KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Magia grudniowych dni kryje w sobie tajemnice znacznie starsze niż chrześcijaństwo. Kiedy siadamy do wigilijnego stołu, rzadko zdajemy sobie sprawę, że odtwarzamy prastare obrzędy słowiańskiej wiary.
Nowa religia, napotykając na ziemiach Słowian silnie zakorzeniony cykl zimowy, wprzęgła w swoje ramy dawną obrzędowość, łącząc świętowanie przesilenia z kultem zmarłych. Zamiast niszczyć lokalne tradycje, zaadaptowano znane ludowi daty, zachowania i symbole, nadając im po prostu nowe znaczenie.
Zimowe przesilenie uważano w mitologii Słowian za niebezpieczny czas przełomu, w którym otwierały się granice zaświatów, czyli słowiańskiej Nawi. To właśnie wtedy odprawiano zimowe Dziady.
Jak ten mroczny kult przetrwał w naszych domach?
Wolne miejsce przy stole – współczesne nakrycie zostawiane dla niezapowiedzianego wędrowca to w rzeczywistości bezpośrednia i dosłowna kontynuacja dawnego obowiązku ugoszczenia dusz przodków (dziadów) oraz opiekuńczych duchów domowych (ubożąt), które przybywały do chat, by się pożywić i ogrzać.
Jedzenie dla duchów – stary obyczaj nieuprzątania stołu po wieczerzy na całą noc oraz odlewania trunku pod stół służył bezpośredniemu nakarmieniu zmarłych.
Kutia – główna i najstarsza potrawa Wigilii, przygotowywana z pszenicy, maku i miodu, była pierwotnie świętą potrawą stypową, serwowaną ku czci zmarłych przodków i rodzanic.
Dla Słowian moment, w którym najdłuższa noc w roku ustępowała miejsca dniom, był kosmicznym triumfem. Stare, umierające słońce odchodziło, a rodził się młody bóg słoneczny. Z tego radosnego święta, nazywanego Godami lub Szczodrym Wieczorem, chrześcijaństwo przejęło kluczowe elementy:
Data 25 grudnia – została wyznaczona na pamiątkę narodzin Chrystusa (pojmowanego jako „Słońce Sprawiedliwości”) dokładnie w miejscu i czasie dawnego, słowiańskiego święta czczenia słońca.
Symbolika światła – nocą Słowianie uroczyście palili na ognisku dębowe polano (pień) zwane badnjakiem. Uderzano w nie, a sypiące się iskry miały wywróżyć obfitość zbiorów i przychówek bydła. Ten obrzędowy ogień, a także świece woskowe umieszczane w łubce żyta (tzw. bohaczu), z czasem zastąpiono blaskiem choinki i świecami świątecznymi.
Zanim w polskich domach pojawiła się choinka, honorowe miejsce w chacie zajmowało zupełnie inne zjawisko, powiązane z magią wegetacyjną i pamięcią o zmarłych.
W rogu izby (w tzw. świętym kącie lub pokuciu) stawiano pierwszy bądź ostatni snop niezmłóconego żyta lub pszenicy. Nazywano go Diduchem (od słowa did – przodek) lub bohaczem. Znane nam doskonale rozścielanie sianka pod obrusem to w relikt dawnej magii agrarnej, nierozerwalnie związanej z kultem Diducha.
Snop ten uosabiał duszę założyciela rodu. Jednocześnie miał zapewniać opiekę Welesa i gwarantować urodzaj na przyszły rok, stanowiąc bezpośredni prototyp dzisiejszego drzewka świątecznego.
Wędrujący dziś po wsiach kolędnicy to echo dawnych rytuałów zaklinania rzeczywistości. Sama nazwa kolęda wywodzi się co prawda z łacińskiego Calendae (oznaczającego pierwszy dzień miesiąca/roku), ale sam pochód ma czysto rodzimy rodowód.
Zwierzęce maski – młodzież chodziła po domostwach przebrana w skóry i maski. Najważniejszą postacią był Turoń, czyli czarne, kosmate stworzenie, które wprost symbolizowało potężnego boga Welesa.
Magia słowa – pierwotne pieśni śpiewane przez przebierańców nie miały nic wspólnego z Betlejem. Były to rygorystyczne, świeckie życzenia bogatego gumna, zdrowia i potężnego przychówku, które z czasem Kościół zastąpił religijnymi jasełkami.
Turoń i obrzędowa koza czy kobyła przetrwali jednak jako trzon świątecznych widowisk.
Dla dociekliwych (źródła):