KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
To nie jest kolejna opowieść o malowaniu jajek czy topieniu słomianej kukły. Stado to jeden z zagadkowych, a zarazem najbardziej zmysłowych i dzikich obrzędów, jakie zrodziła słowiańska dusza. Przez wieki próbowano go wymazać z pamięci, spychając w mrok „pogańskich zabobonów”, by w końcu, niemal 600 lat po zapiskach Jana Długosza, przywrócić go do życia w formie, która zapiera dech w piersiach.
Oto historia święta, w którym granica między człowiekiem a bogiem przestaje istnieć.
Gdybyśmy cofnęli się do XV wieku, pod mury krakowskich kościołów, usłyszelibyśmy gniewne kazania przeciwko tym, którzy w Zielone Świątki oddają się rozpustnym zabawom. Skąd to wiemy?
Z naszej polskiej historii. Jan Długosz w swoich Kronikach z 1455 roku opisywał „pogańskie” igrzyska i zabobony. Odbywały się one w Dzień Zesłania Ducha Świętego, czyli po prostu w Zielone Świątki. Tego dnia ludność polska dzieliła się na poszczególne gromady, nazywane zwyczajowo „stadami” i oddawała się zabawom i pijatykom.
A przynajmniej tak twierdził Długosz, który był wszak katolickim duchownym.
Jednak historie o słowiańskich stadach znamy nie tylko z relacji Długosza. Łukasz z Wielkiego Koźmina na początku XV wieku zanotował w swojej Postylli podobne obyczaje. W wielkich zgromadzeniach (czyli właśnie stadach) chłopcy walczyli na kije i miecze (zapewne drewniane), dziewczęta z owymi mieczami tańczyły.
Jak pisał Łukasz z Wielkiego Koźmina:
„ [...] tańce wykonywane przez dziewczęta z mieczami, jakby na ofiarę demonom, a nie Bogu czynione, i przez chłopców uzbrojonych w miecze i kije, które nawzajem sobie rozłupywali”.
To był czas zawieszenia praw społecznych. Czas, gdy radość z życia brała górę nad porządkiem, a „sprośne pieśni” (jak je nazywali kronikarze) miały obudzić krew w ziemi i w ludziach.
W samym sercu Stada nie leży tylko zabawa, ale głęboka, mityczna tajemnica zstąpienia. To święto „środka wiosny”, moment, w którym boska para, Łado i Leli, decyduje się na powrót do świata śmiertelników. Nie robią tego jednak jako bezcielesne duchy. Oni potrzebują krwi, tętna i ludzkich zmysłów.
Podczas obrzędu dwie młode dziewczęta zostają wybrane, by stać się naczyniami dla bóstw. Było to przeżycie głęboko mistyczne i sakralne, także wybranki nie mogły być byle kim. To wejście w boską rolę wymaga od uczestniczek całkowitego odcięcia od spraw doczesnych. Kobiety odgrywające Łado i Leli miały opisywać ów obrzęd to jako stan głębokiego odrealnienia i transu. Ich własna tożsamość znikała, a ich ciała wypełniała potężna, nieludzka energia natury.
W ten sposób Łado i Lela mogły wędrować po ziemi pod postacią kobiet. Stawały się żywymi idolami, które wędrowały wśród społeczności, by zbierać dary i w zamian zapewniać urodzaj. Traktowano je z nabożną czcią, bo nikt nie wiedział, gdzie kończy się dziewczyna, a zaczyna bóstwo.
Współczesna rekonstrukcja to wielogodzinny proces rozpisany na noc i dzień. Ponieważ polskie zapisy były niepełne, rodzimowiercy sięgnęli po chorwacki obrzęd ljelje (kraljice), czyli tamtejszą tradycję dziewcząt z szablami, która przetrwała wieki.
I. Wejście w role bóstw
To moment przejścia. Wybrane dziewczęta zostają rytualnie odcięte od świata. Poprzez inwokacje i skupienie, boskie energie Łado i Leli zostają „zaproszone” do ich ciał. Od tej chwili ich słowa i gesty nie należą już do nich.
II. Orszak i taniec szabli
Uroczysty pochód przez osadę. To tu następuje spotkanie sacrum z profanum. Bóstwa wędrują wśród ludzi, a orszak świty sypie kwiaty i śpiewa pieśni weselne oraz gaikowe. Kulminacją są tańce z szablami: rytualna manifestacja siły i gotowości do obrony tego, co żywe.
III. Zgromadzenie przy Świętym Ogniu
Gdy zapada zmrok, krąg się zamyka. To religijny szczyt święta. Żercy wznoszą żarliwe modlitwy, padają toasty, a uczestnicy składają ofiary do ognia. Wszyscy czują obecność sił wyższych, które w tym momencie są na wyciągnięcie ręki.
IV. Nocna Biesiada
Gdy oficjalne modły cichną, zaczyna się integracja. Jedzenie, picie i śpiew przy ognisku trwają do świtu. To czas budowania wspólnoty, która właśnie była świadkiem cudu.
V. Wyjście z roli
Następnego dnia przed południem następuje domknięcie. Bóstwa opuszczają ciała dziewcząt. Symbolem końcowym jest rozrywanie wieńca ze słupa majowego – każdy uczestnik zabiera kawałek tej „pobłogosławionej” rośliny do domu, wierząc, że przyniesie mu ona szczęście i dostatek.
To święto nie jest małym spotkaniem w lesie. Od 2016 roku stało się wielkim, ogólnopolskim zjazdem gromad. W latach 2016–2018 bazą był Grodzisk Owidz, gdzie Stado przybrało formę festiwalu z koncertami i wykładami.
W 2019 roku obchody przeniosły się pod magiczny masyw Ślęży, do Sulistrowic. Obecnie zaś odbywa się ono na przełomie maja i czerwca w miejscowości Grotniki w województwie łódzkim.
Bóstwa Łado i Lela wymagają ode mnie drobnego komentarza kronikarskiego. Zostały one zaliczone do panteonu bóstw słowiańskich przez Jana Długosza. Tzw. panteon Długosza był próbą rekonstrukcji bóstw słowiańskich.
Cytując fragment Długosza:
„Wiadomo też o Polakach, że od początku swego rodu byli bałwochwalcami oraz że wierzyli i czcili mnóstwo bogów i bogiń, mianowicie Jowisza, Marsa, Wenerę, Plutona, Dianę i Cererę, popadłszy w błędy innych narodów i szczepów.
Jowisza zaś nazywali w swoim języku Jessą, wierząc, że od niego jako najwyższego z bogów przypadały im wszystkie dobra doczesne i wydarzenia zarówno niepomyślne, jak i szczęśliwe. Jemu więc też większą aniżeli innym bóstwom cześć oddawali i częstszymi wielbili ofiarami.
Marsa nazywali Ładą. Wyobraźnia poetów uczyniła go wodzem i bogiem wojny. Modlili się do niego o zwycięstwa nad wrogami oraz o odwagę dla siebie, cześć mu oddając bardzo dzikimi obrządkami.
Obrządek tych igrzysk, raczej niektóre jego szczątki [istnieją] u Polaków aż do naszych czasów, mimo że wyznają oni chrześcijaństwo od 500 lat, powtarzane są co roku na Zielone Święta i przypominają dawne zabobony pogańskie dorocznym igrzyskiem, zwanym po polsku „Stado”, co tłumaczy się po łacinie grex, kiedy to stada narodu zbierają się na nie i podzieliwszy się na gromady, czyli stadka, w podnieceniu i rozjątrzeniu umysłu odprawiają igrzyska, skłonni do rozpusty, gnuśności i pijatyki”.
Panteonu Długosza nie należy demonizować. Zawiera on w sobie pewne ciekawe informacje o naszych rodzimych tradycjach i wierze. Rzecz w tym, że obecnie uznaje się, iż Długosz zwyczajnie dokonał wielu błędnych interpretacji, utożsamiając wszystkie bóstwa europejskie ze sobą nawzajem.
Przykładowo: najwyższym bóstwem Słowian jest Perun Gromowładny, nie zaś Jowisz/Jessa. Co więcej, jak pisałem w artykule o Swarogu, bóstwo uraniczne wcale nie pełniło takiej funkcji, jak w mitologii greckiej.
Możesz o tym więcej przeczytać w poniższym opracowaniu:
Słowiański bóg, który podarował nam słońce. Dlaczego nasi przodkowie bali się splunąć w ogień?
Przypuszcza się obecnie, że Łada i Lela to bóstwa, które tak naprawdę nigdy nie istniały samodzielnie w mitologii słowiańskiej. Mogły one być obliczami, bądź duchami, nie zaś pełnoprawnymi bóstwami jak Weles. Niemniej jednak: tradycja Stada jest ciekawa i cieszy mnie, że odrodziła się na nowo we współczesnej Polsce.
Źródła: