KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Wosk pszczeli był na dawnej słowiańskiej wsi materiałem o obszernym znaczeniu symbolicznym. Jego naturalne pochodzenie, niezwykła plastyczność, a także zdolność do podtrzymywania ognia i wydzielania intensywnego zapachu czyniły z niego idealne narzędzie w rękach szeptuch, znachorek i wiedź.
Używano go do leczenia, przewidywania przyszłości, rzucania uroków i ich odczyniania. Był także powiązany z postaciami dwóch potężnych bogiń z mitologii Słowian.
Szeroko znanym i do dziś praktykowanym zabiegiem przez słowiańskie znachorki jest wylewanie wosku (zwane też wylewaniem przestrachu). Był to swoisty rytuał egzorcyzmowania lęków, leczenia opętania i zdejmowania uroków, stosowany najczęściej u przerażonych, cierpiących na choroby oczu i niespokojnych dzieci.
Przebieg rytuału – nad głową pacjenta szeptucha trzymała miskę z zimną wodą. Następnie płynny, gorący wosk (czasem mieszany z szewską smołą) wylewała do wody przez ułożone w znak krzyża brzozowe patyczki.
Zaklęcia – czynności tej towarzyszył nieustanny szept. Znachorka odmawiała modlitwy i magiczne formuły, nierzadko w języku starocerkiewnym.
Diagnoza z kształtu – zastygająca w wodzie bryła tworzyła kształt, z którego bezbłędnie odczytywano pierwotne źródło lęku: sylwetkę psa, wilka, a często i konkretnego człowieka z sąsiedztwa.
Oczyszczenie – rytuał musiał odbywać się za dnia. Po jego zakończeniu woda, która przejęła demoniczną energię, musiała zostać bezwzględnie wylana poza obręb domostwa (najczęściej na drogę).
W ramach zamiennika do tego zabiegu bywało wykorzystywane kurze białko wylewane do szklanki z wodą. W ludowej medycynie spełniało to niemal identyczną funkcję ochronną i rozpoznawczą.
Słowa miały zresztą same w sobie niezwykłą moc. Więcej o szeptuchach i mocy słów pisałem tutaj:
Słowo, które zmusza świat do uległości. Kim były strażniczki najstarszego tabu?
Wosk doskonale kumulował intencje i intymną energię, co czyniło go potężnym orężem w magii ewokacyjnej, czyli przywołującej zewnętrzne siły.
Zrozpaczone i zakochane panny lepiły woskowe figurki uosabiające obiekt ich westchnień. Aby rytuał jednak zadziałał, w plastyczną bryłę wtapiano intymne, osobiste elementy mężczyzny: skradziony kosmyk włosów, ścinek paznokcia czy mocną nitkę wyszarpaną z jego ubrania. Gotową postać rzucano w płomienie pieca, wykrzykując zaklęcie:
„Żeby ciebie piekło, jak ogień ten wosk, żeby twoje serce tak topniało za mną, jak topnieje ten wosk”.
Z kolei do najczarniejszej magii niszczycielskiej (wywoływania demonów, rzucania klątw i odprawiania sabatów) używano celowo wosku ciemnego. Najbardziej przerażającą i skuteczną formą uroków wykorzystywały wosk zebrany potajemnie z niedopałków kościelnych świec płonących od Wielkiej Nocy do Zielonych Świątek.
Przelewanie wosku (a często również ołowiu i cyny) to fundament panieńskich wróżb, które odbywały się w wigilię św. Andrzeja. Wosk wylewano na taflę wody przez złożone na krzyż gałązki z miotły lub przez ucho od klucza. Klucz miał tu znaczenie głęboko symboliczne: oznaczał magiczną moc otwierania i zamykania tajemnic.
Jeśli użyto klucza od starego zegara, wróżba zyskiwała dodatkową siłę wynikającą z władzy nad upływającym czasem. Następnie w świetle świecy ostrożnie badano cień rzucany na ścianę przez zastygłą bryłę:
Sylwetka rycerza/broni – zwiastowała pewne małżeństwo z wojskowym.
Kształt serca – wskazywał na rychłe i gwałtowne zakochanie.
Magia woskowa przybierała w te noce również inne formy. Na wodę puszczano maleńkie zapalone świeczki umocowane w łupinach orzechów (ich zetknięcie wróżyło ślub) bądź drążono w grubej świecy dziurki, zalepiając woskiem karteczki z męskimi imionami.
Ponadto, po kolacji wigilijnej wróżono z samego dymu po zdmuchniętej świecy. Struga lecąca prosto w górę zwiastowała zdrowie, jednak skręt dymu w stronę drzwi odczytywano jako znak opuszczenia domu lub nieuniknionej śmierci.
Świecom woskowym, zwłaszcza tym poświęconym, przypisywano potężną moc apotropaiczną (odstraszającą zło). Najważniejsza z nich, czyli gromnica, stała się uniwersalnym symbolem bezpieczeństwa, jednak jej słowiańskie korzenie sięgają znacznie głębiej niż sama chrześcijańska tradycja.
Święto Matki Boskiej Gromnicznej, przypadające na 2 lutego, nałożyło się na prastare, słowiańskie obrzędy zimowe. Pierwotnie czas ten przypuszczalnie poświęcony był Dziewannie, władczyni dzikiej natury i wiosny, lub samej Mokoszy, czyli potężnej bogini ziemi, płodności i kobiecego losu. Święty ogień miał zjednywać te siły, by chroniły domowników i zapowiadały wiosenne odrodzenie.
Wraz ze zmianą wierzeń, potężna moc wosku wciąż pozostawała żywa w wiejskich domach:
Gromnica – świeca ta, często oblepiona ziołami i żywicą, była starannie przechowywana w świętym kącie chaty. Jej światło miało chronić domostwo przed uderzeniem pioruna i atakami wilków. Dym z gaszonej gromnicy wdychano jako darmowe lekarstwo na bóle gardła, a szeptuchy okadzały nim otwarte rany. Była nieodłącznym elementem przejścia: zapalano ją przy konającym, by ułatwić duszy opuszczenie ciała, lecz bezwzględnie gaszono w samej chwili zgonu. Podczas „pustych nocy” wierzono, że dotknięcie dłoni zmarłego i trzymanej przez niego gromnicy pozwala przenieść własne choroby na nieboszczyka, by na zawsze spłonęły wraz z woskiem.
Wosk paschalny – wytwarzany według tradycji z pracy „dziewiczych pszczół”, był szczególnie ceniony przez bartników. Wkruszenie małego kawałka tego konsekrowanego wosku w otwór wejściowy ula w pierwszy czwartek miesiąca miało potężną moc ochronną: zabezpieczało pasiekę przed urokami oraz gwarantowało obfite rojenie się i pomyślność pszczół.
Dla dociekliwych (źródła):