czarta czy wiedźmę, wierzono, że osikowym kołkiem można przybić poły ich szat (lub warkocz) do ziemi, całkowicie odbierając im moc i możliwość ucieczki.
Tarcza na epidemię – gdy do wsi zbliżała się zaraza (np. cholera), na wszystkich skrajach osady błyskawicznie wznoszono krzyże ociosane z drewna osikowego. Miały one stworzyć niewidzialny, magiczny mur, przez który demon choroby nie mógł przeniknąć.
Tym samym drewno topoli nabierało niesamowitych właściwości przeciwko słowiańskim biesom. Pod tym względem przypominało żelazo, lecz było zdecydowanie tańsze i prostsze w obróbce.
Osikę wykorzystywano w magii leczniczej jako swego rodzaju „odbiornik” na ludzkie choroby. Nie leczyła sama z siebie, ale potrafiła przejąć i uwięzić w sobie dolegliwości pacjenta.
Najpopularniejszym sposobem na wyleczenie febry było wywiercenie niewielkiej dziurki w pniu żywej osiki. Chory musiał w nią chuchnąć, a znachor wpychał do środka ucięte paznokcie oraz włosy pacjenta, po czym natychmiast zabijał otwór osikowym kołkiem. Wierzono, że w ten sposób demon febry został bezpowrotnie uwięziony wewnątrz pnia.
Przenoszono w ten sposób również choroby zwierząt. Aby wyleczyć gnijącą ranę konia, przed wschodem słońca zatykano jego sierść pod korę czarnej osiki.
Istniało jednak jedno surowe tabu: pod żadnym pozorem nie wolno było kąpać niemowląt w wywarze z osikowych liści. Wierzono, że magia sympatyczna zadziała tu natychmiastowo, a dziecko do końca życia będzie cierpiało na drżenie głowy i kończyn.
Zamiast tego z powodzeniem używano osikowego popiołu do wypalania brodawek i wrzodów.
Drzewo to służyło dawnym guślarzom do niecenia specjalnego, „osikowego ognia”, na którym warzono mikstury lecznicze. Wykorzystywano je także jako narzędzie zemsty.
Na Mazowszu wierzono, że jeśli okradziony gospodarz zdoła wywiercić otwór w pniu osiki i włoży do niego jakąś drobną rzecz pozostawioną przez złodzieja, sprawcę niechybnie dopadną potworne konwulsje i będzie nim trzęsło równie mocno, co osikowymi liśćmi na wietrze.
Z powodu swojego przeklętego charakteru, topola osika ściągała na siebie nie tylko ludzki strach, ale i gniew natury. Obowiązywała absolutna i powszechna zasada: podczas gwałtownej burzy nigdy nie wolno było szukać schronienia pod osiką, gdyż wierzono, że to właśnie w to wyklęte drzewo pioruny uderzają najchętniej i najszybciej.
Dla dociekliwych (źródła):