KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Niemal każdy zna jej imię w Polsce, ale mało kto z nas zdaje sobie sprawę, kim naprawdę była. Marzanna, czyli słowiańska bogini zimy, nocy i śmierci, to kluczowe bóstwo w mitologii Słowian. Chociaż może kojarzyć się jako postać negatywna, w rzeczywistości była niezbędnym elementem cyklu istnienia.
Zrozumienie jej potęgi wymaga odrzucenia chrześcijańskiego, czarno-białego podziału świata. W realiach dawnych Słowian śmierć i obumieranie stanowiły konieczny element wiecznego cyklu wegetacyjnego. Lodowate tchnienie Marzanny przynosiło wyeksploatowanej ziemi głęboki, sprawiedliwy odpoczynek, a prawda o jej dualistycznym obliczu przetrwała w ludowej pamięci setki lat surowych, kościelnych zakazów.
Dla dawnych Słowian, żyjących w ścisłym rytmie wyznaczanym przez pory roku i prace polowe, świat nie dzielił się na prostą, baśniową walkę dobra ze złem. Zamiast tego postrzegali oni rzeczywistość jako wieczny, nierozerwalny cykl wegetacyjny, w którym narodziny i obumieranie były dwiema stronami tej samej monety.
W tym rdzennie agrarnym modelu świata nadejście zimy wcale nie było traktowane jako demoniczna klątwa, wróg czy kara zesłana na ludzkość. Był to po prostu stan przejściowy. Głębokie uśpienie żyznej ziemi było konieczne, aby po wydaniu plonów mogła ona odpocząć i zregenerować życiodajne siły.
Aby wiosenne odrodzenie miało w ogóle prawo zaistnieć, stara forma musiała bezwzględnie odejść. Uosobieniem tej nieuchronnej, ale i surowej sprawiedliwości natury była Marzanna. Ta chłodna, majestatyczna bogini zimy, nocy i śmierci nie była wrogiem człowieka. Była potężną siłą, bez której wieczne koło życia nie mogłoby się obrócić, a nowy cykl wegetacyjny nigdy by nie nastał.
Jak zawsze uważam, że warto zacząć interpretację słowiańskiej Pani Zimy od etymologii samego jej imienia.
Prof. Andrzej Szyjewski wskazał, że imię bogini wywodzi się najpewniej od prasłowiańskiego rdzenia marz-, który łączy się z przenikającym chłodem, mrozem i marznięciem. Inna, równie silna w nauce hipoteza językoznawcza wyprowadza jej imię od rdzenia mor- czy mar-, oznaczającego mór, zarazę oraz gwałtowną, masową śmierć. Ten sam pień słowotwórczy odnajdziemy w powiązanych pojęciowo słowach takich jak „zmora” (demon duszący we śnie), „martwy”, a z perspektywy szerszego tła praindoeuropejskiego: również w łacińskim słowie mors (śmierć).
Imię tej bogini przetrwało w pamięci ludu, przybierając najróżniejsze regionalne warianty, co dowodzi, jak silnie jej archetyp był zakorzeniony na całych terytoriach słowiańskich. W folklorze zachodniosłowiańskim (w Polsce, Czechach i na Słowacji) występowała najczęściej jako Marzanna, Morena, Morana, Murena, a czasem nawet w zdwojonej formie jako Marmuriena.
Z kolei u Słowian wschodnich nazywano ją Mareną lub Marą, a w bylinach (epickich pieśniach ludowych wywodzących się głównie z terenów historycznej Rusi) pojawiała się jako tajemnicza Marinka. Bardzo często jednak lud wiejski nazywał ją wprost i bez ogródek: Śmiercią, Śmiertką, Śmiercichą, albo po prostu Zimą.
Ponadto część badaczy uważa, że wymieniana w XIII-wiecznym, łacińskim Katalogu magii tajemnicza domina Holda (której lud miał w nocy zastawiać stół) to w rzeczywistości zniekształcone pojęcie oznaczające „Panią Chłodu” – słowiańską boginię zimy i zaświatów.
„Wyjątkowo jest to Zima, zwykle Marzanna, Marena, Murena, Morana czy – zdwojona – Marmuriena albo Śmiertka, Śmierć, Śmiercicha. Oba imiona wskazują na związek ze sferą śmierci, Marzanna znaczy bowiem »panna moru«, czyli gwałtownej, zbiorowej śmierci (czasami wiązanej z rzymskim Marsem) bądź wywodzi się z rdzenia marz- występującym w słowach »mróz« i »marznąć«, choć są badacze, którzy za Łowmiańskim, widzą w niej zniekształcenie Marii Panny, zapożyczonej z kolei w tej roli z folkloru zachodnioeuropejskiego. Oczywiste jest, że z takiego właśnie źródła pochodzi raczej obraz Śmierci jako kościotrupa w białym płaszczu i z kosą bądź sierpem w ręku, u Słowian zaś śmierć indywidualna i śmierć wegetacyjna stanowiły jedno”
– napisał Szyjewski.
Ten związek ze zgonem i zamieraniem wegetacji świadczy również o przynależność Marzanny ze sferą chtoniczną. A dokładniej: ku Zaświatom Dolnym, czyli Nawii. Marzanna, sprowadzając na ziemię lodowaty sen, symbolicznie wciągała uśpioną przyrodę do zaświatów.
To powiązanie zimowej śmierci z rolniczym życiem opisał w XV wieku Jan Długosz. W swoim słynnym panteonie utożsamił on Marzannę (którą zapisał jako Marzyana) z Cererą, czyli rzymską boginią plonów i urodzaju. Chociaż wnioski Długosza dzisiaj uznaje się za nieaktualne, tak w tym wypadku to porównanie ma w sobie nieco prawdy.
Warto dodać, że hiperkrytyczny względem Panteonu Długosza Aleksander Brückner próbował odebrać Marzannie jej boski, pogański rodowód. Wywodził on słowo „Marzanna” od imienia Maria (w staropolskiej formie Marza), twierdząc, że obrzęd jej topienia to zwyczaj przybyły do nas z Niemiec dopiero w XIV wieku.
Dziś jednak, dzięki głębszym analizom religioznawczym i etnolingwistycznym, teza ta została odrzucona. Marzanna to potężna słowiańska bogini, która przetrwała całe wieki w słowiańskim folklorze.
Marzanna była skomplikowaną boginią. Z jednej strony wiązano ją z tak surowymi aspektami, jak śmierć, zima i choroby. Z drugiej była niezbędną siłą w mitologii Słowian, dzięki której świat mógł istnieć.
Domeny i odpowiedzialność – Marzanna była słowiańską boginią nocy, zimy, śmierci oraz moru. Stanowiła uosobienie zamierania natury, a jej symboliczna wiosenna śmierć była warunkiem koniecznym, aby mogło nadejść upragnione odrodzenie wegetacji. Z perspektywy mitologicznej uważa się ją za bóstwo silnie powiązane z zaświatami (krainą zmarłych określaną jako Nawia lub Wyraj), które od świata żywych oddzielone były mityczną, ognistą rzeką.
Wygląd bogini – samą Marzannę wyobrażano sobie różnie. Popularny jest jej wizerunek jako czarnowłosej kobiety o błękitnym spojrzeniu, odzianej w biel, czerń i szarość. Nazywano ją „przepiękną i miłą”. Często nosiła szaty ludowe bądź też weselne czy pogrzebowe. Symbolizowało to funkcję Marzanny jako Pani Przejścia, czyli istotnych zmian życiowych.
Słomiana kukła – paradoksalnie, chociaż samą Marzannę nazywano piękną i miłą, często ubierano słomianą kukłę, która ją symbolizowała, w łachmany i stare szaty. Istniała tutaj jednak istotna różnica pomiędzy poszczególnymi regionami. Nierzadko kukłę ubierano w stroje regionalne młodych dziewczyn, panny młodej czy druhny. Stałym elementem była biała koszula. Lalkę ozdabiano także kwiatami, wstążkami czy ziołami.
Marzanna to dualistyczna bogini. Chociaż nosi łachmany, to przyodziewa się ją też w strój panny młodej. Jest utożsamiana z morem, a jednak zwano ją piękną i miłą.
„W folklorze Marzanna związana jest z zepsuciem, gniciem, kisłotą, czyli żurem, będąc prawdopodobnie niszczącą świeżość panią rozkładu w rodzaju irańskiej Nasu drudży. Jej święto, zwane Śmiertelną, Śmiertną, wreszcie Zaduszną Niedzielą jest próbą oddania hołdu siłom destrukcyjnym i odwołania ich na tamten świat. Odbywa się w połowie postu, w pół drogi do Wielkanocy, czyli zmartwychwstania przyrody i symbolizującego boga”
– podał prof. Szyjewski.
Najbardziej wyrazistym elementem związanym z Marzanną był wiosenny obrzęd niszczenia kukły, która ją symbolizowała. Odbywał się on z początkiem marca lub, jak notował Długosz, w niedzielę postną Laetare (tzw. Białą Niedzielę). Kukłę obnoszono ze śpiewem po osadzie (wołając np. „śmierć niesiem ze wsi, lato niesiem do wsi”), a następnie wyprowadzano na zewnątrz.
Jedną z takich pieśni przywołali Rafał Merski i Grzegorz Antosik:
„Wyniosłychmy marzaneckan ze wsi,
Przyniosłychmy zielony gaj do wsi,
Nas gaicek z lasa jedzie,
Przyglądają mu się z Gocławic ludzie,
Jedzie on, jedzie, po lipowym moście,
Przyglądają mi się panowie i goście,
Do tego tu domu przystampujemy,
Śceściał, zdrowiał winsujemy”.
Ciekawe zapisy obrzędów znamy również z Czech. Tam Marzannę zarówno topiono, jak i palono, w zależności od regionu. Przykładowo:
„Wynieśmy teraz ze wsi Śmierć
I nieśmy nowe lato,
A w lecie niech przeniczny plon
Zieleni się bogato!”
Czy też przyśpiewka czeska z miasta Tabor:
„Pływa sobie Śmierć po wodzie,
Lato idzie, lato
Śmierć wygnaliśmy za wioskę,
Przynosimy lato!
Tobie, święta Marketo,
Kłaniamy się wdzięcznie,
Daj nam urodzajny roczek,
Żyto daj i jęczmień”.

W słowiańskiej mitologii i obrzędowości pogrzebowej droga w zaświaty prowadziła właśnie przez ogień stosu pogrzebowego oraz wodę. Żywioły te w ludowej wyobraźni łączyły się w postać mitycznej, ognistej rzeki, która odgraniczała świat żywych od krainy zmarłych. Użycie płomieni i wody wobec Marzanny było zatem rytualnym odesłaniem jej do podziemnego świata.
Tutaj warto dodać, że Marzannę wyobrażano sobie niekiedy ze złotym kluczem, który miał otwierać bramy do Zaświatów.
Motyw płonącej wody, rzeki ognistej czy płonącego morza jako obrazu zaświatów ściśle wiąże się z koncepcją jedności przeciwieństw (coincidentia oppositorum). Słowianie przypisywali związkowi ognia i wody niezwykle silną rolę, traktując je jako medium służące do komunikacji z wymiarem duchowym oraz do ostatecznego odsyłania zagrażających ludziom sił demonicznych tam, skąd przybyły.
O znaczeniu wody i ognia w mitologii Słowian pisałem również w tekście o Perunie Gromowładnym, gdzie przybliżyłem mit o stworzeniu świata. W dużym skrócie: to właśnie z żywiołu ognia i wody powstał świat w kosmogonii Słowian.
Próbując uporządkować i zrozumieć strukturę dawnych wierzeń, pokusiłem się o autorską interpretację postaci Marzanny, jej siostry Dziewanny oraz Mokoszy.
Zacznę tutaj od relacji Marzanna-Dziewanna, która jest poświadczona w źródłach. Jak pisał prof. Aleksander Gieysztor:
„Wskazać można na pewną dla Marzanny paralelę w Marenie-Morenie, kukle topionej na przedwiośniu w kilku krajach słowiańskich. Wskazać wolno też na analogię możliwą dla Dzidzileli w Duduli-Dodoli. Sam Długosz w Annales pod rokiem 965 mówi o topieniu Dziewanny i Marzanny, dodając, że »tradycja tego staroświeckiego zwyczaju aż dotąd u Polaków nie zaginęła«”.
Cytując przywołanego Długosza:
„Dokonane wówczas zniszczenie i zatopienie fałszywych bogów i boginek bywa przedstawione i wznawiane w niedzielę Wielkiego Postu Laetare, w tym dniu w wielu polskich wsiach noszą na wysokich tykach wyobrażenia Dziewanny i Marzanny, wrzucają je do trzęsawisk i topią; tradycja tego staroświeckiego zwyczaju aż dotąd u Polaków nie zaginęła”.
Tak też pisał Marcin Bielski w dziele Kronika, to jest Historia Świata:
„... po wsiach niektórych bałwany, Marzanę i Ziewonią, na żerdzi wetknąwszy, albo (jak starzy udawali) na sanki włożywszy, frasowliwym i żałobnym śpiewaniem po wsi nosić i w kałużę albo rzeki jawnie rzucić zwyczaj był w niedziele czwartej wielkiego postu”.
Więcej o samej Dziewannie pisałem tutaj:
Dziewanna – słowiańska bogini wiosny. Dlaczego nasi przodkowie topili ją razem z Marzanną?

Mokosz – trzecia po Perunie i Welesie. Dlaczego Słowianie traktowali ziemię jak brzemienną kobietę?
To z niej wyrastają dwie uzupełniające się siły, które można symbolicznie nazwać dwiema córkami.
W tak zrekonstruowanym panteonie bóstwa żeńskie dopełniają się z głównymi bogami męskimi. Dziewanna stanowi witalne, jasne i ogniste ramię Natury. Jako uosobienie budzącego się życia, wiosny i dzikiej roślinności, naturalnie przypisałem ją do Peruna. Jej moc współgra z siłą Gromowładnego, z którym wspólnie budzi świat do życia wraz z pierwszym wiosennym gromem.
Z kolei Marzanna reprezentuje mroczne, chłodne i spokojne oblicze tej samej Natury. Jako władczyni zimy, moru i zamierania, nierozerwalnie łączy się ze strefą chtoniczną (podziemną), nad którą niepodzielnie panuje Weles. Wraz z nim ma związek z Zaświatami Dolnymi (Nawią), Chorsem (bóstwem księżyca), a także żywiołem wody, z którym Weles jest utożsamiany.
Tak jak Perun i Weles stanowią dwie fundamentalne, przeciwstawne siły kosmiczne utrzymujące świat w równowadze, tak Dziewanna i Marzanna uosabiają ten sam cykl na poziomie pór roku i wegetacji.
Co jednak ważne: nasi przodkowie wcale nie faworyzowali jednej strony nad drugą. Przytoczone powyżej fragmenty źródeł historycznych doskonale świadczą o tym, że zarówno Dziewanna, jak i Marzanna są niezbędną częścią naturalnego cyklu życia i śmierci.
Istnieje również ciekawy związek między Marzanną a Jaryłą, który opiera się na nieuchronnym następstwie pór roku. Podkreślę jednak, że drugi rodzaj związku nie jest dobrze poświadczony w źródłach. Znalazłem go podczas przeszukiwania źródeł zagranicznych o Marzannie, lecz nie traktowałbym go jako absolutnej wykładni.
W dużym uproszczeniu Jaryło to bóg wiosny, lata, ciepła i witalności, często interpretowany wraz z Jarowitem jako dwa oblicza Peruna bądź też jednakie bóstwo.
„Pieśni śpiewane w czasie topienia Marzanny wskazują, że jej odejście oznacza przyjście św. Jerzego,czyli solarnego uosobienia wiosny, Jaryły. Marzanna, w przeciwieństwie do Jaryły, „umierała” na wiosnę: jej ubraną w białą płachtę kukłę obnoszono ze śpiewem powioskach, by potem ją podpalić i wrzucić do wody (najpełniejsza wersja) lub tylko utopić bądź rozszarpać i rozrzucić po polach”
– wyjaśnił prof. Szyjewski.
Tym samym obie postaci symbolizują cykl obumierania się i odradzania natury, stanowiąc swoje wzajemne dopełnienie. Dzień Świętego Jerzego (23 kwietnia), będącego bezpośrednim ludowym następcą Jaryły, służył często jako idealna sposobność do rytualnego niszczenia kukły Marzanny. Jej ostateczne odesłanie w zaświaty stanowiło głośne zwiastowanie i otwarcie wiosennej odnowy przynoszonej przez boga.
Wszystko zaczęło się w noc Nowego Roku, zwaną Wielką Nocą, kiedy to na świat przyszły bliźnięta: dzieci gromowładnego Peruna (lub, według innych wersji, bogini ziemi Mokoszy i jej boskich partnerów). Los rodzeństwa został brutalnie przerwany już w kołysce. Tej samej nocy chłopiec został wykradziony i zabrany do podziemnego świata Nawii. Tam wychował go bóg podziemi, Weles, traktując jak własnego syna.
W tym samym czasie Marzanna dorastała w Prawii, w koronie Drzewa Świata, pod okiem Peruna, stając się uosobieniem piękna i intuicji.
Gdy nadeszła wiosna, Jaryło, bóg wegetacji, płodności i wojny, powrócił z krainy zmarłych, „zza morza”, przynosząc ze sobą życie do świata żywych, czyli Jawii. To właśnie tam, nieświadomi swojego pokrewieństwa, bliźnięta spotkały się po raz pierwszy. Błyskawicznie obdarzyli się gorącym uczuciem a ich związek był postrzegany jako idealna harmonia między działaniem a intuicją. Punktem kulminacyjnym ich relacji była Noc Kupały, kiedy to odbyły się ich wielkie, boskie zaślubiny.
To święte małżeństwo dzieci dwóch potężnych bogów przyniosło ziemi niebywałą obfitość i płodność, gwarantując bogate zbiory. Co więcej, związek ten zaprowadził pokój między zwaśnionymi potęgami: Perunem (ojcem Marzanny) a Welesem (opiekunem Jaryły), chroniąc świat przed niszczycielskimi burzami.
Sielanka nie trwała jednak wiecznie. Wraz z nadejściem jesieni i zakończeniem żniw, Jaryło dopuścił się niewierności, co złamało serce Marzanny. Ogarnięta bólem i gniewem bogini zabiła męża. Śmierć Jaryły, który musiał powrócić do podziemi, zniszczyła kruchy pokój między bogami i pogrążyła świat w mroku.
Bez swojego męża i źródła życia, Marzanna zaczęła więdnąć. Z młodej, promiennej bogini natury przeobraziła się w przerażającą, starą postać: Panią Zimy, mrozu, chorób i śmierci. Przez całą zimę władała zamarzniętym krajobrazem jako mściwa postać, budząca lęk wśród ludzi.
Na ile ta opowieść jest prawdziwa, trudno określić. Można ją znaleźć w niektórych rosyjskich źródłach, jednak nie jest ona szeroko rozpowszechniona. Możliwe, że jest po prostu romantyczną opowieścią, na co wskazują pewne nieścisłości, jak chociażby kraina Prawia, która pojawia się w jakichkolwiek źródłach dopiero w Księdze Welesa.
I chociaż nazwa Księga Welesa brzmi dumnie, to jest to falsyfikat z XVIII/XIX wieku.
Wprowadzenie chrześcijaństwa na ziemie słowiańskie oznaczało bezwzględną walkę nowej religii z dawnymi wierzeniami. Jednak kult Marzanny, będący fundamentem życia Słowian, okazał się niezwykle oporny na chrystianizację, a Kościół musiał toczyć z nim zażarte boje przez długie stulecia.
Zaciekła walka duchowieństwa z prastarym obrzędem – po oficjalnym zniszczeniu posągów i pogańskich miejsc kultu, nowa wiara skupiła się na tępieniu żywej obrzędowości ludowej. Poważnym problemem dla duchowieństwa był fakt, że rytuał niszczenia Marzanny zbiegał się w czasie z okresem chrześcijańskiego Wielkiego Postu. Odbywał się najczęściej w tak zwaną Białą Niedzielę, czyli postną niedzielę Laetare, co Kościół traktował jako gorszące, pogańskie zabobony naruszające powagę świętego czasu.
Dowody w dokumentach historycznych – skalę determinacji Kościoła, by zniszczyć tę tradycję, doskonale obrazują zachowane dokumenty. Jeszcze w XIV i XV wieku wydawano oficjalne kościelne zakazy kultywowania tego obrzędu. Najlepszym przykładem są statuty synodów praskich (z lat 60. XIV w.) oraz poznańskich (z 1420 r.), które surowo piętnowały i zabraniały tego ludowego zwyczaju. Z kolei Jan Długosz z pewnym ubolewaniem notował, że mimo upływu kilkuset lat od przyjęcia chrztu przez Polaków, na wielu wsiach nadal z uporem kultywuje się ten „staroświecki obyczaj topienia bałwanów”.
Przetrwanie i ewolucja w ludową tradycję – mimo wielowiekowych zakazów, klątw i potępień, obrzęd żegnania zimy ocalał. Został jednak obdarty ze swojego pierwotnego, głęboko religijnego sensu. Przestał pełnić rolę uświęconego rytuału i ewoluował w popularny zwyczaj. Groźna bogini stała się po prostu uosobieniem zimy.
Wiara w Marzannę ostatecznie jednak nie umarła. Zwyczaj topienia słomianej kukły przetrwał w folklorze i żyje do dziś. Na przełomie zimy i wiosny niszczy się słomianą kukłę (topiąc ją lub podpalając). Potem, jak nakazuje prastara tradycja, w radosnym korowodzie wnosi się do wsi zieloną gałązkę choiny ustrojoną barwnymi wstążkami, nazywaną „Maikiem”, „Gaikiem” lub „Nowym Latem”.
Dawny, święty mit o nierozerwalnym cyklu śmierci i odrodzenia po prostu przebrał się w szaty nieśmiertelnego folkloru. Dziś powraca na fali odrodzenia rodzimych wierzeń.
Marzanna nie była jednowymiarową, złośliwą boginią z baśni, którą należało wyłącznie nienawidzić. W rolniczym i cyklicznym świecie dawnych Słowian stanowiła niezbędne, surowe oblicze samej natury. Jako bogini zimy, nocy i zaświatów przynosiła wyeksploatowanej ziemi konieczny odpoczynek, bez którego wiosenne odrodzenie, uosabiane przez jej siostrę Dziewannę, nigdy nie mogłoby nadejść.
Rytuał palenia i topienia jej słomianej kukły, który przetrwał w wiejskim folklorze, wcale nie był egzekucją. Stanowił święty akt kosmicznego przejścia. Wykorzystując ogień i wodę jako symboliczne bramy, nasi przodkowie odsyłali Panią Zimy z powrotem do podziemnego świata, zamykając w ten sposób stary rok i robiąc w naturze miejsce dla nowego życia.
To właśnie ta głęboka wiara w konieczność obrzędu sprawiły, że tradycja przetrwała wieki surowych, kościelnych zakazów.
Dziś wynoszenie Marzanny za wieś przestaje być jedynie wiosenną, ludową zabawą. Wraz z odrodzeniem rodzimych wierzeń Słowian, prastary rytuał znów nabiera swojego świętego ciężaru. To dowód na to, że ten chłodny, sprawiedliwy archetyp nigdy w nas nie zginął. Wciąż przypomina nam o tym, że śmierć i życie to nie pole bitwy dobra ze złem, ale dwie strony tej samej, wiecznie obracającej się monety.
W mitologii słowiańskiej Marzanna to potężna bogini zimy, nocy i śmierci. Symbolizuje nieuchronne zamieranie natury, zimowy odpoczynek ziemi oraz konieczność zakończenia starego cyklu, by mogło nadejść wiosenne odrodzenie. Dla Słowian nie była postacią złą, lecz uosobieniem surowej sprawiedliwości i nieuchronnych praw przyrody.
Obrzęd topienia (lub palenia) słomianej kukły Marzanny odbywał się w czasie wiosennego przesilenia. Słowianie wykorzystywali żywioły ognia i wody jako symboliczną bramę, by odesłać boginię zimy z powrotem do zaświatów. Rytuał ten miał na celu ostateczne pożegnanie zimy, chorób i mrozu, robiąc tym samym miejsce dla nowego życia i budzącej się do życia wiosny.
Tradycyjną kukłę Marzanny wykonuje się przede wszystkim ze słomy, która jest symbolem obumarłych resztek zeszłorocznych plonów. Kukłę mocuje się na drewnianym kiju, owija białym płótnem i ubiera w stare łachmany, a niekiedy, w zależności od regionu, w tradycyjny strój ludowy lub ubiór panny młodej. Całość często ozdabia się suchymi ziołami, gałązkami i wstążkami.
Choć topienie Marzanny jest głęboko zakorzenione w polskim folklorze, to w rzeczywistości jest to prastara tradycja ogólnosłowiańska. Podobne obrzędy żegnania zimy i warianty imienia tej bogini znane są również m.in. w Czechach i na Słowacji (jako Morena lub Morana), a także na wschodzie (jako Marena). Jest to nasze wspólne dziedzictwo, które przetrwało mimo wielowiekowych zakazów ze strony Kościoła.
W dawnych wierzeniach obowiązywało surowe tabu: po utopieniu Marzanny nie wolno było jej dotykać, oglądać się za siebie ani potykać w drodze powrotnej, by nie sprowadzić widma chorób i śmierci z powrotem do osady. Współcześnie zakaz ten ma wymiar ekologiczny: odradza się topienia marzann wykonanych z plastiku, folii czy sztucznych ubrań. Jeśli chcemy kultywować ten zwyczaj, kukła musi być w pełni naturalna i biodegradowalna (słoma, patyki, naturalne nici), by nie zanieczyszczać rzek.
Dla dociekliwych (źródła):