KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
W ludowej kulturze słowiańskiej włosy nie były po prostu ozdobą, którą można było dowolnie ścinać czy układać. Stanowiły one fizyczne przedłużenie ludzkiej siły witalnej, a ich ułożenie było ważnym komunikatem dla całej społeczności. To, czy kobieta miała na głowie ciasny warkocz, ukryty kok, czy burzę wolnych kosmyków, natychmiast określało jej status społeczny, gotowość do małżeństwa, a czasem: przynależność do świata demonów.
Włosy w ludowej magii Słowian były kluczowe. Miały także znaczenie w słowiańskiej demonologii, ale także i panteonie naszych rodzimych bóstw.
Długie, niespięte w kok i nieukryte pod chustą włosy były przywilejem panieństwa. Były wieloznacznym symbolem, którego interpretacja zależała od konktekstu:
Młode dziewczęta mogły także zaplatać warkocze, używając do tego barwnych wstążek, nosząc na głowach wianki czy opaski. W myśleniu magicznym rozpuszczone lub luźno zaplecione włosy oznaczały status „otwarty”. Był to sygnał, że kobieta znajduje się w fazie gotowości do zmiany i wejścia w nowy etap życia.
Mała ciekawostka: Andrzej Sapkowski wspominał w cyklu wiedźmińskim, że rozpuszczone włosy były przywilejem kobiet wolnych. W jego świecie były to m.in. czarodziejki, druidki oraz... prostytutki.
Momentem granicznym w życiu każdej Słowianki były Rozpleciny. Był to kluczowy element obrzędów weselnych, odbywający się zazwyczaj w czwartek przed niedzielnymi zaślubinami.
Do domu przyszłej panny młodej schodziła się młodzież, by uroczyście pożegnać jej wolność. Rytualnego rozplatania warkocza dokonywał zazwyczaj drużba. Z kolei zadaniem druhen było dopilnować, aby panna młoda nie straciła przy tym ani jednego włosa, ponieważ wierzono, że mogłoby to posłużyć do rzucenia na nią mrocznego uroku.
Towarzyszyły temu też różne przyśpiewki, np.:
„Rozpleciony warkocz wolny jak ptak w lecie, już ci się twoja wolność we warkocz zaplecie”.
Rozplecione w tym momencie włosy oznaczały wejście w niebezpieczną strefę graniczną. Młoda Słowianka nie była już bowiem panną, ale jeszcze nie stała się mężatką.
Z rozpuszczonymi włosami stawała następnie do zaślubin, po których następowały oczepiny, czyli ostatecznej zmiany statusu na mężatkę.
Mogły, a wręcz w niektórych regionach powinny były pokazywać swoje włosy. Czesały je w warkocze, często zdobione wstążkami, ale pozostawiały je odkryte. Tylko panny mogły nosić na głowie otwarte nakrycia, takie jak wianki, obrączki czy opaski.
Nie mogły nosić rozpuszczonych włosów ani pokazywać ich publicznie. Po oczepinach włosy były skracane lub upinane i chowane pod czepcem, lub chustką. Publiczne ukazanie się mężatki z odkrytą głową uznawano za wielki wstyd i obrazę (z wyjątkiem specjalnych okoliczności).
Na niektórych terenach młode kobiety rozpuszczały warkocze na znak żałoby. Nosiły je w ten sposób od śmierci bliskiej osoby aż do pogrzebu.

Rozpuszczone, dzikie włosy były jednak czymś więcej niż tylko symbolem panieństwa. Były biletem do sfery sacrum i łącznikiem z zaświatami. Istniały ściśle określone, magiczne momenty, kiedy nawet dorosła kobieta musiała rozpuścić włosy:
Magia agrarna – kobiety rozpuszczały włosy podczas siania prosa, co miało na zasadzie magii sympatycznej zagwarantować, że plony będą równie gęste i długie.
Otwieranie drogi – rozpuszczano je podczas sytuacji granicznych i ostatecznych, takich jak ciężki poród czy śmierć, by zniwelować więzy trzymające duszę i ułatwić przejście.
Warto też wspomnieć o rytuale postrzyżyny wśród Słowian. Więcej na ten temat napisałem w tym artykule:
Cięcie, które czyniło mężczyznę. Jak słowiański obrzęd hartował fundamenty rodziny?
Dzikość rozpuszczonych włosów miała swoje źródło w prastarych wierzeniach. Najpotężniejsza słowiańska bogini matka, czyli Mokosz, wyobrażana była jako potężna kobieta z burzą długich, rozpuszczonych włosów. W jej przypadku symbolizowały one wolność, ale również nieokiełznaną, życiodajną siłę wilgotnej gleby.
Z drugiej strony, wierzono w demony takie jak urzekające wiły, oraz związane z żywiołem wody rusałki. Były to przepiękne, ale śmiertelnie niebezpieczne demony Słowian. Ich znakiem rozpoznawczym były właśnie długie, rozpuszczone włosy. To w nich tkwiła cała ich nadnaturalna moc. Uczesanie lub obcięcie włosów demonowi oznaczało odebranie mu siły i podporządkowanie go ludzkiej woli.
Dla dociekliwych (źródła):