Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
KUP TERAZ
Zanim wyślesz swojego bohatera w mroczne ostępy słowiańskiej puszczy, gdzie już czyha na niego Baba Jaga, musisz podjąć jedną, krytyczną decyzję: kto będzie o tym opowiadał? W końcu każda historia potrzebuje kogoś, kto by ją wypowiedział.
To kluczowa decyzja. Wybór perspektywy w fantastyce możesz porównać do wyboru środka transportu i rodzaju wakacji. Możesz polecieć na all inclusive do Bułgarii lub dojechać tam autostopem przez Rumunię, śpiąc na dziko w namiocie. Niby to samo miejsce, lecz doświadczenia zupełnie inne.
(Osobiście polecam autostop przez Rumunię! Naprawdę, super zabawa!)
Każdy typ narracji ma swoje zalety, ale ukrywa też pułapki, w które wpadają pisarze. I to nawet ci doświadczeni Rozbierzmy je na czynniki pierwsze. Żeby dobrze zilustrować różnice, każdą z narracji pokażemy na tym samym przykładzie: spotkaniu z Leszym w lesie.
W tym typie narracji narrator jest jednocześnie bohaterem wydarzeń. Używam wówczas zaimków „ja”, „my”. Siedzę bezpośrednio w jego czaszce, słyszę jego myśli w czasie rzeczywistym i wiem tylko to, co on wie. Tak, specjalnie teraz napisałem w ten sposób, aby Ci to zobrazować.
Przykład:
„Zacisnąłem dłonie na toporze. Las nagle ucichł, a smród gnijącego drewna uderzył mnie w nozdrza tak mocno, że omal nie zwymiotowałem. Nie widziałem go, ale wiedziałem, że tam jest. Moje serce waliło jak oszalałe. Czy stary żerca miał rację? Czy sypanie soli naprawdę zadziała?”
Dlaczego warto – to najbardziej osobisty rodzaj narracji. Błyskawicznie buduje więź z czytelnikiem. Idealnie nadaje się do kryminałów, czy historii, w których bohater ukrywa coś przed światem. Jest też idealny do horrorów oraz dark fantasy, zwłaszcza w wykonaniu Lovecraftowym. W jego opowiadaniach często śledzimy losy bohaterów, którzy spisują swoje dzienniki i wraz z nimi zatapiamy się w odmęty szaleństwa.
Gdzie leży pułapka – masz gigantyczne klapki na oczach, a Twój czytelnik razem z Tobą. Jeśli bohater traci przytomność, akcja musi się urwać. Nie możesz opisać, co robi złoczyńca na drugim końcu królestwa, bo Twój bohater tego nie widzi. Dodatkowo: łatwo tu wpaść w irytującą egocentryczność. Czytelnik nie zawsze chce czytać tylko i wyłącznie o uczuciach jednej osoby.
Największym problemem, jak i jednocześnie obietnicą jest zżycie się odbiorcy Twojego dzieła z protagonistą. To obosieczny miecz. Jeśli wykreujesz bohatera, którego czytelnik pokocha, to narracja pierwszoosobowa jest niesamowicie immersyjna.
Z drugiej strony: odbiorca może stwierdzić, że niekoniecznie przepada za protagonistą. Wówczas czytanie będzie dla niego męczące, nawet jeśli fabuła, wykreowany świat oraz postacie poboczne mu się spodobają. Co więcej: nawet jeśli polubi głównego bohatera, ale jakaś inna postać spodoba mu się bardziej, to w przypadku narracji pierwszoosobowej będzie miał mniej możliwości obcowania ze swoim ulubieńcem.
Co również tworzy ryzyko, że poczuci książkę.
To absolutny standard współczesnej prozy. Używasz w niej zaimków „on”, „ona”, „ono”. Co jednak istotne: narracja taka dzieli się jednak na zupełnie różne podgatunki, których mylenie jest największym grzechem początkujących autorów.
To obecnie zazwyczaj najprostsza w odbiorze polecana perspektywa w fantastyce. Narracyjna „kamera” wisi tuż nad ramieniem jednego, wybranego bohatera w danej scenie. Czytelnik widzi świat jego oczami, zna tylko jego myśli, ale piszesz o nim w trzeciej osobie.
Przykład:
„Wojmir zacisnął dłonie na toporze. Las nagle ucichł, a smród gnijącego drewna sprawił, że zebrało mu się na mdłości. Nie widział bestii, ale czuł jej obecność. Zastanawiał się gorączkowo, czy stary żerca z osady miał rację z tą solą”.
Dlaczego warto – łączy osobiste podejście narracji pierwszoosobowej z profesjonalnym dystansem trzecioosobowej. Pozwala na ukrywanie informacji przed czytelnikiem i budowanie napięcia. Możesz też opisywać, co dzieje się wokół bohatera, np. kiedy ten śpi albo jest nieprzytomny po ciężkiej walce.
Gdzie leży pułapka – złamanie zasady jednej perspektywy w scenie. Jeśli kamera wisi nad ramieniem Wojmira, nie możesz nagle w tym samym akapicie napisać: „Leszy patrzył na niego zza drzewa i pomyślał, że człowiek wygląda apetycznie”. To zjawisko nazywa się „skakaniem po głowach” i natychmiast wyrzuca czytelnika z rytmu. W pewnych podgatunkach fantastyki sprawdza się też gorzej, niż pierwszoosobowa, chociaż jest łatwiejsza w pisaniu.
Bardzo popularny typ narracji, m.in. w dziełach George'a Martina czy Brandona Sandersona. Tutaj również kamera narracyjna wisi nad ramieniem jednej postaci, ale zmienia się np. pomiędzy rozdziałami. Raz opisujesz losy Wojmira, a innym razem: żercy ze wsi.
Przykładowo:
Dlaczego warto: daje epicki rozmach i pozwala pokazywać świat z wielu perspektyw. Nadaje głębi fabule, pozwalając czytelnikowi zrozumieć motywację wielu postaci poprzez pokazywanie konfliktu z obu strony barykady. Jest także świetna do budowania napięcia (np. kończąc rozdział Wojmira cliffhangerem i zmuszając czytelnika do przeczytania trzech innych rozdziałów, by dowiedzieć się, czy przeżył).
Gdzie leży pułapka: nadmiar bohaterów zabija tempo. Jeśli wprowadzisz ich dziesięciu, czytelnik zacznie gubić się w imionach albo będzie omijał rozdziały postaci, których nie polubił. Ponadto musisz pilnować żelaznej zasady: jeden bohater = jedna scena. Nigdy nie zmieniaj perspektywy w połowie akapitu! Co ponownie rodzi problematyczną kwestię: kiedy czytelnik nagle nie widzi perspektywy ulubionego bohatera, a widzi tylko perspektywę innej postaci, może się łatwo zniechęcić do dalszego czytania.
To klasyczna narracja z baśni, mitów i starych powieści (np. u Tolkiena). Narrator to bóg lub gawędziarz. Wie wszystko o wszystkich: zna przeszłość, przyszłość, widzi, co się dzieje za górami i wie, co myślą wszystkie postacie w jednym pomieszczeniu.
Przykład:
„Wojmir zacisnął dłonie na toporze, nie wiedząc jeszcze, że to jego ostatnia walka. Smród gnijącego drewna uderzył w jego nozdrza. Tymczasem zza grubego dębu obserwował go Leszy. Pradawny duch puszczy był rozbawiony żałosnymi próbami człowieka. Trzysta staj stąd, w bezpiecznym grodzie, żona Wojmira właśnie upuściła gliniany dzbanek, czując nagły, irracjonalny niepokój”.
Dlaczego warto: daje autorowi niesamowitą wolność. Możesz tworzyć epicki rozmach, opisywać bitwy z lotu ptaka i wrzucać ironiczne komentarze od narratora.
Gdzie leży pułapka: buduje potężny dystans emocjonalny. Czytelnik nie martwi się tak bardzo o bohatera, bo czuje obecność wszystkowiedzącego gawędziarza. Dziś ten typ narracji uważa się za staroświecki i jest bardzo trudny do opanowania bez zanudzania odbiorcy.
Najrzadszy, najdziwniejszy i najbardziej hipnotyczny rodzaj narracji. Narrator zwraca się bezpośrednio do czytelnika lub do bohatera, zmuszając go do wejścia w opisywaną rolę. Przypomina to prowadzenie sesji RPG przez Mistrza Gry.
Przykład:
„Zaciskasz dłonie na toporze. Las nagle cichnie. Smród gnijącego drewna uderza w twoje nozdrza, aż masz ochotę zwymiotować. Nie widzisz go, ale wiesz, że tam jest. Serce wali ci jak oszalałe. Próbujesz przypomnieć sobie, co mówił ten stary żerca. Sól. Gdzie schowałeś sól?”
Dlaczego warto: wciąga w sposób absolutny i brutalny. Skraca dystans do zera. Świetnie sprawdza się w krótkich formach (opowiadaniach, grach paragrafowych) lub w momentach, gdy bohater przeżywa ekstremalny szok, odrealnienie lub traci zmysły.
Gdzie leży pułapka: Na dłuższą metę jest niesamowicie męcząca dla czytelnika. Czytanie 400-stronicowej powieści, w której ktoś ciągle mówi Ci, co robisz, potrafi wywołać literacką klaustrofobię.
Zazwyczaj, kiedy zdecydujesz się na jeden typ narracji, to większość poradników pisarskich zaleci Ci prostą, złotą zasadę: trzymaj się jednej narracji.
Jednak... czy to prawda?
Osobiście nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Możliwe jest łączenie kilku rodzajów narracji. Jest to rzadkie, ale diabelsko ciekawe i sprawia, że książka od razu się wyróżnia od innych. Możesz teraz się zastanawiać, jak to właściwie ma wyglądać, prawda?
Jeśli tak, to polecam lekturę Trylogii Bartimaeusa. Opowiadana ona historię tytułowego Bartimaeusa, który jest dżinem – istotą z innego wymiaru, zniewoloną przez młodego czarodzieja. Autor na przestrzeni całej trylogii wymieszał dosłownie wszystkie rodzaje narracji (no, może poza trzecioosobową wszechwiedzącą).
Prezentuje się to tak:
Trudno to wyjaśnić komuś, kto owej trylogii nie przeczytał, dlatego serdecznie polecam jej lekturę. Jest to doprawdy fascynujący sposób pisania i żałuję, że więcej autorów nie decyduje się na takie eksperymenty narracyjne.
Oczywiście nie ma nic złego w trzymaniu się schematów! Przecież tak właśnie robi większość pisarzy. Niemniej jednak – jeśli masz ochotę zaszaleć, nie krępuj się i eksperymentuj. To właśnie czyni fantastykę tak szalenie ciekawą.
Jeśli piszesz intymną, mroczną spowiedź bohatera – wybierz pierwszą osobę („Ja”). Jeśli tworzysz nowoczesne fantasy z wieloma wątkami, ale zależy Ci na silnych emocjach – wybierz trzecią osobę ograniczoną (ale pamiętaj: jedna głowa na jedną scenę!). Jeśli piszesz baśń stylizowaną na legendę lub mit – użyj narratora wszechwiedzącego. A jeśli chcesz zaszokować czytelnika w krótkim opowiadaniu grozy – spróbuj pobawić się drugą osobą („Ty”).
Narzędzia leżą na stole. Wybierz to, które najlepiej pasuje do historii, którą chcesz wykuć.
A jeśli potrzeba Ci kolejnego młota do napisania Twojej narracji, serdecznie zapraszam do poradnika poniżej: