KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Kiedy morderczy skwar zamieniał słowiańskie pola w spękaną skorupę, a widmo głodu zaglądało do chat, nasi przodkowie nie skłaniali głów w pokornej modlitwie. Zamiast tego szykowali się do rytuału na cześć najpotężniejszego ze słowiańskich bogów, czyli Peruna Gromowładnego.
Obrzęd Dodoli, bo o nim mowa, miał na celu obudzić życiodajną moc ziemi oraz przywołać deszcze. Kluczowym jego elementem była selekcja wybranki, która miała wcielić się symbolicznie w rolę tytułowej Dodoli. Kim była tajemnicza bogini i dlaczego nasi przodkowie oddawali jej cześć?
Sama Dodola ma wiele interpretacji i nosi wiele imion. Znano ją m.in. jako:
Część badaczy uważa ją za małżonkę samego Peruna, czyli najwyższego bóstwa w mitologii Słowian. Inni z kolei widzą w niej oblicze Gromowładnego, odpowiedzialnego za zsyłanie deszczu. Według jeszcze kolejnych interpretacji Dodola nie była bóstwem jako takim, a po prostu obrzędem na cześć Peruna.
Nasi słowiańscy przodkowie stosowali tutaj ciekawe tabu językowe. Bali się wymawiać prawdziwe imię bóstwa burzy nadaremnie, aby nie ściągnąć na osadę niszczących piorunów. Samo słowo „Dodola” uważa się za formę dźwiękonaśladowczą, która urosła do rangi bezpiecznego kamuflażu dla zakazanego imienia Peruna bądź Perperuna.
Kluczową rolę w obrzędie Dodoli odgrywała wybranka. Odtwórczyni tej sakralnej roli nigdy nie była losowym dzieckiem z łapanki. Obowiązywało ją bowiem wiele reguł. Kapłani i starszyzna osady dokonywali wyboru, opierając się na takich przesłankach jak:
Zasada czystości – dziewczynka musiała znajdować się przed okresem dojrzałości fizycznej, co gwarantowało jej sakralną nietykalność. Słowianie wierzyli, że młode dziewczęta są szczególnie związane ze światem magii oraz siłami nadprzyrodzonymi.
Klucz genealogiczny – najbardziej pożądana była kandydatka będąca ostatnią córką matki, wydaną na świat tuż przed utratą przez nią płodności.
Żywy mimetyzm – panna występowała naga, spowita w paprocie, liście i kwiaty, co wprost utożsamiało jej ciało z wysuszoną ziemią czekającą na zapłodnienie wodą. Miało ją to upodobnić do legendarnej Perperuny.
Taka dziewka miała być ofiarą dla Peruna. Nie chodziło jednak o złożenie ofiary z jej krwi, a symboliczne uwolnienie ofiary uwięzionej przez Żmija, utożsamianego z bogiem Welesem. Jego podziemna aktywność blokowała obieg wody na świecie, a obmywana Dodola zwracała uwagę Peruna, który uderzeniem Pioruna uwalniał uwięzione źródła.
Na marginesie dodam, że postać Żmija w mitologii Słowian ma dwa, skrajne oblicza. Więcej możesz o tym przeczytać w poniższym opracowaniu:
Tak przygotowany rytuał miał zapewnić słowiańskiej wsi, iż Perun zlituje się nad nią i dzięki swym piorunom ześle deszcz. Co jednak czynili nasi przodkowie, gdy tego typu błagania zawiodły?
Słowiański chłop był mistykiem, ale zarazem człowiekiem twardo stąpającym po ziemi. Kiedy po kilku dniach tańców niebo nadal straszyło błękitem, osada uznawała, że bóstwa uraniczne nie zechciały go wysłuchać. Wówczas zwracał się do sił chtonicznych, czyli związanych ze światem podziemnym.
Zdesperowana gromada szła na lokalny cmentarz i rozkopywała grób człowieka, który w danym roku zmarł śmiercią tragiczną przez utonięcie. Wyciągnięte zwłoki topielca bezceremonialnie wrzucano do rzeki, co miało na drodze brutalnego rezonansu przywrócić obieg wody w spalonej słońcem okolicy.
Tam, gdzie oszczędzano zmarłych, lepiono z gliny spory manekin o wyolbrzymionych cechach męskich. Tę glinianą lalkę (nazywaną Germanem lub Trojanem) układano w prowizorycznej trumnie i pośród ogólnego, udawanego płaczu kobiet zakopywano w mokrym mule tuż nad brzegiem rzeki.
Chociaż współcześnie brzmi to okrutnie, tak dla naszych przodków był to sposób na przetrwanie. Jeśli bóg nieba nie chciał dać im deszczu po dobroci, Słowianie zwracali się do jego antagonisty.