KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Gdy słońce osiągało swój najwyższy punkt w rocznym cyklu, nasi przodkowie nie zbierali się jedynie po to, by radosnymi pieśniami witać lato. Najkrótsza noc w roku, przypadająca w okolicach letniego przesilenia, była areną starcia potężnych żywiołów.
Ogień i woda, popiół i nurt rzeki: to w nich zaklęte było zdrowie, obfity plon, a niekiedy nawet wyrok śmierci. Wszystko zależało od tego, jak los ułoży rzucone na wodę wianki.
W sercu Nocy Kupały płonął ogień, jednak nie mogły to być zwykłe płomienie. Zanim rozbłysła pierwsza obrzędowa sobótka, we wszystkich domostwach słowiańskiej osady wygaszano stare paleniska. Dopiero wtedy młode dziewczęta, poprzez żmudne pocieranie o siebie drewnianych desek, powoływały do życia nowy ogień, który był żywy i nieskalany.
Wówczas to dopiero rozpoczynały się tańce. Skoki przez strzelające w górę płomienie nie były tylko popisem zręczności. Wykonywane samotnie lub w parach, miały potężną moc oczyszczającą. Zabezpieczały przed chorobami, odganiały czary i przypieczętowywały miłosne sojusze.
Był w tym również inny, ukryty cel. Jak wspomina Latopis Hustyński (anonimowa kronika ruska powstała około 1670 r.), skoki te w dawnych czasach traktowano jako akt osobistej ofiary składanej dawnym, nieludzkim siłom, oddając im cześć poprzez ryzyko własnego ciała.
Potęga ognia nie kończyła się o świcie. Zwęglone szczapy zabierano do chat, by chroniły przed uderzeniami piorunów, a magiczny popiół z sobótkowego stosu rozsypywano po polach. To od niego zależał przyszłoroczny urodzaj w nowym cyklu rolniczym.

Gdy ogień płonął na brzegach, woda odbierała od młodych kobiet ofiary z kwiatów. Puszczanie wianków, misternie splecionych z ziół, z przymocowaną pośrodku płonącą świecą, rytuałem wróżebnym dotyczącym ludzkiego losu.
Dla panien był to moment prawdy. Jeśli wianek natychmiast wyłowił czatujący w mroku kawaler, oznaczało to szybkie zamążpójście. Swobodny, długi spływ z nurtem wróżył małżeństwo w późniejszym czasie. Prawdziwy dramat rozgrywał się jednak, gdy wianek spłonął, utonął lub beznadziejnie zaplątał się w sitowiu. Taki znak stanowił wyrok. Zwiastował staropanieństwo, bądź, według najsurowszych słowiańskich wierzeń, był wróżbą rychłej śmierci.
Gdy w pobliżu osady brakowało rzeki, panny rzucały wianki za siebie, celując w korony drzew. Oparcie się splotu na gałęzi oznaczało przychylność losu.
Kupalnocka obrosła legendą o niezwykłym kwiecie paproci, wykwitającym w mrocznym lesie tylko na ułamek sekundy o równej północy. Miał on emanować mistycznym blaskiem i dawać znalazcy nadludzką siłę, absolutną mądrość oraz niewyobrażalne bogactwo.
Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej prozaiczna i zmysłowa. Prawda jest taka, że poszukiwanie mitycznego kwiatu stanowiło genialny pretekst społeczny. Młodzi, którzy dobrali się w pary na brzegu rzeki po wyłowieniu wianków, nie ruszali w knieje szukać magii. Wymówka o kwiecie paproci pozwalała im po prostu całkowicie legalnie oddalić się od ognisk i czujnego wzroku starszyzny plemiennej, by w leśnej głuszy cieszyć się intymnością.
Więcej o kwiecie paproci pisałem w poniższym opracowaniu:
Słowianie szukali go w Noc Kupały. Dlaczego zdobycie kwiatu paproci groziło szaleństwem?
Słowo „Kupała” nastręczało badaczom wielu trudności. Kościół katolicki, który w kolejnych stuleciach dążył do asymilacji dawnych wierzeń, przemianował to święto na Noc Świętojańską (z 23 na 24 czerwca), starając się wyprzeć stare obrzędy postacią Jana Chrzciciela. Próbowano nawet wiązać samą nazwę z chrześcijańskim chrztem poprzez zanurzenie, jednak obecnie teorię tę uznaje się za zupełnie chybioną. Niektórzy badacze szukali tropów w dalekich Indiach, łącząc nazwę z rdzeniem kup– (jarzyć się) i pola– (obrońca ziemi).
Obecnie często przyjmowana etymologia, poparta tekstami staroruskimi i bułgarskimi, wywodzi kupałę od obrzędowej, rytualnej, pierwszej w roku kąpieli w wodach rzeki (od dawnego kopadlo–).
Samo pojęcie w źródłach z XIII i XIV wieku urosło do miana zjawiska potężnego. Słowem tym na Rusi określano nie tylko samo święto, ale też słomianą kukłę topioną lub paloną w trakcie rytu, dziewczynę rozdającą kwiaty podczas wróżb, a nawet całe zgromadzenie świętujących. A na zachodzie, u Czechów, kupadlo oznaczało nić, którą przewiązywano prezenty wręczane tej właśnie nocy.
Przypuszczalnie Noc Kupały była pierwotnie świętem poświęconym Perunowi bądź Swarogowi i jego synom. Były to bóstwa silnie związane z żywiołem ognia. Więcej pisałem o nich w poniższych artykułach:
Perun Gromowładny. Dlaczego słowiański bóg o wielu obliczach musiał stworzyć świat z diabłem?
Słowiański bóg, który podarował nam słońce. Dlaczego nasi przodkowie bali się splunąć w ogień?
Dziś tradycja ta wciąż oddycha. Na Mazowszu, Podlasiu czy ziemi sieradzkiej, letnie przesilenie przeżywa swój absolutny renesans. Dla współczesnych rodzimowierców to nie tylko piękny relikt, ale filar tożsamości. Noc Kupały to czas, gdy odradzają się dawne mity, a w płomieniach nowo narodzonego ognia znów składa się prastare obiaty.
Dla dociekliwych (źródła):