KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Zwierzęta miały bogate znaczenie symboliczne w wierzeniach Słowian. Warto chociażby wspomnieć o niedźwiedziu, który był objęty tak silnym tabu językowym, iż zapomnieliśmy jego pierwotnego miana. Wiele zwierząt traktowano z olbrzymim szacunkiem, inne ze strachem, a jeszcze kolejne traktowano jako przyjaciół.
W tym kontekście istotne były także zwierzęta ofiarne. Chociaż powszechnie składano ofiary z kurczaków, ptaków, zajęcy czy świń, koń uchodził za najszlachetniejszą ze wszystkich ofiar zwierzęcych. Nie oznacza to jednak, że słowiańskie ołtarze zawsze spływały ich krwią.
Dla słowiańskiego wodza dar z wierzchowca nie był jedynie ofiarowaniem niezwykle cennego mienia, lecz aktem o wymiarze sakralnym i politycznym. W szerokim kontekście indoeuropejskim (mającym swoje odpowiedniki m.in. w wedyjskim rytuale áśvamedha), ofiara z konia była reliktem prastarych obrzędów królewskich.
Nasi przodkowie wierzyli, że jej złożenie czyniło ze zwycięskiego władcy absolutnego zwierzchnika nad innymi wodzami czy królami.
Złożenie konia w ofierze po wygranej bitwie było więc najwyższym potwierdzeniem potęgi wodza, uświęconym przez same bóstwa. Archeologia potwierdza rangę tego rytu. Kości ofiarnych koni odnajdywano w istotnych ośrodkach władzy i kultu, m.in. na Peryni pod Nowogrodem Wielkim (w sanktuarium boga Peruna) oraz w Płocku.
Istotne znaczenie ma tutaj wykorzystywanie koni. Oprócz tego, że pomagały one na roli, były one także niezbędne do przetrwania na stepach, skąd pochodzą wszystkie ludy indoeuropejskie. Co więcej: koń kojarzył się także ze sztuką wojenną. Tylko najbardziej wpływowi wojownicy mogli sobie pozwolić na to, aby utrzymać konia bojowego.
Tym samym ofiara z takiego zwierzęcia łączyła w sobie wiele aspektów: od prastarych obrzędów królewskich przez sztukę wojenną aż po oznakę dobrobytu.
Warto też dodać, że wierzchowce w mitologii Słowian pełniły kluczową funkcję. Wiemy, że poświęcone były dwóm kluczowym bóstwom: Perunowi jako Świętowitowi oraz Welesowi jako Trzygławowi.
Wierzchowiec ten był wyłączną własnością boga Świętowita, a opieka nad nim wiązała się z surowym tabu: za wielki grzech uważano wyrywanie choćby jednego włosa z jego grzywy lub ogona. Prawo do karmienia go i dosiadania miał wyłącznie główny kapłan świątyni. Słowianie wierzyli, że bóg osobiście dosiadał go nocą, by cwałować po lasach i walczyć z wrogami. Dowodem na te nocne wyprawy miał być fakt, że mimo zamknięcia na noc w stajni, koń nad ranem bywał zziajany, pokryty pianą i błotem, jakby przebył długą drogę.
Zwierzę to służyło jako wyrocznia przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu wojny. Kapłan ustawiał przed świątynią trzy rzędy skrzyżowanych włóczni wbitych grotem w ziemię. Następnie prowadzono konia w uździenicy przez te rzędy. Pomyślną wróżbą było przekroczenie włóczni najpierw prawą nogą. Jeśli koń postawił najpierw lewą nogę, zaniechiwano napadu na obcą ziemię. W przypadku uderzenia kopytem o włócznię wróżbę również odczytywano jako złą. Przy planowaniu wypraw morskich wymagano aż trzykrotnego potwierdzenia dobrego znaku z rzędu.
Biel konia wpisuje się w indoeuropejską symbolikę bóstw niebiańskich (uranicznych) i solarnych. Wierzchowiec ten nie był przeznaczony na ofiarę, lecz stanowił żywy atrybut i znak władzy potężnego bóstwa.

W Szczecinie znajdował się z kolei ogromny, nader bystry koń maści karej. Przez cały rok próżnował i był otoczony tak wielką czcią, że nie mógł go dosiąść żaden jeździec, a doglądał go bardzo pilnie jeden z kapłanów.
Podobnie jak na Rugii, koń ten służył do wróżenia o powodzeniu zbrojnych wypraw i zdobyciu łupów. Rytuał nieco się jednak różnił: na ziemi kładziono dziewięć włóczni w odległości łokcia jedna od drugiej. Kapłan wyprowadzał osiodłanego i okiełznanego konia, po czym trzykrotnie przeprowadzał go tam i z powrotem w poprzek leżących włóczni. Jeśli wierzchowiec przeszedł, nie potknąwszy się i nie rozrzuciwszy żadnej z nich, uważano to za znak powodzenia i wyruszano na wojnę. W razie niepowodzenia rezygnowano z wyprawy.
Maść szczecińskiego konia miała ogromne znaczenie dla rozpoznania istoty bóstwa. Czerń wskazuje na chtoniczny (podziemny) charakter, co łączy Trzygława z Welesem.
Konie ofiarowywano nie tylko bogom za życia, ale i zmarłym wodzom podczas ich ceremonii pogrzebowych. Aby zmarły władca zachował swój status w zaświatach, na stosie ciałopalnym palono go wraz z jego wierzchowcami, zbroją i psami łowczymi. Przykładowo: podczas pogrzebu wielkiego księcia Olgierda spalono aż osiemnaście wierzchowców, a podobnie okazały pogrzeb miał książę Kiejstut.
Znaczenie konia jako zwierzęcia sacrum było tak wielkie, że po przyjęciu chrześcijaństwa Kościół surowo zabraniał spożywania końskiego mięsa, traktując je jako pokarm skażony pogańskimi obiatami (ofiarami). Wiele nazw miejscowych w Polsce (np. Konojady, Koniecko) stanowi językowy ślad po owych uroczystych, rytualnych ucztach, podczas których poświęcone wierzchowce ofiarowywano i spożywano na cześć bogów.
Dla dociekliwych (źródła):