KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Śmierć na dawnej Słowiańszczyźnie nie była cichym odejściem. Wierzono, że to gwałtowny proces fizycznego wyrywania ducha z ciała, za który odpowiadały nawki (nazywane też upierzycami-stracami). Te demoniczne istoty były uosobieniem dusz zmarłych przedwcześnie: dzieci, dziewcząt, które nie dożyły ślubu, topielców czy ofiar morderstw. Ich egzystencja w zaświatach była przepełniona zazdrością o życie, co czyniło je skrajnie niebezpiecznymi dla żywych.
Nawki pełniły funkcję boginek czy wysłanniczek z zaświatów, ale ich natura była niedoskonała. Opisywano je bowiem jako istoty zupełnie ślepe. W ciemnościach Nawi (słowiańskiej krainy zmarłych, przynależnej Welesowi) nie potrafiły same odnaleźć drogi do świata żywych. Potrzebowały przewodników, tzw. lelków, które jako zwiastuny śmierci wskazywały im cel głosem.
Proces umierania był brutalny: nawki zjawiały się u konającego tuż po lelkach i posługując się węchem oraz słuchem, lokalizowały duszę. Następnie używały specjalnych osęków (rodzaj haków lub żerdzi), by fizycznie wyciągnąć ducha z ludzkiej powłoki.
Warto tutaj dodać, że w mitologii Słowian istoty powiązane ze śmiercią, pechem i nieszczęściem często miały jakieś niedoskonałości. Przykładem może być demon znany jako licho, który posiadał tylko jedno oko. Był to jeden z bytów w demonologii słowiańskiej o niezwykłej mocy.
Chociaż jednocześnie zaznaczę, że nie wszystkie istoty związane ze śmiercią były negatywne. Marzannę, boginię zimy i śmierci, opisywano często jako miłą i przepiękną.
Wygląd nawek zależał od tego, z jakiej tragedii się narodziły. Dusze nieochrzczonych niemowląt przybierały postać drapieżnych, agresywnych ptaków. Stanowiły one śmiertelne zagrożenie dla kobiet w połogu oraz noworodków, próbując odebrać im życie, którego same nie zdążyły zaznać.
W XI-wiecznych kronikach (m.in. z Połocka) zachowały się jeszcze mroczniejsze opisy. Nawki przedstawiano tam jako całkowicie niewidzialne istoty, których obecność zdradzał jedynie tętent końskich kopyt na ulicach. Miały one ranić ludzi niewidzialną bronią, wywołując nagłą śmierć i sprowadzając zarazy na całe osady.
Na marginesie: chociaż nie ma tutaj twardych dowodów, możliwe, iż w czasach przedchrześcijańskich zamiast chrztu mogło chodzić o postrzyżyny czy zapleciny. To wtedy dziecko otrzymywało swoje prawdziwe imię i było włączane do wspólnoty całej rodziny, jak i osady.
Nawki mogły się też wywodzić z topielców, dziewcząt, które nie dożyły ślubu, zamordowanych, czarownic oraz zabójców. Ze względu na swój nieszczęśliwy los, nawki były zazwyczaj wrogo nastawione do ludzi, zazdroszcząc im życia.
Nawki nie były wolnymi bytami. W hierarchii zaświatów podlegały Welesowi i Nyji, służąc im jako pomocnice w zarządzaniu krainą niebytu. Ich więź z lelkami manifestowała się szczególnie podczas przesilenia zimowego. Wierzono, że odprawiają wtedy tzw. czarny taniec, czyli taniec śmierci. Poruszały się w kręgu w kierunku przeciwnym do ruchu słońca, co miało potwierdzać ich przynależność do świata odwróconego, świata zmarłych.
Muszę tutaj jednak dodać, że nie wiadomo obecnie, w jakim stopniu Nyja jest autentycznym bóstwem w mitologii Słowian. Chociaż coraz częściej uznaje się, iż był to bóg powiązany w jakimś stopniu z zaświatami, tak na pewno nie wiemy o nim (czy o niej) tyle, co o Welesie.
Słowianie, wiedząc o ślepocie nawek, wypracowali strategie przetrwania i „obsługi” śmierci. Aby zapewnić konającemu lekką śmierć i chronić resztę rodziny, stosowano następujące metody:
Kaganki wokół łoża – przy umierającym palono światła nie po to, by go pocieszyć, ale by oświetlić nawką drogę. Chodziło o to, by ślepe boginki trafiły osękiem prosto w duszę konającego i przez pomyłkę nie zabrały kogoś z żywych domowników czuwających w mroku.
Czosnek jako kamuflaż – ponieważ nawki kierowały się węchem, żywi domownicy smarowali się czosnkiem lub innymi substancjami o silnej woni, by stać się „niewidzialnymi” dla nosów demonów.
Gościnność dla wysłanniczek Nawi – aby udobruchać dusze przybywające z mroźnej krainy zmarłych, przygotowywano dla nich łaźnie i rozpalano piece, by mogły się ogrzać. Na drogę powrotną do zaświatów ofiarowywano im symboliczne „mosty z ciasta”, które miały ułatwić im powrót do Nawi i zapobiec ich powrotowi do wsi w charakterze mściwych demonów.
Dla dociekliwych (źródła):