KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Mitologia Słowian nie istniała w próżni. Nasi przodkowie żyli w otoczeniu wielu różnych kultur oraz systemów wierzeń. Pochodziły one z tego samego, proto-indoeuropejskiego korzenia. Wiele obyczajów i tradycji ludowych mieszało się ze sobą, tworząc nierozerwalny splot.
Przykładem takiej symbiozy wierzeń jest aitwar. Był to duch czy też demon opiekuńczy, w którego istnienie wierzono przede wszystkim na terenach Litwy. Istota ta miała dwojaki charakter, a wiele zależało od tego, jak odnosili się do niego sami gospodarze.
Szczególne miejsce w litewskim panteonie zajmowały bóstwa domowe, tzw. Namiszkį Diewai. Jednym z najbardziej fascynujących i złożonych bytów z tej grupy był aitwar (aitvaras). Był to duch opiekuńczy ściśle związany z żywiołami powietrza i ognia.
Posiadanie go w gospodarstwie mogło zapewnić domownikom ogromne bogactwo, ale jego utrzymanie wiązało się z ciągłym ryzykiem ze względu na niezwykle trudny charakter demona.
Duch ten nie posiadał jednej, stałej formy i potrafił manifestować swoją obecność na kilka intrygujących sposobów:
Postać gadzia – często opisywano go jako małego, skrzydlatego węża z ptasią głową i rozłożystym ogonem przypominającym miotłę. W źródłach pruskich przybierał nawet postać smoka lub wielkiego, ognistego węża.
Postać ptasia – mógł zamienić się w czarną czaplę, wronę, kruka lub niezwykłego, mitycznego ptaka.
Zjawisko świetlne – kiedy przemieszczał się w powietrzu, przypominał spadającą gwiazdę sypiącą iskrami lub rozżarzony pogrzebacz. Widok ten był tak mocno zakorzeniony w kulturze, że dawniej chłopi, widząc spadającą gwiazdę, odruchowo żegnali się znakiem krzyża, wierząc, że to demon wraca z nocnych łowów.
Chociaż teksty, na których się opierałem, nie podają tej analogii bezpośrednio, to widać tutaj związek aitwara m.in. ze słowiańskim żmijem. O ile w folklorze wschodniosłowiańskim stwór ten był utożsamiany z Welesem, tak w wierzeniach zachodniosłowiańskich żmij również przyjmował postać wężowatego stwora ze skrzydłami. Jako podopieczny Peruna był także ściśle powiązany z żywiołem ognia oraz powietrza.
Więcej o żmiju dowiesz się z mojego opracowania poniżej:
W przeciwieństwie do innych duchów domowych, takich jak kauki, których przychylność zyskiwano poprzez darowanie im uszytego lnianego ubrania, z aitwarem nie zawierano klasycznego „kontraktu”. Demona tego pozyskiwano w zupełnie inny sposób:
Można go było wyhodować z siedmioletniego jaja, które znosił czarny kogut.
Można go było kupić (przekazy wspominają tu np. o Rydze).
Można go było znaleźć na rozstajach dróg, gdzie często ukrywał się pod niepozorną postacią zmokniętego, czarnego kurczaka.
Aitwar charakteryzował się dwoistą naturą. Z jednej strony był niestrudzonym dostarczycielem bogactw. Nocą wylatywał przez komin, włamywał się do okolicznych chałup i okradał sąsiadów, znosząc swojemu gospodarzowi najróżniejsze dobra. Szczególnym zamiłowaniem darzył złoto i przedmioty błyszczące.
Jako władca kultury kulinarnej, przynosił również żywność. Jednak nie wybierał byle czego. Preferował pełnoprawne produkty spożywcze, takie jak ser, mąka, wędzone mięso i piwo.
Z drugiej strony, był to byt niezwykle złośliwy i mściwy. Rozgniewany aitwar potrafił spalić domostwo, w którym przebywał. Mógł także zsyłać na ludzi i zwierzęta dotkliwą chorobę zwaną kołtunem (kaltūnas). U ludzi objawiała się ona plątaniem włosów, bolesnym pękaniem rąk i chorobami oczu, natomiast u koni powodowała ślepotę lub kulawiznę.
Ze względu na kapryśny charakter bóstwa (cz też demona), domownicy musieli go nieustannie przekupywać, a walutą w tej relacji było odpowiednie pożywienie. Jako istota zrodzona z żywiołu ognia, aitwar odrzucał pokarmy surowe. Wymagał dań gotowanych lub pieczonych.
Do jego ulubionych przysmaków należały:
Jajecznica – jej forma idealnie wpisywała się w jego naturę, a sam składnik subtelnie nawiązywał do ptasiego rodowodu demona.
Kasza i owsianka – jako formy pokarmu gotowanego, a nie tylko „surowiec” do przygotowania posiłku.
Najważniejszym i bezwzględnym warunkiem utrzymania dobrych relacji z Aitwarem była zasada pierwszeństwa. Demon musiał otrzymać pierwszą porcję ugotowanego lub upieczonego posiłku. Jeśli ktokolwiek z domowników zdążył skosztować jedzenia przed nim, konsekwencje mogły być tragiczne.
Kult i wiara w aitwara były niezwykle silne na Litwie i na terenach Prus Litewskich (m.in. u Nadrowów). Sytuacja zaczęła zmieniać się w XVI i XVII wieku, kiedy to oficjalna nauka Kościoła wzięła na cel dawne bóstwa domowe, określając je mianem „diabelstwa”.
Działania te doprowadziły z czasem do stopniowego zatarcia pierwotnych, boskich funkcji aitwara i zepchnięcia go do roli lokalnej ciekawostki folklorystycznej.
Z mojego punktu widzenia aitwar to fascynujący przykład, jak mitologia Słowian i Bałtów potrafiły przenikać się ze sobą nawzajem. W postaci tego demona możemy dostrzec analogie np. do wspomnianego przeze mnie żmija, ale miał on także związek z typowo słowiańskim demonem kołtunem.
Dodam też, że powyższy tekst powstał na podstawie źródeł zagranicznych i tłumaczeń automatycznych. Z uwagi na to, mogło w nim dojść do pomyłek. Jeśli takie zauważyłeś w trakcie lektury, daj mi, proszę, znać na Instagramie lub Facebooku na profilu Las Mgieł. Z góry dziękuję!
Dla dociekliwych (źródła):