KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Kiedy nadciągała niszczycielska wichura, dawni mieszkańcy naszych ziem padali na twarz, oddając głębokie pokłony niewidzialnej sile. Wierzyli, że w wyjącym wietrze kryją się dusze wisielców i mroczne demony powietrzne. Z tego potężnego, wiejskiego lęku nowożytni kronikarze ulepili jednego z bogów „polskiego Olimpu”.
Był to Pochwist lub Poświst, który miał być potężnym bóstwem niepogody oraz burzy. Rzecz w tym, iż bóg ten okazał się całkowitą mistyfikacją kronikarzy.
Dzisiaj wiemy, że mitologia Słowian wyglądała inaczej niż grecka czy rzymska. Panteon naszych bogów prezentował się zgoła odmiennie, a nasi przodkowie przypuszczalnie wcale nie wyznawali politeizmu. Więcej o tym fenomenie pisałem w poniższym opracowaniu:
Prawdziwy władca słowiańskich niebios. W kogo wierzyli nasi przodkowie?
Jednak sprawa miała się inaczej w średniowieczu. Z dziejowej zazdrości o antyczny Olimp, szesnastowieczni kronikarze na siłę próbowali utworzyć panteon bóstw, który przypominałby grecki lub rzymski. Pierwszym, który to uczynił, był nie kto inny jak Jan Długosz.
Następnie do listy bóstw Maciej z Miechowa (Miechowita) dopisał do panteonu „Pogwizda”, który w jego wyobrażeniu miał być łagodnym powiewem powietrza szeleszczącym przez kłosy i liście. Później Marcin Kromer oraz inni historycy przekształcili ten łagodny wietrzyk w potężnego bóstwa niepogody i burzy, czyli Pochwista, znanego też jako Pozwizd, Poświst lub Pochwiściel.
Współcześni badacze, tacy jak Aleksander Brückner, nie pozostawiają jednak suchej nitki na tych renesansowych kreacjach. Historyk wprost nazywa boga Pochwista (a także Lela i Polela), dopisanego przez Miechowitę, Kromera, Stryjkowskiego i Gwagnina, zwykłym zmyśleniem. Badacz podsumowuje te postacie jako „bańki mydlane, co przy podmuchu krytycznym pryskają”. Był to po prostu sztuczny konstrukt mający na celu wypełnienie polskiego Olimpu.
Czy to jednak oznacza, że pochwist w ogóle nie istniał? Nie do końca. Samo miano pochwist funkcjonowało w mitologii Słowian, lecz nie jako bóstwo, a demon.

Mimo że sam bóg na kartach kronik był sztucznym konstruktem, lęk, na którym go zbudowano, był autentyczny. Nasi przodkowie bali się niszczycielskich wirów i trąb powietrznych. Wiatr zrywający dachy i niszczący stodoły nie był dla nich zwykłą anomalią meteorologiczną, lecz manifestacją złośliwych sił nadprzyrodzonych.
W ludowej wyobraźni w wyjących wichrach ukrywały się powietrzne demony (takie jak słynne latawce) oraz zdesperowane dusze ludzi zmarłych śmiercią nienaturalną: wisielców, topielców i porońców.
Ta przeklęta gromada miała toczyć w chmurach zażarte bitwy, którym towarzyszyły świsty i nieludzkie krzyki. Przerażenie tym zjawiskiem było tak głębokie, że jeszcze na początku XVII wieku tłumacz Kromera, Marcin Błażowski, odnotował niezwykły obyczaj. Prosty lud na wschodnich rubieżach Rusi, widząc nadciągającą, porywistą wichurę, natychmiast pochylał głowy i bił głębokie pokłony.
Wichurę tę nazywano poświścielem lub pochwiścielem. Oddawanie mu pokłonów miało być wyrazem szacunku wobec rozszalałego demona, a jednocześnie sposobem na przebłaganie go. Mściwy demon powietrza był bowiem stanie zabrać ze sobą dorobek całego życia w zaledwie kilka minut.
Prawdziwym władcą wiatrów w mitologii Słowian był Strzybóg. Latopisy wymieniają go jako jednego z głównych bogów, którym książę Włodzimierz Wielki postawił w 980 roku posągi na wzgórzu w Kijowie obok Peruna, Chorsa, Dadźboga czy Mokoszy.
Jego kult nie ograniczał się jednak tylko do Rusi. Ślady jego imienia możemy odnaleźć także w toponomastyce zachodniosłowiańskiej, na przykład w nazwie wsi Strzyboga pod Skierniewicami czy w XIII-wiecznej nazwie strumienia Striboc pod Tczewem.
Powiązanie Strzyboga z żywiołem wiatru wywodzi się bezpośrednio ze słynnego staroruskiego eposu Słowo o wyprawie Igora. W tekście tym wiatry wiejące od morza i miotające strzałami na ruskie pułki nazwano poetycko „wnukami Stribożymi”. Z tego powodu przez wieki utarło się przekonanie, że Strzybóg był bogiem wiatru, wichur i niepogody.
Możliwe jednak, że bóg ten był kimś więcej. Językoznawca Roman Jakobson wywodził rdzeń stri- od indoeuropejskiego ster- oznaczającego „rozpościerać”, „rozdawać” czy „siać”. W tym ujęciu Strzybóg byłby bóstwem rozdzielającym i rozsiewającym dary (bogactwa), co znakomicie uzupełniałoby funkcję Dadźboga (dawcy bogactwa).
Posiadanie władzy nad wiatrami ma tu głęboki sens mitologiczny. Wiatr to siła rozpościerająca się i przenikająca świat. Ma to swoje odpowiedniki u starożytnych Irańczyków, których bóg wiatru Waju chwali się: „Jestem nazywany tym, co rozpościera”.
Tym samym, o ile pochwist mógł być groźnym duchem w demonologii Słowian, ostatecznie to Strzybóg trzymał pieczę nad wiatrami w mitologii słowiańskiej.
Dla dociekliwych (źródła):