KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
Obecnie łaźnie i sauny kojarzą nam się z nową modą, która rozpowszechniła się m.in. za sprawą siłowni. Jednak nasi przodkowie swego czasu regularnie zażywali kąpieli właśnie w łaźniach. Kiedy Wodnik zagrażał porwaniem za kąpanie się przed Nocą Kupały, łaźnie były miejscem, gdzie dbano o higienę.
To nie był zwykły budynek gospodarczy. To było również miejsce wspólnoty, które rządziło się swoimi własnymi prawami, innymi niż reszta domostwa.
A nad tym ładem czuwał Bannik, zwany też Łaziebnikiem. W mitologii Słowian był to demon o dualistycznej naturze. Mógł być przyjacielem domu, jak i jego najgorszym koszmarem. Wszystko zależało od tego, jak domownicy się do niego odnoszą i czy pamiętają o jego istnieniu.
Bannika wyobrażano sobie zazwyczaj jako małego, karłowatego starca o nieproporcjonalnie wielkiej głowie i długim nosie. Jego ciało pokrywały zmierzwione, czarne włosy, a z ust wystawały drobne, ale ostre jak u drapieżnika zęby. Miał także nieproporcjonalnie długie kończyny.
Jak wiele demonów, takich jak np. zmora, Bannik miał zdolność zmiennokształtności. Poza formą karłowatego starca mógł przybierać postać:
Relacja z Bannikiem przypominała stąpanie po kruchym ludzie. Kiedy „gospodarz łaźni” był zadowolony, dbał o idealną temperaturę wody i miękkość brzozowych witek do smagania ciała. Pilnował ubrań kąpiących się i sprawiał, że kąpiel faktycznie regenerowała siły.
W tej postaci Łaziebnik był świetnym przyjacielem. Można by go wręcz określić jako życzliwego gospodarza łaźni.
Jeśli jednak Bannik czuł się zaniedbany lub kąpiący się złamali zasady, demon pokazywał swoje drugie, o wiele groźniejsze oblicze. Wierzono, że posiada „żelazne ręce”, którymi potrafi zamęczyć człowieka na śmierć. Mścił się poprzez:
Bolesne oparzenia wrzątkiem lub parą.
Powodowanie groźnych poślizgnięć na mokrych deskach.
Wabienie do bani niebezpiecznych demonów wodnych (jak rusałka).
Topienie ofiar w balii, zwłaszcza tych, którzy weszli do środka bez błogosławieństwa.
Wiara w moc łaźni, jak i samego Bannika, była tak silna, że przetrwała jeszcze długo po tym, jak chrześcijaństwo przyszło na nasze ziemie. Demonologia Słowian mówiła jasno: łaźnia była przestrzenią wyłączoną spod chrześcijańskiego sacrum.
Wewnątrz nigdy nie wieszano ikon, a każdy wchodzący musiał bezwzględnie zdjąć krzyżyk oraz pas. Aby nie urazić Bannika, przestrzegano surowych zasad:
Zasada czwartej tury – po kąpieli trzech grup ludzi, łaźnia należała wyłącznie do demona. Zostawiano mu wtedy ciepłą wodę i świeżą miotłę.
Etykieta i powitanie – nie wolno było wejść ot tak. Należało wygłosić formułkę: „Gospodarzu łaźni, wpuść mnie, bym się wykąpał!”. Po wyjściu należało grzecznie podziękować.
Absolutna cisza – w bani nie wolno było hałasować, przeklinać, popędzać innych ani rzucać uroków.
Zakaz samotności – chodzenie do łaźni w pojedynkę uchodziło za proszenie się o śmierć z rąk diabłów, które tylko czekały na okazję, by rozerwać człowieka na strzępy.
Złe godziny – około północy łaźnia stawała się miejscem praktyk magicznych, do którego zwykli śmiertelnicy nie mieli wstępu.

Z biegiem wieków, zwłaszcza po wielkich epidemiach, stosunek do higieny uległ zmianie. Kiedy ludzie zaczęli wierzyć, że woda szkodzi zdrowiu, pozytywne cechy Bannika z mitologii Słowian odeszły w zapomnienie. Przestał być traktowany jak surowy gospodarz, a stał się jedynie szkodliwym biesem. To wtedy nad wejściami do łaźni zaczęły pojawiać się podkowy: nie by go zaprosić, ale by go odstraszyć i uniemożliwić mu zamieszkanie w środku.
Dziś pamięć o nim przetrwała w ludowych opowieściach. Kto wie, co będzie z nim dalej? Może wraz z rosnącą popularyzacją łaźni oraz saun, Bannik, którego teraz znamy z demonologii słowiańskiej, powróci jeszcze w nowej postaci?