KUP TERAZ
Nazywam się Adrian i od lat tropię ślady dawnych wierzeń Słowian. W moich tekstach nie znajdziesz wyssanych z palca legend – każdą opowieść buduję na fundamencie prac prof. Aleksandra Gieysztora i innych wybitnych badaczy. Moją misją jest pokazanie Ci naszych korzeni w sposób rzetelny i wolny od przekłamań.
Tę samą pasję do tworzenia przelewam na karty moich książek. W Legendach Polskich dokonuję re-tellingu podań, którymi zaczytywaliśmy się do snu. Z kolei w Opowieściach Ku – moim ukochanym dziele – zapraszam Cię do onirycznego świata baśni i mitologii, gdzie magia jest ważniejsza niźli ludzka logika.
Umiarkowanie w jedzeniu i piciu to jedno ze znanych kościelnych przykazań. Jednak dla naszych przodków wszelkiego rodzaju uroczystości były zaprzeczeniem tych zaleceń. Bogate uczty ofiarne stanowiły kluczowy element religijnego oraz społecznego życia Słowian.
Niezależnie od tego, czy były to postrzyżyny, czy też ceremonie pogrzebowe, uroczystościom zawsze towarzyszyły zabawy oraz jedzenie. Kluczowe były także ofiary dla bogów. Dopiero po oddaniu czci siłom wyższym nasi przodkowie przechodzili do świętowania.
Uczty ofiarne zazwyczaj miały miejsce po złożeniu ofiar bogom. Miały one różny charakter: mogły być zarówno czysto symboliczne (włosy dzieci po postrzyżynach), powiązane z wojną (np. zdobyczne chorągwie wrażych sił), bezkrwawe i powiązane z życiem codziennym (tkaniny, odzież, pasma lnu, ziarna), jak i krwawe oraz niekiedy wręcz okrutne (ofiary ze zwierząt czy według niektórych doniesień nawet ludzi).
Podstawą bezkrwawych darów w mitologii Słowian były plony ziemi. Arabscy podróżnicy z IX i X wieku opisywali, że Słowianie wschodni podczas żniw nakładali do czaszy proso, które następnie wznosili ku niebu, prosząc stwórcę o obfitość pożywienia.
Z mąki z kolei wypiekano wiele rodzajów ceremonialnego pieczywa. Wspomnę na przykład:
To jadło było przeznaczone dla istot władających losem człowieka, duchów opiekuńczych i zmarłych. Kupcy ruscy, proszący o udany handel i dziękujący za niego swojemu bogu, składali przed nim mleko, chleb i miód. Bóstwom przeznaczenia (Rodowi i rodzanicom), które miały zjawiać się przy kołysce każdego noworodka i wyznaczać jego los, tradycyjnie przygotowywano poczęstunek składający się z chleba, sera, miodu oraz kaszy (w tym obrzędowej kutii).
Z kolei domowym duchom (np. domowikowi), które gwarantowały dostatek w zagrodzie, gospodynie na noc odstawiały w misach resztki ze swych kolacji, a także niesoloną i niezbyt gorącą mleczną kaszę.

Bogom w czasie dorocznych świąt powszechnie składano ofiary krwawe, które potem gromadnie spożywano. Słowianie ofiarowali przede wszystkim żywe koguty i kury, często o czarnym upierzeniu. Rusini na wyspie Chortycy składali wokół wielkiego, świętego dębu m.in. ptactwo oraz mięsiwo. Najwyżej jednak ceniono ofiary z większych zwierząt: bydła (wołów, byków), owiec oraz koni.
Sam dobór zwierzęcia miał głęboki sens w mitologii Słowian. Bóstwom chtonicznym i podziemnym, takim jak Weles, ofiarowywano często czarne byki czy kozły. Z kolei bóstwo uranicznym i niebiańskim, takim jak Perun, przypadały częściej ofiary ze zwierząt jasnych i białych.
Muszę tutaj jednak zaznaczyć, że ofiary z dużych zwierząt nie zawsze oznaczały ich zabicie. Przykładowo: Trzygławowi poświęcony był czarny koń, którego traktowano jako święte, niemal nietykalne zwierzę. Świętowitowi zaś służył biały rumak.
Zgodnie z historycznymi przekazami, w trakcie biesiad obżarstwo i pijaństwo nie były jedynie tolerowane. Nasi przodkowie traktowali je jako obowiązek religijny i przejaw gorliwości. Podczas corocznego święta w Arkonie Słowianie spędzali czas na wystawnym godowaniu, jedząc i pijąc do przesytu.
Jak pisał Sakso Gramatyk:
„Przekroczenie wstrzemięźliwości uważano w tej uczcie za czyn pobożny, a jej zachowanie za bezbożność miano”.
Z kolei Helmold z Bosau wspominał w swojej kronice o słowiańskich ucztach obrzędowych nierozłącznie związanych z rytualnym pijaństwem. To specyficzne podejście do świętowania sprawiło nawet, że w jednym ze średniowiecznych kazań ironicznie stwierdzono, iż bóstwami Słowian musieli być Opilo i Obyadlo (Opój i Objadło).
W świetle dawnych wierzeń nadmiar jedzenia i picia był traktowany jako wymóg religijny z następujących powodów:
Konieczność całkowitego spożycia ofiary – Słowianie wierzyli, że wszystko, co zostało wcześniej poświęcone bóstwu (np. zabite zwierzęta czy gigantyczne kołacze miodowe), musiało zostać bez reszty skonsumowane przez ludzi uczestniczących w zgromadzeniu. Całkowite spożycie darów uchodziło za warunek niezbędny, aby zaskarbić sobie przychylność bóstwa, co miało zapewnić dobrą wróżbę na przyszłość, zwłaszcza obfite plony w nadchodzącym roku.
Mistyczne zawieszenie norm i integracja wspólnoty – wystawne biesiadowanie i nierzadko orgiastyczne zachowania służyły umyślnemu wywołaniu zamieszania i świadomemu uchyleniu codziennych norm zachowania. To chwilowe przekroczenie granic miało paradoksalnie prowadzić do oczyszczenia, powrotu do równowagi oraz silniejszego, ponownego scalenia wspólnoty.
Współbiesiadowanie ze strefą sacrum – uczta stanowiła formę bezpośredniego kontaktu i komunii z bogami oraz zmarłymi przodkami. Spożywając poświęcone mięso ofiarne oraz pijąc z obrzędowych naczyń i rogów, ludność dzieliła posiłek ze światem duchowym, który symbolicznie "karmił się" esencją ofiary.
Słowiańskie uczty ofiarne miały zatem głęboki sens na poziomie religijnym, jak i społecznym. Pozorny brak umiaru i oddawanie się przyjemnościom podniebienia były w istocie precyzyjnie osadzoną w mitologii Słowian praktyką, mającą odnowić siły witalne, zaklinać pomyślność i odnawiać kosmiczny ład.
Dla dociekliwych (źródła):