KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Gdy jesienny wiatr chłodził pola, a dzień zrównywał się z nocą, nasi przodkowie dziękowali za obfite zbiory zmagazynowane w spichlerzach. W tym przełomowym momencie roku odprawiano jeden z najważniejszych rytuałów naszej rodzimej wiary, czyli obrzęd Bohacza.
Choć po stuleciach w dobie chrystianizacji próbowano przysłonić ten obyczaj nowymi patronatami, jego głęboki sens pozostał niegasnący. Prawdziwa tajemnica Bohacza kryła się w samym rdzeniu słowiańskiego światopoglądu, w którym materialny dostatek spleciony był nierozerwalnie z dziękczynieniem za dar płodnej ziemi.
Bohacz (na Białorusi i na polskim Podlasiu zwany też bahaczem lub bahatcem) stanowił ucieleśnienie domowej pomyślności oraz opieki przodków zgromadzonych wokół domowego ogniska. Mimo że w okresie chrystianizacji na czas tego obrzędu nałożono termin jesiennego święta Narodzenia Najświętszej Marii Panny (zwanego w narodzie „Małą Przeczystą” lub wprost „Bohaczem”), ludowa obrzędowość zachowała swój pradawny kształt.
Łubkę (drewniane naczynie z kory lub giętego drewna) wypełniano po brzeg niezmłóconym żytem, zebranym najczęściej z pierwszego zażynkowego snopu lub ze wspólnej składki całej wsi. W sam środek kłosistego ziarna wbijano świecę z czystego wosku pszczelego, ulepioną wcześniej podczas wspólnej, obrzędowej wieczerzy rodu. Gdy świeca zapłonęła, obnoszono ją uroczyście wokół gospodarstwa, a następnie stawiano na pokuciu, czyli w reprezentacyjnym kącie chaty.
Ten rytuał miał na celu:
Gdy mijał rok i znów nadchodziło jesienne równonocne święto, ziarno z Bohacza wysiewano w ziemię jako pierwsze ziarno siewne, a w łubce układano nowy plon. Sam Bohacz nie należał na stałe do jednego domu, lecz przechodził rokrocznie z chaty do chaty. W ten sposób wiązał całą wiejską gromadę w jeden solidarny byt, w którym dbanie o domowy chleb było zarazem dbałością o wspólne dobro całej społeczności.
Aby w pełni pojąć duchowy sens wbijania świecy w żyto, musimy udać się w podróż językoznawczą do źródeł słowiańskiej mowy. Dla współczesnego człowieka słowo „Bóg” kojarzy się przede wszystkim z abstrakcyjną transcendencją, istotą bytującą poza czasem i materią. Jednak w pradawnej słowiańszczyźnie pojęcie to miało namacalny, ziemski charakter.
Prasłowiański rdzeń *bogъ (spokrewniony ze staroirańskim bhaga oraz sanskryckim bhágaḥ) oznaczał „udział, dolę, majątek, obfitość oraz szczęśliwy plon”, jak również „dawcę owego dostatku”. W przekonaniu naszych przodków Bóg nie był odległym monarchą niebios, lecz obecną w codzienności siłą darzącą ludzi łaską, ciepłem i żywnością. Ślady tego pierwotnego sensu do dziś przechowuje nasz język ojczysty:
Wzniesienie zapalonej świecy nad łubką żyta było więc ucieleśnieniem samej esencji słowiańskiego pojęcia Boga. Ogień świecy, symbol słonecznego i domowego boga Swarożyca oraz Dadźboga, łączył się tu bezpośrednio ze zbożowym ciałem Matki Ziemi.
Słowo „Bóg” w obrzędzie Bohacza manifestowało się w namacalnej postaci: jako jesienny dostatek materialny zmagazynowany w postaci ziarna na ciężkie, zimowe miesiące. Ogień suszył i dojrzewał żyto, a ziarno dawało chleb podtrzymujący płomień życia.
Chociaż wieki chrystianizacji wypierały dawne święta i spychały rodzime obyczaje do strefy potępianych „gusieł”, wieś słowiańska wykazała trwałość pamięci kulturowej. Pamięć o Bohaczu przetrwała w rodzimym folklorze na ziemiach wschodniosłowiańskich oraz na polskim Podlasiu niemal do czasów współczesnych. Chłopi, pielęgnując pod osłoną chrześcijańskich dat ten pradawny rytuał, dobrze wiedzieli, że bez głębokiej wdzięczności wobec ziarna i świecy domowej życie straci swoją błogosławioną moc.
Rytuał Bohacza przypomina nam o pięknej pokorze wobec żywiołów Ziemi i Słońca. Pokazuje, że rodzima wiara dawnych Słowian nie była zbiorem przypadkowych przesądów, lecz dojrzałym systemem ontologicznym. Wymagał on od człowieka dostrzegania sacrum w najprostszych rzeczach: w bochnie chleba, w garści niezmłóconego żyta, w cieple domowego pnia i w małym, jasnym płomieniu woskowego knota.
Dla dociekliwych (źródła):