KUP TERAZ

Legendy Polskie

search

O AUTORZE

Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.

Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.


​​​​​​​

Zabezpieczenie grobu rzekomego upiora wymagało usypania ziaren maku i posadzenia krzewów kolczastych, co miało na zawsze zatrzymać biesa i uniemożliwić mu wędrówkę w stronę ludzkich osad.
15 maja 2026

Mak w trumnie i czarny bez przed pogrzebem. Jak wyglądała słowiańska nekrobotanika?

W tradycji ludowej zieleń nie służyła wyłącznie do ozdoby. Rośliny pełniły potężną funkcję mediatorów pomiędzy światem żywych, a umarłych. Poszczególne zioła, krzewy oraz drzewa w mitologii Słowian ułatwiały duszy przejście do zaświatów, a żywym gwarantowały bezpieczeństwo, przywracając porządek po śmierci domownika.

Magiczna, mroczna flora towarzyszyła człowiekowi na każdym etapie: od ostatniego tchnienia, aż po sadzenie drzew na mogile. I pełniła niekiedy bardzo praktyczne funkcje.

Jak rośliny umożliwiały odejście?

Zanim rośliny można było wykorzystać w rytuałach pogrzebowych, znajdowały one swoje zastosowanie także na łożu śmierci. I nie mam na myśli trucizn, chociaż i te Słowianie używali z powodzeniem.

Część ziół miała na celu ułatwić śmierć oraz uśmierzyć ból podczas ostatniej podróży.

Gdy człowiek nie mógł umrzeć, a jego agonia przedłużała się w nieskończoność, bliscy uciekali się do magicznych rytuałów. Aby ułatwić duszy opuszczenie ciała, konającego przenoszono z łóżka bezpośrednio na podłogę, na której rozpościerano żytnią słomę. Na Podhalu używano w tym celu grochowin, czyli suchych pędów grochy.

Często w dłonie umierającego wciskano zioła, a pod głowę wsuwano wianek z bylicy. Aby odpędzić siły nieczyste, które rzekomo gromadziły się wokół łoża śmierci w oczekiwaniu na duszę, izbę intensywnie okadzano dymem z poświęconych ziół, pochodzących z wianków na Boże Ciało lub Matkę Boską Zielną.

W pierwotnych wierzeniach Słowian mogły to być zioła poświęcone Dziewannie czy Mokoszy. O obu boginiach przeczytasz więcej tutaj:

Mokosz – trzecia po Perunie i Welesie. Dlaczego Słowianie traktowali ziemię jak brzemienną kobietę?

Dziewanna – słowiańska bogini wiosny. Dlaczego nasi przodkowie topili ją razem z Marzanną?

Czarny bez i trumna zabezpieczająca przed złem

Zmarłych, a w szczególności osoby młode, Słowianie obficie przystrajali roślinami o ostrym zapachu, wiecznie zielonymi, które kojarzono ze światem podziemnym. Należały do nich mirt, rozmaryn, ruta, barwinek, bukszpan, szparag lekarski czy bylica piołun.Stolarz odmierzający drewno na surową trumnę za pomocą pręta z czarnego bzu w ciemnej słowiańskiej chacie. Wierzenia pogrzebowe, mroczna roślinność i zjawiska nadprzyrodzone wymagały od rzemieślników stosowania narzędzi wykonanych z odpowiednio przeklętego drewna.

Niezwykle mroczną rolę odgrywał czarny bez. Krzew ten uchodził za roślinę niebezpieczną, mediacyjną i ściśle związaną ze śmiercią. Wierzono, że w jego wnętrzu kumulują się złe energie, a on sam jest ich strażnikiem. Z tego powodu czarnego bzu nigdy nie wycinano, bojąc się uwolnienia zła.

To właśnie ociosanym prętem z czarnego bzu wiejski stolarz brał miarę z nieboszczyka do wykonania trumny. Krzew ten miał też właściwości profetyczne: jeśli rosnący przy domu czarny bez niespodziewanie zakwitł powtórnie jesienią, zwiastowało to niechybną śmierć domownika, a nierzadko pomór dzieci.

Materiał na samą trumnę również nie był dziełem przypadku:

  • Klon – miał magicznie strzec ciała w grobie przed atakami diabła.

  • Sosna, jesion i jodła – zapewniały zmarłemu wieczny spokój, sprawiając, że nie miał on najmniejszej chęci wracać na ten świat i nękać żywych.

 

Unikano drzew takich jak dąb. Było to bowiem wybrane drzewo Peruna Gromowładnego, które objęte było silnym tabu w mitologii Słowian.

Niecodzienne wyposażenie słowiańskiej trumny

Wnętrze trumny przypominało zielnik. Zmarły musiał być odpowiednio wyposażony na swoją ostatnią drogę. Wkładano mu do rąk lub pod głowę palmy wielkanocne, by miał czym zapukać do bram niebieskich. Pierwotnie mogły to być inne rośliny, np. przeróżnego rodzaju zioła.

Zioła takie jak wrotycz, macierzanka, rumianek czy piołun miały zabezpieczyć wędrującą duszę i ułatwić przejście na drugą stronę. Z kolei niezwykle silnie pachnące gałązki świerku, jodły, modrzewia oraz mięty pełniły funkcję praktyczną. A mianowicie: niwelowały specyficzny, trupi zapach.

Jeśli zmarły Słowianin budził za życia lęk, zmarł nagle lub odebrał sobie życie, rodzina bała się, że wstanie z grobu. Aby zabezpieczyć się przed upiorem, stosowano roślinną magię apotropeiczną:

  • Mak – sypano go obficie do trumny, na drogę z konduktem oraz na samą mogiłę. Demony takie jak strzyga miały bowiem obsesję liczenia. Kiedy się obudziły, musiały przeliczyć każde ziarno maku.

  • Topola osika – zamiast żelaznych gwoździ używano osikowych kołków do zabijania wieka trumny. W świeży grób wbijano też grubą, osikową gałąź. Więcej o wierzeniach dotyczących osiki przeczytasz TUTAJ.

  • Krzewy kolczaste – na mogiłach podejrzanych osób celowo sadzono głóg, dziką różę czy tarninę. Ich gęste ciernie miały fizycznie i magicznie odgrodzić upiora od świata żywych.

Drzewa, które opłakiwały zmarłych

Dla uspokojenia zwykłych dusz na cmentarzach chętnie sadzono lipę, kalinę i topolę, czyli drzewa uważane za miłe zmarłym. Szczególny status miała brzoza, którą niegdyś traktowano jako bezpośrednią inkarnację ludzkiej duszy. Sadzono ją od północnej strony mogiły, by nie zasłaniała zmarłemu słońca, a jej długie, zwisające witki mogły „czule oplatać mogiłę i opłakiwać zmarłego”.

Na cmentarzu obowiązywały też surowe zasady, w tym bezwzględne tabu zabraniające zrywania, a nawet wąchania rosnących tam roślin. Należały one wyłącznie do umarłych. Jeśli jednak na grobie samoistnie wyrosła czeremcha lub wiśnia, żywi odczytywali to jako pilną wiadomość z zaświatów: dusza zmarłego dopominała się o prawidłowe jej upamiętnienie.

Dla dociekliwych (źródła):

  1. Muzeum Wsi Radomskiej, Rola roślin w zwyczajach funeralnych wsi polskiej.
  2. Groszek A., Kaczmarczyk-Sedlak I., Rola brzozy w wierzeniach ludowych oraz w medycynie ludowej i współczesnej fitoterapii.