KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Na dawnej wsi kłosy zboża, zwłaszcza żyta, kryły w sobie niebezpieczeństwo, które jednocześnie otaczano najwyższym szacunkiem.
Sporysz, czyli pasożytniczy grzyb atakujący zboża, miał w słowiańskich wierzeniach dwa oblicza. Z jednej strony był demonem przynoszącym bogactwo i plony, z drugiej zaś skrajnie toksycznym surowcem, z którego wiejskie szeptuchy i zielarki robiły brutalny, ale skuteczny użytek medyczny.
Czym tak naprawdę był sporysz w demonologii Słowian?

Zjawiska naturalne, takie jak choroba kłosów, nie były dla Słowian zwykłą anomalią. Obecność czarnych, wygiętych narośli na życie odczytywano jako znak od sił wyższych. Sporysz wywodzi swoją nazwę od słowa „sporzyć”, czyli mnożyć. Uznawano go za demona urodzaju, a w wielu regionach (między innymi w Beskidzie Śląskim) nazywano wręcz „matką zboża” (matka obila).
Jego obecność na polu gwarantowała, że ziarna będzie więcej i będzie ono lepszej jakości.
W tradycji białoruskiej demon ten, nazywany Sporem, uosabiał nie tylko urodzaj, ale ogólne życiowe powodzenie i sukces. To właśnie z porażonych grzybem kłosów chłopi wróżyli o przyszłych plonach oraz przewidywali ceny zboża na nadchodzący sezon. Był to jeden z elementów słowiańskiej magii agrarnej, podobnie jak przepiórka.
Niestety sporysz jest tak naprawdę groźnym dla zdrowia pasożytem zboża. Tymczasem nierzadko on trafiał na stoły naszych słowiańskich przodków, mimo wiedzy o tym, że jest szkodliwy.
Zjedzenie chleba wypieczonego z mąki zanieczyszczonej sporyszem kończyło się masowymi zatruciami, nazywanymi potocznie „ogniem świętego Antoniego” (ergotyzmem). Choroba objawiała się drgawkami, halucynacjami, a czasami nawet bolesną martwicą prowadzącą do utraty kończyn.
Wiejskie zielarki (szeptuchy, babki i osoby wiedzące) zauważyły jednak pewną fizjologiczną zależność: u zatrutych, ciężarnych kobiet masowo dochodziło do poronień i przedwczesnych porodów.
Na podstawie tej wielopokoleniowej obserwacji, niektóre zielarki zaczęły celowo wykorzystywać toksyczne właściwości grzyba. Sporysz stał się cenionym surowcem w chłopskiej ginekologii i położnictwie. Zastępował brakującą wiedzę medyczną brutalną, acz skuteczną medycyną ludową.
Działanie medyczne wymagało precyzji, ponieważ granica między lekiem a śmiertelną trucizną była cienka. Sporysz stosowano w takich przypadkach jak:
Spędzanie płodu – aby wywołać aborcję, kobieta musiała zjeść dokładnie dziewięć świeżych „rożków z żyta” naraz. Niekiedy łączono to z piciem odwaru z barwinka.
Przyspieszanie porodu – sproszkowany grzyb podawano rodzącym, u których występowały zbyt słabe skurcze macicy lub gdy miednica była zbyt wąska, by w naturalny sposób wymusić rozwiązanie.
Tamowanie krwi – surowiec ten mechanicznie obkurczał naczynia, dlatego powszechnie stosowano go do hamowania krwotoków z dróg rodnych.
Usuwanie łożyska – podawano go również, by fizycznie zmusić organizm do wydalenia zatrzymanego po porodzie łożyska.
Wiedza na temat właściwości sporyszu w tym zakresie była zaskakująco bogata. I na tyle trafna, że w XIX wieku oficjalna medycyna naukowa przejęła z rąk szeptuch preparaty sporyszowe (takie jak Pulvis secalis) i wprowadziła je do praktyki ginekologicznej.
W systemie rodzimych wierzeń ten pasożytniczy grzyb występował pod wieloma nazwami: rożki z żyta, żytnie zuby, ostrogi żytnie, ostróżka, głownica żytnia, por czy sporyszek. Sporysz to doskonały dowód na to, jak myślenie magiczne dawnych Słowian nierozerwalnie splotło się z wiedzą o funkcjonowaniu ludzkiego ciała.
Dodam od siebie, że spotkałem się kiedyś z teorią dotyczącą tzw. tanecznych plag, która była powiązana właśnie ze sporyszem.
Czym były taneczne plagi? Tzw. choreomania to zjawisko, które występowało w Europie między XIV a XVII wiekiem. Najbardziej znany incydent z 1518 roku w Strasburgu doprowadził do trwających tygodniami, mimowolnych konwulsji setek osób, co nierzadko kończyło się zgonem z powodu skrajnego wycieńczenia, zawału mięśnia sercowego lub niewydolności oddechowej.
Pierwsze przypadki tanecznej plagi odnotowano już w VII wieku, ale nasiliły się one u schyłku średniowiecza.
Do dzisiaj nie wiemy, co było przyczyną tego zjawiska. Sugeruje się, że była to zbiorowa choroba psychogeniczna, spowodowana m.in. niedostatkiem, głodem, ubóstwem i olbrzymim stresem. Osoby, które zaczynały tańczyć, naturalnie przyciągały innych uczestników, którzy również dołączali się do korowodu.
Jedna z ze znanych teorii mówi, że ofiary cierpiały na zatrucie sporyszem. Podczas powodzi i okresów wilgotnych sporysz miał dobre warunki do wzrostu, porażając żyto oraz inne zboża. Co jednak istotne: ergotyzm może powodować halucynacje i konwulsje, ale nie można przypisywać jego działaniu zachowania obserwowanego u ludzi dotkniętych taneczną manią.
Niemniej uznaję to za ciekawy fakt historyczny, który zdecydowanie warto przytoczyć w tekście o demonicznym, słowiańskim sporyszu.
Dla dociekliwych (źródła):