Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
KUP TERAZ
Większość z nas traktuje piątek trzynastego z przymrużeniem oka. Ot, kolejna data w kalendarzu, przy której rzadziej przechodzimy pod drabiną. Jednak dla naszych przodków pech nie był statystyką ani zbiegiem okoliczności. Pech miał imię, wychudzone ciało i jedno, wiecznie otwarte oko, które wypatrywało najmniejszej szczeliny w ludzkim szczęściu. To było licho.
W słowiańskiej demonologii licho nie było diabłem kuszącym do grzechu. Było czymś znacznie gorszym – aktywnym nieszczęściem, które nie potrzebowało powodu, by zrujnować Ci życie.
Wygląd licha był projekcją lęków przed nędzą i chorobą. Najczęściej biesa opisywano jako przeraźliwie chudą kobietę o wzroście tak wielkim, że mogła zaglądać przez dachy, lub jako karłowatego, złośliwego stwora. Kluczowe jest jednak jego jedyne oko.
W symbolice ludowej brak jednego oka oznaczał niepełność, wadę, a także zdolność do „złego spojrzenia”. Licho nie widzi świata w pełni – widzi tylko to, co można zepsuć.
Sam termin „lichy” do dziś oznacza coś marnego, niepełnowartościowego. Co ciekawe: słowo to wiązało się pierwotnie z liczbami nieparzystymi. Wszystko, co było do pary, było bezpieczne i stabilne. Wszystko, co było „liche” (nieparzyste), zwiastowało chaos i ingerencję sił nadprzyrodzonych.
Licho to demon „reaktywny”. Nie atakuje ludzi pogrążonych w smutku – ono ich omija, bo nie ma tam nic do roboty. Atakuje tam, gdzie słychać śmiech, gdzie spichlerze są pełne, a rodzina żyje w zgodzie. Licho zwyczajnie nie potrafiło przejść obojętnie obok szczęśliwego domostwa.
Gdy licho zamieszka w Twojej zagrodzie, nie odpuści niczemu. Zacznie od narzędzi i przedmiotów. A to wyrwie szczeble z drabiny, a to poluzuje ostrze siekiery. Nic się przed nim nie uchroni. Nawet przedmioty najwyższej jakości, wykonane przez najlepszych rzemieślników, nie są bezpieczne.
Później licho zacznie atakować żywe istoty. Twoje krowy, kury czy plony – licho sprowadzi na nie zarazy i choroby. Na końcu zaś weźmie się za Ciebie. Przygasi ogień w kominku w lodowatą, wilgotną noc, a kiedy nastanie susza: rozbucha płomień tak wysoko, aż dotknie strzechy.
Licho przynosi cierpienie samą swą obecnością.
Licho także dręczyło bezpośrednio. Słowianie wierzyli, że demon potrafi wskoczyć ofierze na plecy i stać się fizycznie ciężkie. Człowiek dotknięty tą klątwą czuł wieczne zmęczenie, przygnębienie i brak sił do życia. Licho szeptało do ucha podłe rady, budziło paranoję i sprawiało, że ofiara sama zaczynała niszczyć swoje relacje z bliskimi.
To była powolna śmierć duchowa, prowadząca do całkowitej ruiny oraz wyobcowania.
Licho było tak potężne, że jako jedno z niewielu demonów doczekało się formy kultu – choć był to kult oparty na panicznym strachu. Nasi przodkowie budowali mu leśne kapliczki, zostawiając tam ofiary nie z miłości, ale po to, by „licho tam siedziało i nie wyłaziło do ludzi”.
Demon ten nie miał drugiego oblicza. To był bies wybitnie złośliwy, nieustępliwy oraz zwyczajnie: zły dla ludzi. Nie był to odpowiednik leszego, który mógł ludziom sprzyjać, jeśli ci tylko szanowali lasy.
Jedna z najbardziej znanych legend wiąże postać tego demona z jeziorem Licheńskim. Według podań znajdowała się tam pogańska świątynia poświęcona tej mrocznej sile. To pokazuje, jak głęboko w naszej ziemi zakopany jest lęk przed tym demonem, dla którego szczęście było wabikiem.
Walka z lichem mieczem czy toporem była bezcelowa. Równie dobrze mógłbyś walczyć z deszczem, dźgając krople wody czy przeganiać dym machając ostrzem miecza. Jednak nie oznacza to, iż nasi przodkowie byli bezradni. Wprost przeciwnie. Mieli wiele sposobów na to, jak odegnać biesa od domu.
Piołun i dym – licho nienawidziło ostrych zapachów. Okadzanie domów piołunem miało „gryźć” oko demona i zmuszać go do ucieczki.
Oszukiwanie losu – częstym zwyczajem było udawanie biedy, gdy wiedziało się, że licho krąży w okolicy. Ludzie celowo zakładali brudne ubrania lub narzekali na brak jedzenia (nawet jeśli mieli zapasy), by demon uznał, że nie ma tu nic do roboty.
Przekazywanie klątwy – w skrajnych przypadkach wierzono, że licho można „odsprzedać” lub podarować. Nieszczęście zamykano w ozdobnym pudełku i zostawiano na rozstajach dróg. Ten, kto podniósł „prezent”, zabierał licho ze sobą.
Licho, według niektórych wierzeń, można też było przechytrzyć. Mamiąc je bogactwem i szczęściem, dało się je „związać” z danym przedmiotem. Następnie można było ów przedmiot wyrzucić np. do jeziora (czy też zepchnąć cały wóz kupiecki do wody), skąd uwięziony demon nie potrafił się wydostać.
Najczęstszą radą było jednak... przeczekanie. Wierzono, że przed Lichem nie ma skutecznej obrony i trzeba cierpliwie znosić zły los, aż demon sam zdecyduje się ruszyć w dalszą drogę.
Dziś, gdy coś nam nie wychodzi, zrzucamy to na karb pecha lub stresu. Słowianie mieli na to konkretną diagnozę. Licho to przypomnienie o pokorze. W ich świecie nic nie było dane na zawsze.
Dlatego dziś, w ten pechowy piątek, zamiast bać się czarnych kotów, sprawdź lepiej, czy Twój własny sukces nie przyciągnął uwagi kogoś, kto patrzy na świat tylko jednym okiem. I na wszelki wypadek... nie chwal się dzisiaj za głośno swoimi sukcesami.
Licho nie śpi. Ono słyszy.
Jeśli zaś chcesz dowiedzieć się więcej o słowiańskich demonach, zapraszam do poniższych artykułów:
O 12 pole stawało się polem bitwy. Dlaczego Słowianie bali się słońca bardziej niż nocy?
Zmoraś Mario – kim była istota, która kradła oddech naszym przodkom?