Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
KUP TERAZ
Luty. W dawnym kalendarzu ludowym nazywany strąpaczem – od zdradliwego „strzępienia” dróg, które raz zamarzały, by za chwilę zmienić się w błotnistą pułapkę. Nasi przodkowie mówili o nim także „duży siecznik”, bo mróz potrafił ciąć dotkliwiej niż w styczniu. To właśnie w tym surowym czasie, 2 lutego, przypada jeden z najważniejszych momentów w słowiańskim kalendarzu: punkt styku zimy z wiosną i wielkie święto ognia.
Dziś znamy je jako Matki Boskiej Gromnicznej, ale pod chrześcijańską nazwą kryje się coś więcej: pradawny kult Peruna Gromowładnego.
Zacznijmy od fundamentu, czyli etymologii. Słowo Gromnica nie jest przypadkowe.
Święto to dla Słowian było Świętem Peruna, czyli najwyższego bóstwa w panteonie słowiańskim. Jak wywodzi prof. Gieysztor w „Mitologii Słowian”, Perun znaczy „ten, który uderza”. Stąd też właśnie Gromnica wywodzi się bezpośrednio od wyrazu grom, czyli atrybutu Peruna.
To właśnie pierwszy wiosenny grom, często zdarzających się podczas lutowych odwilży, był sygnałem, że najwyższy bóg uderza w siły chaosu. W „Mitologii słowiańskiej” Wrony i Bobrowskiego to wtedy Perun skuwa na nowo łańcuch, którym Pierwszy Smok – służący Welesowi – jest przykuty do Podziemi. Tym samym Gromowładny niejako przygotowywał ziemię na nowe życie i wskazywał, że czas na odrodzenie nadszedł.
Niektórzy widzieli w tym przebudzenie bóstwa, inni zaś – jeno przypomnienie, że władca błyskawicy cały czas czuwa nad światem.
Co istotne w tym kontekście: dla Słowian piorun był formą ognia. Dlatego podczas Gromnicy rozpalano świecę gromnicze, znane dzisiaj po prostu jako „gromnica”. Miały one chronić domostwo przed uderzeniem pioruna, jak i były dowodem na świętość ognia.
Obrzędowość tego dnia była niezwykle bogata i – z dzisiejszej perspektywy – niemal magiczna. Gromnica musiała być wykonana z czystego wosku pszczelego. Dlaczego? Pszczoły traktowano z wielkim szacunkiem. Widziano je jako stworzenia wysłane przez bogów czy wręcz samego Peruna, aby roznosiły życie wraz z pyłkiem kwiatowym.
Oprócz tego istniały rytuały takie jak:
Ciekawym rytuałem jest także zachowany z 3 lutego rytuał przypalania gardła. Obecnie w kościele katolickim jest on związany z św. Błażejem, patronem od chorób gardła. Jednak ponownie – bardzo możliwe, że jest to zwyczaj starosłowiański.
Opalanie gardła miało hartować i zabijać wszystko, co złe. Perunowa energia „wypalała chorobę” w zarodku. A przecież podczas dużego siecznika o chorobę nie było trudno.
W ludowym kalendarzu 2 lutego to także czas „pęknięcia zimy”. To pierwsze spotkanie z nadchodzącą wiosną i czas zmiany.
Dziewanna to „jaśniejsze” oblicze kobiecej mocy, stanowiące przeciwwagę dla złowrogiej, zimowej Marzanny. Podczas gdy Marzanna niosła śmierć i zimę, Dziewanna przynosiła życie i wiosnę.
Staropolska legenda mówi o spotkaniu Matki Boskiej z wilkiem w mroźną noc. Chłopi, ścigający zwierzę, pytali ją o drogę, ale ona – wzruszona cierpieniem bestii – ukryła wilka pod swoim płaszczem, każąc ludziom szukać dzikości i zła we własnych sercach. To dlatego gromnica do dziś kojarzona jest z ochroną przed wilkami; wierzono, że bogini włada dziką naturą i tylko ona potrafi powstrzymać „wilczy głód”.
Możliwe, że pierwotnie tą boginią była właśnie Dziewanna bądź też Mokosza. Przy założeniu, że Marzanna i Dziewanna to dwa oblicza bądź też córki Mokoszy, jest to piękny symbolizm dwojakiej natury istnienia: zarówno śmierci (Marzanna), jak i życia (Dziewanna).
Na terenach dzisiejszej Ukrainy, Białorusi i Rosji, obchody 2 lutego miały jeszcze bardziej surowy, archaiczny charakter.
Święcona woda – czerpano wodę ze studni, wierząc, że w dniu spotkania zimy z latem zyskuje ona moc uzdrawiającą. Kropiono nią chorych, a nawet pojono dzieci, by zmyć z nich zimowy marazm.
Obrzęd sprzedaży dziecka – sama nazwa brzmi strasznie, ale w rzeczywistości było to jeden z bardziej wzruszających obyczajów. Osobie postronnej, najczęściej staruszce, „sprzedawano” przez okno dziecko. Ta, oddając je rodzicom, mówiła: „Żyj na szczęście moje”. Za otrzymane pieniądze kupowano gromnice, wierząc, że ich płomień zapala ogień życia w dziecku.
Unikanie podróży – na Gromnicę wierzono także, iż należy unikać dalekich podróży. Istniało przeświadczenie, że inaczej może dojść do wielu nieszczęść.
Oczywiście warto pamiętać, że poszczególne regiony miały wiele swoich obyczajów. Kto wie, ile z nich uległo zapomnieniu i zatraceniu?
Na Gromnicę istniało wiele przepowiedni i powiedzeń. Niektóre nich to:
Jak na gromnicę jasno, w stodołach ciasno – paradoksalnie, piękne słońce 2 lutego zwiastowało powrót mrozów i kiepskie plony. Stąd w niektórych regionach zwierzęta zamykano w stodołach, aby nie ujrzały słońca.
Skowronek – wierzono, że pierwszy skowronek musi zaśpiewać właśnie 2 lutego. Jeśli tego nie zrobił – zima miała powiewać jeszcze długo.
Wróżba ze świecy – zapalano tyle świec, ilu było członków rodziny. Czyja świeca zgasła pierwsza podczas nabożeństwa, ten według wierzeń miał wkrótce opuścić ten świat.
Na Gromnicę wróżono także pogodę na resztę miesiąca, czy nawet roku. Świadczą o tym takie powiedzenia jak:
Prof. Gieysztor podkreśla fenomen długiego trwania pogańskich mitów. Gromnica jest tego najlepszym dowodem. Choć zmieniliśmy nazewnictwo, a zamiast dębowych belek mamy betonowe stropy, nasza podświadoma potrzeba zapalenia światła w najmroźniejszym momencie roku pozostaje niezmienna.
Gromnica to nie tylko kawałek wosku. To testament naszych przodków, którzy w huku lutowych wichrów słyszeli głos Peruna i wiedzieli, że dopóki płonie ogień, dopóty życie trwać będzie.