KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Śpiew czy raczej złowieszczy krzyk ptaka z najwyższego dębu w mrocznej puszczy, niosący się nad stepami wschodnich rubieży, to jeden z najbardziej przejmujących obrazów, jakie zachowały się w arcydziele staroruskiej literatury, czyli Słowie o wyprawie Igora. To właśnie tam pojawia się Dziw (lub Div), tajemnicza istota, która swoim głosem paraliżowała serca wojowników ruszających na wyprawę przeciw Połowcom.
Co jednak ciekawe: istota ta pierwotnie wcale nie narodziła się z mroku. Jej rodowód wywodzi się od jasnego, świetlistego nieba, czy wręcz od boskiej, uranicznej istoty z pra-mitologii Słowian.
W Słowie o wyprawie Igora wymarsz wojsk księcia Igora odbywa się w atmosferze tajemnicy i przejmującej trwogi. Słońce mrokiem zagradza drogę (to poetycki opis zaćmienia Słońca), noc huczy burzą, budzi się ptactwo, a w puszczy podnosi się złowrogi świst dzikich zwierząt. I w tym właśnie momencie:
„Dziw krzyczy na wierzchołku drzewa, każe się przysłuchać ziemi nieznanej: Wołdze i Pomorzu, i Posulu, i Surożowi, i Korsuniowi, i tobie, tmurokańskie bożyszcze”.
Krzyk Dziwu z korony drzewa (często wyobrażanego jako kosmiczne dębowe osie świata) nie jest zwykłym ptasim głosem. To potężne, demoniczne wezwanie, które ogłasza dzikim ostępom wschodu nadchodzący kataklizm, porażkę i śmierć wojowników.
Dziw jawi się tu jako strażnik granic bezpiecznego, ludzkiego świata, który swoim krzykiem ostrzega „złą, nieznaną ziemię” o wtargnięciu intruzów.
Postać Dziwu kryje w sobie niezwykłą tajemnicę językową i mitologiczną. To nie była wcale postać, która pierwotnie narodziła się w mroku. Wręcz przeciwnie: jej pochodzenie jest zgoła odmienne i sięga najgłębszych, praindoeuropejskich korzeni rodzimej wiary naszych przodków:
Boski prarodowód (*djaus) – prasłowiańskie słowo dziw / div pierwotnie oznaczało jasne, świetliste niebo lub bóstwo niebiańskie (pochodzi od tego samego pnia co grecki Zeus, rzymski Deus czy indyjski Djaus).
Irańska inwersja – w religiach słowiańskich i bałtyjskich doszło do tzw. irańskiej inwersji. W jej wyniku dawne, wysokie pojęcia określające jasnych bogów zostały zdegradowane i sprowadzone do sfery demonicznej. Dawne świetliste bóstwo stało się dzikim duchem lasu, zwiastunem nieszczęścia i straszydłem.
Bałto-słowiańskie odmiany – staroruskie pojęcie Dziwu jest ściśle tożsame z litewską deivė, czyli widmem, strzygą lub demonicznym straszydłem zamieszkującym dzikie ostępy.
Ogólna kategoria duchów przyrody – badacze mitologii Słowian sugerują, że w najstarszym okresie słowiańskim słowem „dziwy” określano po prostu wszystkie rodzime, dzikie duchy przyrody, które rządziły lasami i wodami poza granicami ludzkich osad.

Choć pamięć o samym Dziwie wołającym z korony puszczy z czasem zatarła się w pamięci, jego imię przetrwało w demonologii Słowian.
W tradycji zachodniosłowiańskiej (szczególnie w folklorze Podhala) niezwykle silnie zakorzeniła się wiara w leśne boginki, które znano również jako dziwożony. Nazwa ta oznacza dosłownie „żony dziwów” lub „kobiety-dziwy”. Te dzikie, porywające dzieci i mamiące mężczyzn istoty to bezpośrednie spadkobierczynie dawnego, leśnego Dziwu. Przejęły one od niego nie tylko część imienia, ale też dzikość, nieprzewidywalność oraz ścisły związek z najgłębszymi sekretami mrocznej puszczy.
Więcej o dziwożonach pisałem tutaj:
Mamiły śpiewem, a potem odbierały rozum. Kim były słowiańskie boginki?
Dziw ze Słowa o wyprawie Igora był więc dla naszych przodków głosem samego lasu. Był mroczną, autonomiczną siłą przyrody, która z wierzchołka świętego dębu spoglądała na ludzkie konflikty, wiedząc, że puszcza i tak ostatecznie upomni się o swoje.
Dla dociekliwych (źródła):